Wynajął mieszkanie przestępcom i ukarano go odebraniem psów, których nie może odzyskać ze schroniska

Grzegorz Hilarecki
Grzegorz Hilarecki

Wideo

Zobacz galerię (10 zdjęć)
W piątek o godz. 14 pan Piotr z gminy Ustka miał odebrać swoje trzy psy ze słupskiego schroniska. Nie było by w tym nic specjalnego, gdyby nie fakt, że mężczyzna stracił zwierzęta na pół roku, dlatego, że wynajął dom, jak się okazało przestępcom. Ale to nie koniec historii. Dwa psy zadomowiły się w rodzinnie zastępczej i... mężczyźnie ich nie wydano.

Ta historia pokazuje działanie służb i instytucji w praktyce, to jakie są procedury i do czego prowadzi ich przestrzeganie oraz do tego, jak w konsekwencji łamane są prawa ludzi, a pretekstem los zwierząt.

Zaczęło się od komunikatu policyjnego. Słupscy policjanci wykryli nielegalną wytwórnię tytoniu w jednej z miejscowości w gminie Ustka. Zatrzymali sprawców. W komunikacie nie było nic o psach, znajdujących się na posesji.

- To były moje psy. Dwa yorki i długowłosy owczarek. Straciłem je na pół roku - denerwuje się pan Piotr, który dzisiaj po tak długim okresie w końcu miał, jak twierdzi prawo, je odebrać ze słupskiego schroniska.

Dlaczego tam trafiły. - Wszystko zgodnie z procedurą, wezwano nas na miejsce i decyzją administracyjną władz gminy Ustka psy trafiły do słupskiego schroniska - tłumaczy Robert Krzos, komendant straży gminnej w gminie Ustka.

Strażników wezwali policjanci, gdy zgarniali przestępców. I tak psy znalazły się w schronisku. Formalny paragraf - warunki w jakich żyły. Ale nikt ze znających sprawę nie powiedział nam dzisiaj, że psy były w uzasadniającym to stanie. Po prostu dajcie mi psy, z którymi nie wiadomo co zrobić, a paragraf się znajdzie.

- I zaczęła się moja walka o ich odzyskanie - tłumaczy pan Piotr. - Sam padłem ofiarą przestępców, którzy wynajęli ode mnie dom. Skusiłem się, dobrze zapłacili a umowa była na firmę. Dobrze to wyglądało. Zagwarantowałem sobie, że psy zostaną w swoich kojcach i że mogę je odwiedzać, karmić i wyprowadzać na spacer. Wie pan jak to jest, jak się pracuje, nie zawsze ma się potem czas. Ale zwierzęta miały kupiony zapas jedzenia na kilka miesięcy i sąsiad obok zawsze do nich zachodził, gdy ja nie mogłem. Były pod opieką.

Oczywiście pan Piotr został wezwany przez wyjaśniających sprawę tytoniu policjantów. Wszystko się wyjaśniło, więc udał się po psy do schroniska.

- I tak byłem tam wiele razy. Zawsze kończyło się awanturą, nie wytrzymywałem. Chciałem psy odzyskać. Ale to nie było możliwe. Denerwowałem się. Okazało się że moje yorki trafiły do rodziny zastępczej. To jak się miałem nie denerwować - przyznaje mężczyzna. - I o to mi chodzi. By takie rzeczy można było prosto załatwić, a nie trafiać na mur obojętności. Przecież widać było, że mi zależy na tych psach - tłumaczy pan Piotr.

Okazuje się, że nikt nie wyjaśnił mu na początku, co ma zrobić by psy odzyskać. Jak się okazało wysłano to pocztą, a on nie odebrał przesyłki, bo trafiła nie na ten adres.

- Znam sprawę. Te psy były w takim stanie, że musieliśmy dwa leczyć. Faktycznie ten pan dzwonił, ale mu wyjaśniłam, że dostanie je, jak będzie miał dokument z gminy - tłumaczy Marta Śmietanka, kierowniczka słupskiego schroniska.

Mężczyzna w końcu udał się więc do gminy i formalnie zapowiedział wizytę w schronisku po odbiór psów. Dzisiaj, 14 maja, mógł więc zgodnie z prawem psy odebrać. Ale mu ich nie wydano, choć wizyta była umówiona.

- To skandal, ponoć moje yorki zadomowiły się w rodzinie zastępczej. Mogę odebrać tylko wilczura. Za yorki zaoferowano pieniądze - denerwuje się mężczyzna.

Co ciekawe na rozmowę z nim do schroniska wezwano radcę prawnego i poproszono przed wejściem do pokoju na rozmowę o zostawienie telefonu, by jej nie nagrywał. Świadkiem nasz fotoreporter, którego do schroniska nie wpuszczono.

Do sprawy wrócimy w przyszłym tygodniu.

Materiał oryginalny: Wynajął mieszkanie przestępcom i ukarano go odebraniem psów, których nie może odzyskać ze schroniska - Głos Pomorza

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Schronisko wiedziało że psy mają właściciela , ale pewnie dali komuś znajomemu albo z rodziny , bo za darmo , a jak wiadomo Jork trochę kosztuje . A teraz dzieci pewnie się przyzwyczaiły i jest problem . Bo trzeba będzie zapłacić żeby nowe były , a za stare to pewnie parę złotych chcieli dać , bo duże już .

G
Gość

Jeżeli za yorki zaoferowano pieniądze to kto zrobił wycenę ?

G
Gość

Nawet złotówki już nie wpłacę na to schronisko , płaczą że kasy nie mają , ale na radcę prawnego to pieniążki się znalazły

P
Piotr

Przestępcy wynajęli dom i zostawił im trzy psy. Litości. Ciemny lud to kupił

Dodaj ogłoszenie