Wybrzeże - Unia: Cztery mgnienia żużlowego finału

Krzysztof Michalski
Krzysztof Michalski
Karolina Misztal
Finałowy dwumecz między Zdunek Wybrzeżem Gdańsk a Grupą Azoty Unią Tarnów obfitował w mnóstwo ciekawych wydarzeń. Przyjrzyjmy się najważniejszym z nich.

Gdyby finał Nice 1. Ligi Żużlowej zakończył się wygraną Wybrzeża, mówilibyśmy, że ten dwumecz przejdzie do historii gdańskiego żużla. Niestety, to Unia Tarnów obrała kurs na PGE Ekstraligę, a gdańszczanom pozostały baraże z Get Well Toruń (1 października w Toruniu, a 8 w Gdańsku). Dlatego też nikt w Gdańsku nie będzie tegorocznych finałów obwoływał mianem historycznych. Nie zmienia to jednak faktu, że były one niebywale emocjonujące.

Upadek Fajfera

Najważniejszy moment dwumeczu miał miejsce już na samym początku. W pierwszym biegu pierwszego spotkania Oskar Fajfer, jeden z liderów gdańszczan, popełnił błąd próbując wyprzedzić Jakuba Jamroga i zaliczył upadek, uderzając w bandę. W wyniku wypadku doznał kontuzji barku, która wykluczyła go z udziału w rewanżu. Tam zastąpić go musiał Hubert Łęgowik. - Bardzo zabrakło nam Oskara Fajfera. Gdyby nie jego nieobecność, to my byśmy się cieszyli z awansu - mówi Mirosław Kowalik, trener Wybrzeża. I chociaż w sporcie zawsze trzeba być ostrożnym w ferowaniu wyroków na podstawie twierdzenia „co by było, gdyby...”, to tym razem obiema rękami podpisujemy się pod słowami Kowalika.

Przerwany mecz

Jedynie gdybać możemy także o tym, co by było gdyby pierwszy mecz w Gdańsku udało się odjechać do końca. Ze względu na padający deszcz spotkanie przerwano po 12. biegach, a Wybrzeże wygrało 40:32. Co by było, gdyby udało się odjechać trzy pozostałe gonitwy? Biorąc pod uwagę fakt, że Kowalik miał do dyspozycji na biegi nominowane świetnie dysponowanych tamtego dnia Mikkela Becha, Troya Batchelora, Kacpra Gomólskiego i Andersa Thomsena, można zakładać, że Wybrzeże wygrało by wyżej niż ośmioma punktami. A wtedy przegrana 40:50 w Tarnowie wystarczyłaby do awansu.

Leniwy Łęgowik

Na wstępie zaznaczmy, że nie mamy najmniejszego zamiaru zrzucać całej winy za porażkę w Tarnowie na Huberta Łęgowika. Po nim nikt wiele się nie spodziewał, dużo bardziej zawiedli Bech i Batchelor. Nie zmienia to jednak faktu, że nikt nie wie co siedziało w głowie „Łęgiego”, gdy po upadku w dziewiątym biegu, w momencie gdy Thomsen jechał na pierwszym miejscu, nie pozbierał się od razu i nie zjechał z toru. Przez to zamiast 3:3 mieliśmy 1:5 po powtórce i tych czterech punkcików zabrakło.

Zła końcówka bohatera

Kacper Gomólski w Tarnowie jechał kapitalnie, przed biegami nominowanymi miał 10 punktów. W obydwu nominowanych startował w parze z Thomsenem. W pierwszym wyścigu gdańska para po świetnej walce wyszła z 1:5 na 5:1, ale wtedy Gomólski wpadł w dziurę i spadł na trzecie miejsce. Następnie, w ostatniej gonitwie, atakując jadącego na trzecim miejscu Jamroga spowodował jego upadek. W najważniejszych momentach „Ginger” popełnił zatem dwa błędy, wielkich pretensji do niego mieć jednak nie można, bo tylko dzięki niemu i Thomsenowi Wybrzeże do końca miało szanse na awans.

Gdyby w jednym z wymienionych wyżej punktów sytuacja potoczyłaby się inaczej, zapewne to Wybrzeże byłoby w ekstralidze. W rywalizacji z Toruniem gdańszczanie nie są jednak bez szans.

Magazyn Sportowy24: Mariusz Fyrstenberg o zakończeniu tenisowej kariery

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie