Wyrok na temat umorzenia śledztwa ws. Adamowicza 1 grudnia

Jacek Wierciński
Fot. Karolina Misztal
Udostępnij:
Sąd Okręgowy w Gdańsku prawomocny wyrok dotyczącego apelacji od warunkowego umorzenia sprawy prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza ogłosi 1 grudnia. Chodzi o głośną sprawę nieprawidłowości w oświadczeniach majątkowych. W pierwszej instancji sędziowie uznali, że polityk popełnił błędy, ale płacąc 40 tys. zł może uniknąć procesu.

O decyzji w sprawie warunkowego umorzenia śledztwa dotyczącego Adamowicza pisaliśmy już wcześniej.

Sprawa oświadczeń majątkowych prezydenta Adamowicza do warunkowego umorzenia

Za wypełnione z błędami lub fałszerstwami oświadczenia majątkowe poznańska prokuratura najpierw postawiła prezydentowi Gdańska zarzuty, później wnioskowała o umorzenie sprawy, a następnie skarżyła to, że sąd jej wniosek uwzględnił.

Zażalenie prokuratury ws. prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza

I to właśnie apelację w tej ostatniej kwestii - z dwumiesięcznym opóźnieniem spowodowanym dodatkowym wnioskiem śledczych – rozpatrywał w czwartek Sąd Okręgowy w Gdańsku.

Według sądu pierwszej instancji Adamowicz miał dopuścić się zarzucanych czynów, ale wina i społeczna szkodliwość jego czynów nie są znaczne, więc śledztwo można warunkowo umorzyć na okres próby 2 lat pod warunkiem, że prezydent zapłaci świadczenie pieniężne 40 tys. zł.

Stanowisko prokuratury

- Uważam, że istnieją przyczyny do tego by wyrok został uchylony, a sprawa została przekazana do pierwszej instancji – tłumaczył prok. Piotr Baczyński, naczelnik Wielkopolskiego Wydziału Prokuratury Krajowej w Poznaniu, który wskazywał, że podobne sprawy powinny być jednolicie traktowane i wymieniał inne wyroki dotyczące oświadczeń majątkowych i polityków z ostatnich lat – m.in. warunkowo zawieszoną karę dla samorządowca, który nie wykazał, że zasiadał w zarządzie klubu sportowego [zawieszenie kary nie jest równoznaczne z warunkowym umorzeniem śledztwa – dop. red.], warunkowe zawieszenie kary za zatajenie otrzymywanych alimentów przez innego, sprawę radnego spod Tomaszowa Mazowieckiego, który został skazany za niewykazanie nieruchomości rolnej.

- Oskarżony Adamowicz ma świadomość tego z czym związany jest proceder składania oświadczeń majątkowych – przekonywał powołując się na wpis na oficjalnej stronie Gdańska w internecie, gdzie jeden z internautów skomentował z ironią: „Prezydent na 7 bo ma 7 mieszkań”, a polityk osobiście odpowiedział, że jego stan posiadania dostępny jest publicznie właśnie w dokumentach udostępnionych na stronie.

Najmocniejszym argumentem prokuratury za zakwestionowaniem wyroku pierwszej instancji miała być z kolei „wielokrotność i powtarzalność” fałszerstw lub błędów popełnionych przez Adamowicza. Prok. Piotr Baczyński skwapliwie wymieniał te usterki z lat 2009-11.

Kolejno było to: wykazanie 105 tys. zł oszczędności zamiast posiadanych faktycznie 157 tys. zł, nie wykazanie mieszkania przy ul. Piastowskiej, wykazanie 88 tys. zł oszczędności zamiast faktycznych 240,6 tys. zł, nie wykazanie mieszkań przy ul. Piastowskiej i przy ul. Szafarnia, wykazanie 95 tys. zł zamiast 303 tys. zł, ponownie nie wykazanie mieszkań przy Piastowskiej i przy ul. Szafarnia, wykazanie około 100 tys. zł zamiast 337 tys. zł oraz wykazanie ok. 220 tys zł oszczędności zamiast 542 tys. zł.

Właśnie na mieszkania przy Piastowskiej i Szafarni warte 468 tys. i 216 tys. zł oskarżenie zwracało szczególną uwagę.

- Zdaje się nieprawdopodobne by po zakupie nie użytkował ich lub nie czerpał z nich korzyści i nie ponosił kosztów związanych z ich użytkowaniem przez okres prawie 2 lat – mówił prokurator o okresie, kiedy Adamowicz miał „nie pamiętać” o wpisywaniu lokali do dokumentów prokurator Baczyński, który sugerował, że mogło wynikać to np. z faktu, że polityk nie potrafił wykazać pożyczek, z których miałyby pochodzić pieniądze na ich zakup i z obawy o kłopoty z organami podatkowymi jako, że nie był w stanie wskazać źródła pieniędzy na zakup.

- Okoliczności popełnienia czynu nie zostały określone w sposób jednoznaczny. Nie ustalono źródła pochodzenia pieniędzy – mówił śledczy o stanie oszczędności prezydenta podkreślając, że „około pół miliona złotych” nie mogło pochodzić z darowizn teściów Adamowicza dla jego dzieci. Dodatkowo zdaniem oskarżenia wątpliwości budzi, czy polityk przestępstw dopuścił się z „roztargnienia i niewłaściwego prowadzenia rozliczeń majątkowych”.

Stanowisko obrony

Przeciw skierowaniu sprawy do ponownego rozpatrzenia przez sąd opowiedział się z kolei pełnomocnik Adamowicza, mec. Jerzy Glanc.

- 2-miesięczne sztuczki prokuratury poznańskiej niewiele nauczyły tutejszych prokuratorów – twierdził Glanc, który wskazywał, że apelacja śledczych dotyczyła „społecznej szkodliwości czynu”, nie zaś ich braku „znacznej szkodliwości”, czy niewłaściwych ustaleń faktycznych.

- Gdyby ta apelacja była na jakimkolwiek egzaminie aplikanckim czy adwokackim to miałaby dwóję – przekonywał adwokat wskazując, że pisemna apelacja prokuratury po wyroku pierwszej instancji wynika wyłącznie z tego, że wskutek zmian po ostatnich wyborach „prokuratura znów weszła pod władzę polityków” - Zmiana władzy w Polsce nie może mieć wpływu na ocenę zachowania, które miało miejsce w 2011 czy 2012 roku – tłumaczył.

Mecenas Glanc zastrzegł, że „banalna sprawa dotycząca oświadczenia majątkowego” była przedmiotem postępowania karnego toczącego się 3 lata, a samo postępowanie przygotowawcze trwało 2 lata. Podkreślał też „kto jest zwierzchnikiem prokuratur”.

- Gdyby prokurator stwierdził, że Adamowicz ukradł te pieniądze to nie zakończyłoby się na tym zarzucie – zaznaczył i wskazał na „nierzetelność ze strony prokuratury” dotyczący interpretacji oceny czynów w wyroku pierwszej instancji.

- Nie były szkodliwe w stopniu znacznym, co nie znaczy, że szkodliwość była nieznaczna lub znikoma – cytował pisemne uzasadnienie wyroku.

Najmocniejszym argumentem obrońcy był jednak zawarty przez niego na wstępie – dotyczący faktu, że w apelacji śledczy odnieśli się właśnie do stopnia szkodliwości czynu pomijając pozostałe kwestie podnoszone w oświadczeniu i mowie końcowej prokuratora. To właśnie dlatego – jak wyjaśnił - sąd nie powinien analizować wszystkich wskazywanych przez śledczych wątpliwości. - Wśród rzeczy, które powinniśmy badać nie ma mowy o wielokrotności popełnienia czynu – zastrzegł na przykład podkreślając, że sprawa nauczyła „prezydenta Adamowicza jednego, że gdy się cokolwiek podpisuje trzeba zachować szczególną ostrożność”.

Ze względu na szczególną zawiłość sprawy sędzia Marzena Albrecht zdecydowała się odroczyć ogłoszenie wyroku do 1 grudnia.

Równolegle w sprawie innych podejrzeń dotyczących Pawła Adamowicza wciąż trwa śledztwo wrocławskiej prokuratury.

Prezydent Gdańska nie odpowie, skąd się wzięły jego zagadkowe 754 tys. zł

[email protected]

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

k
koniec z lemingami !
Korupcje nazywasz nieprawidlosciami przeciez nie chce powiedziec skad u niego znalazly 754 tys.zl w oswiadczeniach !
R
Roland
Zamknac to cos ...
g
gratuluję
Sprawa nie dotyczy kradzieży, hejterze. A nieprawidłowości w oświadczeniach.
K
Krol KiK
Lysy udaje glupiego. Nakradl tyle mieszkan (i nie tylko- gotowke tez garnal do siebie psimi lapami) Ktos musi podejsc do tego bandziora i zapytac: pan Adamowicz? Pawel Adamowicz?
Przejdź na stronę główną Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie