reklama

Wystawa „Wielość porządków. Od Cybisa do Strzemińskiego. Kolekcja Grażyny i Jacka Łozowskich” w Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie

Gabriela Pewińska
Gabriela Pewińska
Zaktualizowano 
Jan Cybis Martwa natura, olej na płótnie, 38 x 55 cm, 1968 mat. prasowe
O wystawie „Wielość porządków. Kolekcja Grażyny i Jacka Łozowskich” w Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie mówi jej kurator Bogusław Deptuła, krytyk i historyk sztuki.

Na ile jeszcze wystaw w Sopocie wystarczy licząca kilkaset dzieł kolekcja malarstwa Grażyny i Jacka Łozowskich?
To kolekcja nieprzeciętnie bogata, ale już wybrałem z niej najcenniejsze rzeczy, kolejnej wystawy nie planuję. Tegoroczna ekspozycja „Wielość porządków” zamyka cykl. Co nie zmienia faktu, że zgromadzone przez Łozowskich dzieła mogłyby wystarczyć do wyposażenia całkiem przyzwoitego muzeum sztuki polskiej od końca w. XIX po czasy nam współczesne. Byłoby to naprawdę dużej klasy muzeum.

Państwo Łozowscy z bólem rozstają się ze swoimi obrazami?
Jak większość kolekcjonerów przeszli pewną drogę. Najpierw niechętnie, z obawą dzielili się zbiorami, ale w pewnym momencie pojawiła się u nich naturalna chęć, by jednak pochwalić się skarbem, który przez lata zgromadzili. To moment, do którego kolekcjoner musi dojrzeć i w przypadku Łozowskich trochę to trwało, ale dziś możemy - na nasze szczęście - korzystać z ich chęci dzielenia się pięknem.

Mają w kolekcji dzieła, których nigdy nikomu nie wypożyczą? Trzymają je tylko w sypialni na przykład?
Oczywiście, w sypialni ich domu są obrazy. Ale w minionym roku, swój najbardziej ukochany obraz, czyli „Maski” Tadeusza Makowskiego pozwolił kolekcjoner pokazać w Sopocie na wystawie pokaźnych zbiorów malarstwa Młodej Polski i dwudziestolecia międzywojennego.

Wyznał panu: „Gdyby się paliło, to ten obraz jako pierwszy zdjąłbym ze ściany. „Maski” zawsze wisiały w naszym domu na wysokości wzroku i są dla mnie wielką tajemnicą. Nie chciałbym się znaleźć w tak trudnej życiowo sytuacji, że byłbym zmuszony sprzedać ten obraz”.
To dzieło, które budzi w nim szczególne emocje. Był moment, gdy jednak zastanawiał się, czy nie sprzedać - zresztą z dużym zyskiem - tego płótna. Ale, jak przyznał, gdy spojrzał w ciemne oczy postaci Makowskiego, uznał, że pozbyć się dzieła to szaleństwo i odstąpił od zamiaru.

W jednym z wywiadów stwierdził, że „posiadanie sztuki nobilituje, lepiej kupić obraz niż samochód”.
Na obrazie zawsze można zyskać, na samochodzie zawsze się traci.

We wstępie do katalogu wystawy napisał pan, że kolekcja Łozowskich ma silny rys osobisty, dlatego jest inna niż wszystkie.
Zawsze decyduje gust kolekcjonerów. Wśród obrazów są prace twórców, których ta dwójka darzy szczególną atencją, choćby Józef Hałas czy Koji Kamoji, Japończyk, który w latach 50 przyjechał do Polski studiować malarstwo. To osobiste tropy Łozowskich. Ale ta kolekcja jest gromadzona dwutorowo. Subiektywnie i obiektywnie. Co do pewnych obrazów, Jacek Łozowski wie, że powinien je mieć - jeśli kolekcja ma stać na obu nogach - więc kupuje, z obowiązku bardziej niż z miłości.

„Wielość porządków”. O jakie porządki chodzi?
O to, że nie ma jednej linii, która organizuje całą kolekcję, tylko różne style. Nie jest to wyłącznie abstrakcja geometryczna czy malarstwo kolorystyczne, tylko całe bogactwo sztuki polskiej XX wieku.

Czegoś brakuje?
Tylko jednego nazwiska. To zadanie na przyszłość dla Jacka Łozowskiego, by tę lukę wypełnić. Chodzi o prace Andrzeja Wróblewskiego, którego obrazy kolekcjoner bardzo ceni, nie nadarzyła się jednak okazja, by te wielkiej klasy dzieła kupić.

Który z obrazów tej wystawy pan powiesiłby w swojej sypialni?
Mnóstwo! Na pewno perełką jest obraz z 1956 r. „W wieczornych światłach” Jerzego Tchórzewskiego. Lubię prace Jerzego Wolffa, malarza, którego nazywam osobnym, wręcz intymnym. Przyjaciel kapistów. Malował nie opuszczając swego pokoju w Laskach, gdzie był duszpasterzem niewidomych. Są na wystawie dwa piękne, klasyczne obrazy Artura Nachta - Samborskiego. To dzieła wybitne. Jest obraz „Chwat” Tadeusza Brzozowskiego, do którego Łozowski ma bardzo osobisty stosunek, a i ja podobnie. Miałem to szczęście, że jako chłopak mogłem poznać artystę. „Chwat” był swego czasu prezentowany w Sao Paulo i Łozowski, by go kupić, długo czekał aż dzieło wróci z wystawy. Zachował się list artysty dotyczący transakcji, który sprawia, że pozycja tego obrazu w kolekcji jest absolutnie wyjątkowa.

Wzruszający ton, pana zdaniem, ma w sobie „Martwa natura” Władysława Strzemińskiego.
Malowana w czasie okupacji, zapewne dla pieniędzy pokazuje łączność artysty z jego własną sztuką i jej przeszłością. Coś jak powrót do początków, „czy umiem malować tak jak dawniej”. Dla mnie to wyjątkowy dokument trudnego czasu, ale też uporu trwania w sztuce, mimo wszystko.

Na wystawie są też prace Jana Cybisa, od którego Jacek Łozowski zaczynał kolekcjonowanie.
Miał ledwie 16 lat, gdy ojciec, lekarz, który kolekcjonował malarstwo dziewiętnastowieczne wysłał go do pracowni Cybisa, by samodzielnie wybrał i kupił obraz do kolekcji. Gdy chłopak przywiózł dzieło, okazało się, że obraz jest niesygnowany. Musiał wracać do artysty, by wymienić płótno na inne. Pierwsza piękna lekcja.

W jednym z wywiadów wyznał, że lubi obrazy z tajemnicą.
Na pewno jest takim obraz Brzozowskiego, na który trzeba było czekać, na pewno praca Cybisa, którą trzeba było wybrać spośród wielu innych, a zatem wziąć coś, by równocześnie nie wziąć czegoś innego. Czego nie wziął? To też jest tajemnica obrazu.

Kiedy po raz pierwszy zaproponował pan Jackowi Łozowskiemu, by zaprezentować jego kolekcję w Sopocie zgodził się od razu?
Z miejsca. I, wyprzedzę pani pytanie, nie przyjechał kontrolować, czy aby jego ukochane obrazy nie wiszą w sopockiej galerii krzywo.

Wystawa czynna do 26 stycznia. Państwowa Galeria Sztuki w Sopocie, Plac Zdrojowy 2. Wt.-niedz. 11-19, Bilety indywidualne: 5-10 zł.

Muzotok - AniKa Dąbrowska: "(...) z Roxy jesteśmy przyjaciółkami"

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

z
zuza

Bardzo podoba mi się ten wpis. Ja sama wybieram się jeszcze na krótki wypad poza Poznań, bo bedę z chłopakiem podróżować samochodem. Polecasz coś poza granicami miasta. Wiem, że jest tam dość słynna prywatna galeria sztuki V.A. i chyba będziemy tam jechać, a coś bardziej przyrodniczego?

Dodaj ogłoszenie