Wyniki wyborów w Gdańsku. Ewa Lieder: Słyszeliśmy obietnice, teraz czekamy na czyny [ROZMOWA]

rozm. Dariusz Szreter
T. Bołt
Nie uwierzyłam żadnemu z kandydatów, ale chciałabym spełnienia obietnic - mówi Ewa Lieder z ruchu Gdańsk Obywatelski.

Tuż przed nastaniem ciszy wyborczej zamieściła pani na FB oświadczenie, że nie może poprzeć żadnego z kandydatów. Jak to jest, że osoba, która sama chciała kierować miastem, teraz nie może się zdecydować, która z dwóch konkurencyjnych wizji jest lepsza?
Po prostu żadna z nich nie jest wystarczająco dobra. Faktem jest, że przez ostatnie miesiące programy obu kandydatów się znacznie poprawiły. Ale to nie ma aż takiego znaczenia, bo ważne jest też to, jakimi są ludźmi, co pokazali wcześniej w działalności publicznej.

Krótko mówiąc, nie wierzy Pani w obietnice?
Nie wierzę. Z drugiej strony Gdańsk potrzebuje przecież prezydenta, więc chciałabym, żeby przynajmniej część z tych deklaracji znalazła pokrycie w czynach.

Część z nich wydaje się całkiem zbieżna z postulatami ruchów miejskich. Mówi się, że wasze postulaty zostały zawłaszczone przez innych kandydatów...
Nie mam nic przeciwko takiemu zawłaszczeniu. Przeciwnie, bardzo się z tego cieszę i uważam to za nasz sukces. Żeby jeszcze tylko była szansa na to, że zechcą to realizować.

Czytaj również: Andrzej Jaworski: Mam powody do radości [ROZMOWA]

Niczym Pani nie zaskoczyli dwaj finaliści?
Właśnie tym, że wzięli tyle z naszych doświadczeń i programów. Nie spodziewałam się, że aż tak dużo. Nagle wszyscy chcą dialogu społecznego. Ale czego się nie robi w kampanii? A przecież jeszcze w połowie swojej ostatniej kadencji pan Adamowicz wyśmiewał budżet obywatelski. Mówił, że to tylko taka moda, że się nie sprawdza, że nie ma sensu, po to są specjaliści, żeby podejmować w mieście takie decyzje. A potem przyszła instrukcja z góry, od premiera, i okazało się, że budżet jest całkiem interesującym narzędziem i że może ma to jednak sens. Całkiem niedawno Paweł Adamowicz mówił też, że podział na okręgi wyborcze to najlepszy sposób, żeby dzielić pieniądze, a teraz twierdzi, że to podział na dzielnice jest sprawiedliwszy.

W pierwszej turze wszyscy kontrkandydaci Adamowicza powtarzali, że Gdańsk potrzebuje zmiany. Andrzej Jaworski po wejściu do drugiej tury oświadczył: szansa na zmianę to ja. Panowie Bartelik, Szczukowski i Wysocki go poparli. Pani - nie.
Nie chodzi o zmianę dla zmiany, ale żeby ona była dobra dla miasta i mieszkańców. A tu zmienić by się musiał przede wszystkim sam pan Jaworski. Widzimy, jakim jest posłem, jakimi sprawami się zajmuje. Na jakiej podstawie miałabym uwierzyć, że - sprawując urząd prezydenta - będzie realizował te zmiany, które zapowiada, a nie zaangażuje się bez reszty w spory ideowe, walkę z "ateizacją"? Choć, nawiasem mówiąc, przyznaję, że jego program brzmi dobrze. Poza propozycją darmowego transportu publicznego, do czego Gdańsk absolutnie nie jest gotowy. Ale to był odgórny postulat dla wszystkich kandydatów PiS na prezydentów dużych miast.

Jakie znaczenie ma fakt, że w Gdańsku wybory prezydenckie ostatecznie zostały sprowadzone do pojedynku PO i PiS?

Mamy system partyjny i nic na to nie poradzimy. Chociaż to, że ruchom miejskim udało się mocno zaistnieć, świadczy o zmęczeniu społeczeństwa tym klinczem. Poza tym uważam, że miastami nie powinny rządzić partie, nie powinno być sterowania centralnego.

W przypadku zmiany poglądów Pawła Adamowicza na budżet obywatelski wpływ partyjnej centrali był chyba pozytywny?
W tym przypadku tak, ale zupełnie odmiennie sprawa wygląda w kwestii prywatyzacji szkół, co jest tendencją charakterystyczną wszędzie tam, gdzie w samorządach większość ma PO. Prezydenci powinni być niezależni od decyzji centrali, nawet jeśli to dobre decyzje - to powinni je podejmować sami.

Czy, Pani zdaniem, kampania była prowadzona fair?
Pan Adamowicz sporo korzystał z pieniędzy publicznych. Kandydat, który jest urzędującym prezydentem, ma wpływ na to, żeby się reklamować we wszystkich instytucjach, rozdawać nagrody, otwierać akurat przed wyborami wszystkie, choćby najmniejsze inwestycje. Paweł Adamowicz wykorzystał to w stu procentach. Uważam, że nie jest to uczciwe, ale prawie każdy prezydent tak robi. Natomiast żadnych "spisków" w kampanii nie dostrzegłam. Przydałoby się za to zmienić ordynację wyborczą, bo obecna jest niesprawiedliwa. Preferuje partie i pozbawia wielu mieszkańców swoich reprezentantów w radach.

Treści, za które warto zapłacić! REPORTAŻE, WYWIADY, CIEKAWOSTKI

Zobacz nasze Magazyny: REJSY, HISTORIA, NA WEEKEND

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

b
babcia zuzia

no no pani lider wnet wystapi o granty do budynia bo z czegos jej stowarzyszenia musza zyc a roboty nie ma chlopy powyjezdzaly same alimenty to za malo a dwojacki chyba zbiera na mydło?

b
babcia zuzia

no no pani lider wnet wystapi o granty do budynia bo z czegos jej stowarzyszenia musza zyc a roboty nie ma chlopy powyjezdzaly same alimenty to za malo a dwojacki chyba zbiera na mydło?

N
Nairam

bo, gdyby naprawdę miała dobrze, to by przeciw Adamowiczowi "zagrała" zespołowo - w koalicji z Jaworskim choćby dlatego, że ona przecież powiada:
"Choć, nawiasem mówiąc, przyznaję, że jego program brzmi dobrze.".
No ale jak tu poradzić sobie z tą kobiecą przewrotnością? Nie wiadomo czy 4 lata na to wystarczą!

S
Stefan

Podoba mi się to, co mówi pani Ewa Lieder. Mam nadzieję, że będzie też potrafiła skanalizować społeczny opór przeciwko możnowładztwu Adamowicza, mimo że Gdańsk Obywatelski nie zdobył miejsc w Radzie Miasta.

Dodaj ogłoszenie