Wystawa zdjęć Stanisława Filiberta Fleury'ego w Gdańsk

    Wystawa zdjęć Stanisława Filiberta Fleury'ego w Gdańsk

    Gabriela Pewińska

    Dziennik Bałtycki

    Dziennik Bałtycki

    Wystawa zdjęć Stanisława Filiberta Fleury'ego w Gdańsk
    1/3

    Przejdź do
    galerii zdjęć

    ©materiały MN w Gdańsku

    Wystawa zdjęć Stanisława Filiberta Fleury'ego w Gdańskiej Galerii Fotografii w Zielonej Bramie. To opowieść o życiu i obyczajach mieszkańców Wilna i Wileńszczyzny sprzed ponad stu lat.
    Gdybyście wtedy, ponad sto lat temu, byli w Wilnie - na pewno zwróciłby waszą uwagę. Wysoki, postawny, charakterystyczny. Wiosną wczesnym rankiem wyruszał za miasto fotografować podwileńskie pejzaże.

    Tak go zapamiętał pisarz Józef Mackiewicz: "Miękka »panama«, czeczunczowa kurtka, binokle z czarnym sznurkiem, w jednej ręce skrzynka z farbami i paleta, w drugiej, trójnogie siodełko; z tyłu, gęsiego trzy foksteriery, Bobik zawsze na czele. Gdy tak kroczył, kłaniali mu się nisko wszyscy stróże, którzy wyszli zamiatać ulice, i salutowali z szacunkiem wszyscy gorodowyje piątego uczastku…" .
    Stanisław Filibert Fleury (1858-1915) był postacią szanowaną w mieście. Charyzmatyczny, stanowczy, nieznoszący sprzeciwu, ostry w stosunku do klientek zakładu fotograficznego, który prowadził. Kiedy niezadowolone z fotografii stroiły fochy, mówił: - Jak się tak wygląda, to i takie zdjęcie...

    Jego największą miłością było jednak malarstwo, nie fotografia. Uczęszczał nawet do miejskiej szkoły rysunkowej i za namową dyrektora szkoły malarza Iwana Pietrowicza Trutniewa zgłaszał swoje prace, tak malarskie, jak i rzeźbiarskie na konkursy i wystawy w Akademii Sztuk Pięknych w Petersburgu - prace nagradzano, ale skromne dochody finansowe rodziny uniemożliwiły mu rozpoczęcie edukacji na ASP w Petersburgu. Tak więc w wieku 33 lat, po terminowaniu u znanego wileńskiego fotografa Aleksandra Straussa, otwiera własny zakład fotograficzny przy ulicy Wielkiej 47. Wtedy istniało w mieście zaledwie dziewięć takich, głównie specjalizujących się w fotografii portretowej.

    Ale "Fleury zdobył uznanie głównie jako mistrz scen rodzajowych dokumentujących życie codzienne. Był ceniony jako fotograf artysta, wiele jego zdjęć było wykorzystanych jako ilustracje do książek i pocztówek" - pisze kurator wystawy w Gdańskiej Galerii Fotografii "Stanisław Filibert Fleury. Fotografia wileńska na przełomie XIX i XX w." - Mariola Balińska.
    - Józef i Stanisław Mackiewiczowie pisali o domu mego pradziadka - mówi mieszkająca w Elblągu Aleksandra Fleury. - Dom to był pełen psów, kanarków, książek, map, pachniało tam farbami i terpentyną. Mackiewiczowie będąc dziećmi, często tam gościli, kolegując się z dziećmi Fleurych. Stary Fleury, wspominali, był szorstki, nieprzystępny, zamknięty we własnym świecie, dzieci obchodziły go szerokim łukiem...

    Po latach najstarsza córka fotografa, Wacława, realizuje marzenie ojca.
    - Podjęła studia w akademii malarstwa w Petersburgu, gdzie ukończyła klasę batalistyki, co, jak na kobietę, było wtedy ewenementem - mówi Aleksandra Fleury. - Po wojnie przyjechała do Sopotu, przywożąc ze sobą kufer zdjęć ojca. Bardzo hołubiła jego twórczość. Po jej śmierci, w latach 80., zdjęcia trafiły do mnie. Przekazałam je Gdańskiej Galerii Fotografii. Cieszę się, bo leżąc w tej skrzyni, odeszłyby w zapomnienie. A tak żyją, a wraz z nimi postać mego wielkiego pradziadka. Te fotografie są tak wzruszające, nostalgiczne. Świat tu przedstawiony już dawno minął, a na tych zdjęciach wciąż trwa.

    Wystawa "Stanisław Filibert Fleury. Fotografia wileńska na przełomie XIX i XX w." z kolekcji Gdańskiej Galerii Fotografii to zbiór 78 zdjęć z przełomu stuleci. Na nich wileńskie kościoły, ulice, podwórka, zakamarki, jarmark, gdzie Żyd sprzedaje śmietanę z wozu... Wiele z tych zdjęć to relacje z ulubionych wędrówek artysty za miasto, malarskie kadry Kalwarii, Leoniszek, Mickun. Tkliwe światło nad rzeką, serdeczne polne drogi, czułe chatynki, pochylone bezradnie płoty, uciekające w dal konne zaprzęgi, samotni wędrowcy. Świat, którego już dawno nie ma. Trudno uwierzyć, że istniał naprawdę. Zdjęcia pozwalają doń zajrzeć. Kuszą, by tam zostać. Choć na chwilę. Może nigdy nie wrócić?

    gabriela.pewinska@polskapress.pl

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo