reklama

Z Archiwum X. Tajemnicza zbrodnia w Tczewie. Kim był zabójca Wandy Kołodziejek? Po tamtym morderstwie długo huczało od plotek [zdjęcia]

Dorota Abramowicz
Dorota Abramowicz
Zaktualizowano 
Tylko na Pomorzu 130 zbrodni nie doczekało się rozwiązania i ukarania winnych. Śledztwa wznawiają policjanci z Archiwum X. Tym razem szukają odpowiedzi na pytanie, kim był zabójca Wandy Kołodziejek, 74-letniej, żyjącej samotnie mieszkanki Tczewa. Człowiek, który zostawił w mieszkaniu ofiary odciski palców. Po tamtej zbrodni, do której doszło przed 30 laty, ponoć aż huczało w mieście od plotek...

Teraz ludzie już o niej zapomnieli - wzdycha pani Nina, która w sierpniu 1989 r. odnalazła w wannie ciało zamordowanej Wandy. - Rówieśnicy pomarli, młodszym lat przybyło, każdy ma swoje życie. I tylko ja, kiedy przechodzę koło jej domu, często pokazuję mężowi balkon na pierwszym piętrze. Mówię: to zdarzyło się tutaj...

Zaledwie kilka minut trwa przejście od mieszkania pani Niny do bloku przy ul. Konarskiego 9 w Tczewie.

Tam w klatce C, w kawalerce, mieszkała Wanda Kołodziejek. Ostrożna, samotna kobieta, która nigdy nie otwierała obcym, bezszelestnie podchodziła do wizjera, by spojrzeć, kto stoi przed drzwiami, i pilnowała, by odwiedzający ją ludzie nie spotykali się ze sobą. Bo pani Wanda miała swoje tajemnice.

- Poznałam panią Wandę pięć lat przed jej śmiercią - pani Nina wraca wspomnieniami do dawnych czasów. - Była wówczas na emeryturze i potrzebowała kogoś do pomocy. Do zakupów, posprzątania. Zżyłyśmy się ze sobą, nie boję się mówić, że nawet zaprzyjaźniłyśmy. Czasem zapraszałam ją w niedzielę do siebie na obiady.

Polska mafia w latach 90. Luksusowe życie mafijnych bossów i...

Przychodziła na ul. Konarskiego o godzinie 9 rano. Gospodyni otwierała drzwi w koszuli nocnej. Potem dopiero się ubierała.

Pani Wanda nie miała dzieci. Z mężem rozwiodła się wiele lat wcześniej. Opiekunka wspomina, że miała siostrę w Elblągu, a w Trójmieście - siostrzeńca, który był prokuratorem.

Z Archiwum X: Tajemnicze zabójstwo 7-letniej Kamili Szarmach. Śledczy wracają do sprawy po latach

W tamten piątek, 4 sierpnia 1989 r., pani Nina stanęła kolejny raz przed zamkniętymi drzwiami mieszkania Wandy. Była już poważnie zaniepokojona. Dzień wcześniej, między godziną 11 a 12, przyniosła jej nawóz do kwiatów „Flora”. Zadzwoniła do drzwi, nikt nie otworzył, więc powiesiła siatkę z nawozem na klamce. Wróciła jeszcze po południu i wieczorem. Siatka nadal wisiała na klamce.

W piątek od godziny 7.30 do 9 rano kilkakrotnie telefonowała do Wandy. Bezskutecznie. Wreszcie wróciła na Konarskiego, zapukała do jednej z sąsiadek, pytając, czy ta nie widziała starszej pani.

- Owszem, widziałam - odparła sąsiadka. - Ale to było kilka dni wcześniej.

Przeczytaj nasz kryminalny reportaż: Król koki z Gdyni Obłuża. Jego narkotyki krążyły po Europie, a on z piękną miss Polski rozbijał się drogimi autami. Jak umarł Artur B., ps. "Gruby", "Artuś", legenda trójmiejskiego półświatka?

Porwali narkotykowego barona z Gdyni za 500 tys. euro okupu....

W domu pani Niny od dawna leżał żółty klucz do mieszkania pani Kołodziejek, zostawiony na awaryjną okazję. Pobiegła po niego.
- Wie pani, nawet dzisiaj nie pamiętam, czy te drzwi były zamknięte, czy otwarte - wzdycha dziś pani Nina. - Weszłam do środka, w mieszkaniu był nawet porządek. Włączony jak zwykle telewizor migał obrazami. Tylko ktoś zostawił otwarte drzwi balkonowe.

Zamknęła drzwi na balkon. Na stole stała szklanka z niedopitą kawą. Na podłodze w pokoju, obok biblioteczki, leżała różowa bluzka Wandy. Buty, zwykle porozrzucane byle jak przez gospodynię, tym razem stały równo ustawione pod ścianą. Poza tym nic nie wskazywało, że coś jest nie tak.

Instynktownie zajrzała do łazienki. Najpierw zobaczyła wystające z wanny nogi. A potem nieruchomą twarz Wandy i jej ciało zanurzone w płytkiej wodzie.

Na policję zadzwoniła z mieszkania sąsiadki.

Z Archiwum X: Kto zabił 22-letnią absolwentkę XII LO w Gdańsku, Darię Relugę? Zobaczcie zdjęcia i film!

Godzina, w której zginęła Wanda

Jeszcze przed przyjazdem policji pani Nina zajrzała do kosmetyczki leżącej pod telewizorem, w której zmarła trzymała cztery złote monety. Monet nie było. Pusta także była torebka stojąca w przedpokoju.

- Ktoś okradł zmarłą - powiadomiła wchodzących do kawalerki funkcjonariuszy. - Oprócz monet zaginęła też biżuteria: złoty łańcuszek z wisiorkiem - kameą, charakterystyczne złote kolczyki, które zawsze nosiła, złoty pierścionek z koralem w kształcie kwiatu. Nigdzie także nie widzę innego, rozerwanego złotego łańcuszka oraz dużego złotego pierścionka i złotego zegarka szwajcarskiej marki Doxa.

W mieszkaniu Wandy Kołodziejek nie znaleziono także gotówki, chociaż - jak potem zeznawali świadkowie - kobieta zamierzała w najbliższym czasie kupić dolary.

Czytaj także

Kradzież nie musiała oznaczać, że starsza pani została zamordowana. Zwłaszcza że wstępnie na jej ciele nie znaleziono śladów przemocy. Dlatego początkowo zakładano, że przyczyną śmierci mogło być zasłabnięcie podczas przygotowywania kąpieli.

Wszystko jednak zmieniły wyniki sekcji zwłok, wykonanej w Zakładzie Medycyny Sądowej w Gdańsku. W opinii podpisanej przez dr. Zbigniewa Jankowskiego czytamy, że przekrwienie i zasinienie twarzy, liczne wylewy, złamanie kości gnykowej, ostre rozdęcie płuc, a także złamanie trzech żeber po stronie lewej oraz złamanie mostka świadczą o tym, że Wanda Kołodziejek zmarła śmiercią gwałtowną wskutek uduszenia. Wcześniej została uderzona w głowę. Do złamania żeber i mostka mogło dojść po dociśnięciu ofiary do krawędzi wanny lub uciśnięciu klatki piersiowej kolanem.

W miarę precyzyjnie ustalono czas zabójstwa. Jako że pani Wanda dzwoniła do siostrzeńca - prokuratora w czwartek między godziną 9 a 10, a już między godziną 11 a 12 tego samego dnia pani Nina odbiła się od zamkniętych drzwi, zostawiając worek z nawozem do kwiatów na klamce, to zabójcy zostawała nieco ponad godzina.

Rozpytano sąsiadów - nikt nic nie widział, nikt nic nie słyszał. Zbadano drzwi - nie znaleziono śladów włamania. A to oznaczało, że pani Wanda musiała wpuścić do mieszkania sprawcę. Lub sprawców.

Z Archiwum X: Tajemnica zabójstwa eleganckiego mężczyzny ze złotym zegarkiem

Ożywiona działalność

Śledczy zaczęli badać tryb życia i przyglądać się znajomym kobiety. Pani Wanda - o czym, jak się okazało, wiedziało wielu mieszkańców Tczewa - zajmowała się ożywioną działalnością handlową. Niektórzy zapewne pamiętają koniec lat 80. XX wieku, gdy na składanych łóżkach kwitł handel ubraniami, artykułami chemicznymi i kosmetykami, przywożonymi w mniej lub bardziej detalicznych ilościach z zagranicy. Jedną z dostarczycielek z zagranicy dóbr wszelakich była ponad siedemdziesięcioletnia tczewianka.

- Z zeznań świadków wynikało, że ofiara zabójstwa bardzo często wyjeżdżała do Bułgarii, Turcji, Egiptu - mówi podkomisarz Jacek Gilewski z Zespołu Przestępstw Niewykrytych (potocznie zwanego Archiwum X), działającego przy Komendzie Wojewódzkiej w Gdańsku. - Przywoziła stamtąd ubrania, które później sprzedawała w domu odwiedzającym ją klientom, oferowała do sprzedaży także złoto.

To pani Nina, ciesząca się dużym zaufaniem swojej pracodawczyni, z kolei pomagała Wandzie w sprzedaży części ubrań na rynku. - Były to czasy, gdy ludzie dużo handlowali - wspomina Nina. - I to nie tylko ubraniami.

Podczas śledztwa wyszło na jaw, że zmarła pewnych znajomości i transakcji nawet najbardziej zaufanym osobom nie ujawniała. Pan Wanda miała swoje tajemnice. I umiała je utrzymać mimo szerokiego grona klientów i znajomych.

Do mieszkania przy ul. Konarskiego przychodziły m.in. ekspedientki z pobliskich sklepów, sąsiedzi, znajomi znajomych. Jeden ze świadków zeznał, że „chłopcy z Tczewa” przynosili jej biżuterię, którą miał potem przerabiać zaufany złotnik. Tenże sam świadek sugerował, że jego znajomy wspominał o chęci okradzenia 74-latki. Śledczy sprawdzili trop - okazał się fałszywy.

Zresztą wiele tropów prowadziło do ślepych zaułków. Trudno było zweryfikować część zeznań. Starsza pani kierowała się bowiem surową zasadą - nie przedstawiała sobie osób, które ją odwiedzały. Co więcej, starała się, by goście przychodzili w różnych porach i przez to unikali spotkań...

Dziś pani Nina wspomina, że Wanda kupowała między innymi dolary od ludzi zajmujących się handlem walutą. - Opowiadano, że tuż przed śmiercią spotkała się z dwoma mężczyznami, swoimi dobrymi znajomymi, w restauracji Kameralna przy ul. Sobieskiego w Tczewie - mówi pani Nina. - Nie wiem, kim byli. Niewykluczone, że jeden z tych mężczyzn odwiedził właścicielkę mieszkania przy ul. Konarskiego podczas mojej obecności. Akurat wróciłam z zakupami, siedziałam na stołeczku, kiedy przyszedł. Pani Wanda jednak nie wpuściła go. Taką miała zasadę, że jeśli była z kimś umówiona, a ja byłam w domu, to gość do środka nie wchodził.

Z Archiwum X: Zbrodniarz, który ukradł dziecięce zabawki

Drugie dno?

Policjanci przesłuchali kilkudziesięciu świadków. Wszyscy mówili o Wandzie Kołodziejek jako o bardzo ostrożnej kobiecie, umawiającej się wcześniej telefonicznie z gośćmi. Zgodnie też stwierdzali, że zmarła unikała rozmów z przyjaciółmi, sąsiadami i rodziną na temat tego, z kim prowadzi interesy i czego one dotyczą. Podkreślano również, że ze względu na wiek i stan zdrowia pani Wanda interesy prowadziła głównie z domu.

Wytypowano podejrzanych, szukano głównie rzeczy skradzionych z mieszkania zamordowanej kobiety - charakterystycznej biżuterii (zachowały się zdjęcia pani Wandy noszącej ulubione złote kolczyki) oraz złotej szwajcarskiej Doxy. W mieszkaniu przy ul. Konarskiego zabezpieczono również odciski palców, prawdopodobnie pozostawione przez kogoś związanego ze zbrodnią. Nie udało się jednak ani znaleźć biżuterii, ani dopasować odcisków do konkretnej osoby.

Zdjęcie pani Wandy z widocznym złotym kolczykiem, zrabowanym z miejsca zbrodni.
Zdjęcie pani Wandy z widocznym złotym kolczykiem, zrabowanym z miejsca zbrodni. Archiwum prywatne

W styczniu 1990 r. w „Dzienniku Bałtyckim” ukazał się artykuł „Zagadkowe morderstwo” Krzysztofa W. Dębickiego. Autor sugerował, że za sprawą może kryć się drugie dno. „Sprawie zabójstwa Wandy K. od samego początku towarzyszy wiele zagadek - pisał Krzysztof W. Dębicki. - Jedną z nich może być np. fakt, że zbrodnia otoczona została szczelną kurtyna milczenia, co nie zapobiegło - a wręcz przeciwnie - powstawaniu najfantastycznejszych plotek. Te ostatnie dotarły do nas dużo wcześniej aniżeli oficjalne stanowisko organów ścigania najwyraźniej niechętnych roztrząsaniu tematu”. Dziennikarz wspominał o prokuratorze - krewnym zamordowanej kobiety, o tym, że gośćmi w jej domu mieli być także inni prokuratorzy, przytaczał plotki, które miały łączyć zamordowanie pani Wandy z innym zabójstwem młodej kobiety oraz z późniejszym włamaniem do domu jednego z tczewskich prokuratorów.

Tekst kończył sugestią, że być może mamy do czynienia ze zbyt daleko wyciągniętymi wnioskami, ale to milczenie organów ścigania stało się pożywką dla plotkarzy.

Potem w gazetach pojawiło się jeszcze zdjęcie Wandy Kołodziejek z apelem, by zgłaszały się osoby, które widziały ją przed śmiercią. Apel nie dał efektów. Ostatecznie 19 września 1990 r. prokurator Zbigniew Wyszomirski z Prokuratury Wojewódzkiej w Gdańsku postanowił umorzyć śledztwo w sprawie zabójstwa Wandy Kołodziejek z powodu niewykrycia sprawcy.

Z Archiwum X: Zabójstwo na stacji w Egiertowie. Bliskim Piotra trudno zaakceptować myśl, że sprawcy zbrodni pozostaną bezkarni

Powrót po latach

Do nierozwiązanych lub urwanych (np. z powodu wyjazdu za granicę osoby mogącej mieć związek ze sprawą) wątków postanowili wrócić w ubiegłym roku policjanci z gdańskiego Archiwum X. Trwają przesłuchania kolejnych świadków, a do AFIS, czyli Automatycznego Systemu Identyfikacji Daktyloskopijnej, przesłano ślady linii papilarnych, zabezpieczone w mieszkaniu Wandy Kołodziejek.

- Nadal szukamy świadków - mówi podkomisarz Jacek Gilewski. - Nie tylko osób, które mogły coś zapamiętać ze zdarzeń sprzed 30 lat, ale także tych, którzy już później widzieli skradzione z mieszkania przy ul. Konarskiego przedmioty. Może ktoś rozpozna złote kolczyki lub skojarzy nieoczywiste okoliczności związane ze złotym szwajcarskim zegarkiem?

Policjanci apelują, by osoby, które mogą pomóc w wyjaśnieniu zabójstwa Wandy Kołodziejek, kontaktowały się z Archiwum X KWP w Gdańsku, tel. 58 321 52 82 i (po godz. 15.30) - 58 321 58 60.

W mieszkaniu pani Niny słyszę, że chyba cudu trzeba, żeby udało się wykryć i ukarać zbrodniarza. Minęło przecież 30 lat i nie jest nawet pewne, czy osoba odpowiedzialna za śmierć pani Wandy jeszcze żyje. - Chociaż nie można tego wykluczyć, prawda? - mówi pani Nina.

Przeczytaj także: Najbardziej brudzą samobójcy, czyli praca ekipy sprzątającej po zbrodniach

Najbardziej brudzą samobójcy, czyli praca ekipy sprzątającej...

KRYMINALNE POMORZE - POLECAMY:

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie