Wybory prezydenckie 2020. Dr Paweł Maranowski: „Głosujemy na dwie różne Polski. Szkoda. Polaryzacja krajowi nie służy”

Tomasz Chudzyński
Tomasz Chudzyński
Politolog: „Wiemy już, że wszystko rozegra się w drugiej turze, a pierwsza jest właściwie zamknięta”
Politolog: „Wiemy już, że wszystko rozegra się w drugiej turze, a pierwsza jest właściwie zamknięta” Fot. Mariusz Kapala / Gazeta Lubuska
Takiej kampanii jeszcze w Polsce nie było. – Wszystkie reguły wyborcze zostały zmienione, a niektóre złamane. Kuriozum szczególnym było odsunięcie Państwowej Komisji Wyborczej i powierzenie nadzoru nad wyborami aktywnemu politykowi obozu biorącego udział w kampanii, po jednej ze stron. Przed drugą turą również możemy się spodziewać ruchów niestandardowych – mówi dr hab. Jarosław Nocoń, politolog z Uniwersytetu Gdańskiego.

Wybory 2020. Będzie II tura?

Choć jeszcze niedawno premier Mateusz Morawiecki publicznie deklarował wiarę, że „możliwe jest rozstrzygnięcie w pierwszej turze” wyborów prezydenckich, to przeczą temu sondaże i zbadane w elektoratach poszczególnych kandydatów trendy. Druga tura wyborów prezydenckich jest, zdaniem politologów i socjologów, pewna.

– Wejdą do niej Rafał Trzaskowski i Andrzej Duda – mówi dr hab. Jarosław Nocoń, politolog z Uniwersytetu Gdańskiego. – Oczywiście komentując polską politykę, należy wziąć pod uwagę margines na jej wielką nieprzewidywalność, jednak obserwacja trendów wyborczych pokazuje, że tak się stanie i w tak krótkim czasie, który pozostał do wyborów, nic się nie zmieni.

Wybory 2020. Sędzia faworyzuje jedną z drużyn

Oficjalnie kampania przed wyborami prezydenckimi ruszyła w lutym, gdy Marszałek Sejmu Elżbieta Witek ogłosiła, że Polacy będą wybierać prezydenta 10 maja. Zmagania o fotel prezydenta RP AD 2020 miały kilka faz i punktów przełomowych.

W lutym, w Pucku, protesty przeciw urzędującemu prezydentowi uświadomiły sztabowcom Andrzeja Dudy, że nie będzie to mecz do jednej bramki. Potem nastąpiła pandemia, kampanię zawiesiła kandydatka Koalicji Obywatelskiej Małgorzata Kidawa-Błońska. Nastąpiły próby przeforsowania wyborów korespondencyjnych, które wywołały samorządowy opór, i uważne, senackie prace nad stosownymi przepisami.

Kolejnym wyraźnym punktem były wymiana kandydata przez KO i wejście Rafała Trzaskowskiego do gry. Potem kampania przyniosła spór dotyczący społeczności LGBT. Na ostatniej prostej prezydent Andrzej Duda poleciał do USA na spotkanie z Donaldem Trumpem, czego według wielu komentatorów nie powinien robić, by nie wpływać na demokratyczny proces wyborczy w Polsce.

– Chyba wszystkie reguły wyborcze zostały zmienione, niektóre złamane. Kuriozum było odsunięcie Państwowej Komisji Wyborczej i zlecenie przeprowadzenia wyborów Poczcie Polskiej, nad którą nadzór sprawuje aktywny polityk obozu rządzącego, biorącego udział w wyborach – mówi dr hab. Jarosław Nocoń, politolog z Uniwersytetu Gdańskiego. – To tak, jakby dwie drużyny grały mecz piłkarski, ale w składzie jednej z nich był sędzia.

Czytaj także

Wybory 2020. Musieli dolać paliwa

Nocoń przyznaje, że głosowanie 10 maja, które się nie odbyło, było jednym najważniejszych momentów tych dziwnych wyborów.

– Kandydaci, którzy realnie przygotowywali się do terminu 10 maja, jak Andrzej Duda, Władysław Kosiniak-Kamysz czy Szymon Hołownia, wypalili wcześniej większość kampanijnego paliwa. Potem musieli je na nowo zatankować, choć tak naprawdę ich sztabowcy nie wiedzieli, kogo jeszcze można przekonać, do kogo można się jeszcze zwrócić w walce o poparcie – mówi Jarosław Nocoń.

Jeszcze większym przełomem było wejście do gry Rafała Trzaskowskiego, którego KO wprowadziła w miejsce Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, która w sondażach zaczęła balansować na granicy 5 proc.

– Koalicja Obywatelska odrobiła lekcję – mówi dr Paweł Maranowski, socjolog i politolog Collegium Civitas. – Postawili na gracza, który ma szanse, i to duże, stawić czoła Andrzejowi Dudzie, na co wskazywały sondaże i analizy statystyczne, socjologiczne.

– Dlatego Jarosław Kaczyński tak bał się wprowadzenia tego gracza, stąd nacisk na wybory 10 maja i ryzykowna decyzja o drukowaniu kart wyborczych, gdy formuła wyborów korespondencyjnych nie była zatwierdzona. Prezes Prawa i Sprawiedliwości się na tej rozgrywce sparzył.

Czytaj także

Jak podkreśla Jarosław Nocoń, mobilizacja wyborcza w Polsce jest dziś oparta na afekcie, na zaangażowaniu emocjonalnym. Strach, zdenerwowanie, emocje – to będzie główny czynnik mogący wspierać kampanię przed drugą turą wyborów prezydenckich, i to u obu kandydatów.

Działającą w taki sposób próbą radykalizacji postaw była część kampanii prezydenta Andrzeja Dudy, poświęcona mniejszościom seksualnym. Paweł Maranowski dodaje, że ten znaczący fragment kampanii urzędującego prezydenta był skierowany do wyborców Krzysztofa Bosaka i Konfederacji, obliczony na pozyskanie ich poparcia, głównie w II turze.

– Sam byłem zdziwiony, że narracja dotycząca „ideologii” LGBT została odrzucona, nawet przez część środowisk wspierających obecnego prezydenta, w tym także przez będący przecież w swoistym aliansie z władzą Kościół – podkreśla dr Maranowski. – Straszenie mniejszościami seksualnymi okazało się kontrowersyjne nawet dla Konfederacji. Mimo wyraźnej niechęci do środowiska LGBT wyborców tego ugrupowania, zwłaszcza adopcji dzieci przez pary homoseksualne, to nawet dla nich słowa dehumanizujące mniejszości seksualne były przesadą.

– PiS nie pierwszy raz stosuje w kampanii typowe dla populistów zagrywki. LGBT to temat, którego podnoszenie racjonalnie nie ma uzasadnienia, natomiast jest on mocno osadzony w emocjach.

– To punkt wyjścia do krystalizowania społecznych, a następnie wyborczych postaw, a część Polaków chętnie się temu poddaje. Przegranym w tym procesie jest społeczeństwo.

Problemem Polaków nie jest LGBT, zwłaszcza w dobie pandemii koronawirusa. Mamy najpoważniejszy kryzys od czasu stanu wojennego, ludzie byli zamknięci w domach, nie byli wpuszczani do lasu – mieliśmy wiele przykładów ekstremalnych decyzji i zachowań rządu, a okazuje się, że w oczach części polityków najpoważniejszym problemem są mniejszości seksualne.

Czytaj także

Wybory 2020. Dwie różne Polski

W lutym tego roku w Pucku, a potem jeszcze kilka razy w innych miejscach Andrzej Duda musiał stawić czoło swoim oponentom. Była to swego rodzaju nowa sytuacja dla urzędującego obecnie prezydenta.

– Tzw. antypisowski elektorat się radykalizuje. Do tej pory radykalizm i agresja były specjalnością kierujących się emocjami grup narodowców albo sympatyków PiS, co mieliśmy okazję obserwować nie raz, np. w czasie manifestacji na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Teraz swoje, zazwyczaj pokojowe oblicze, zaczęli zmieniać sympatycy opozycji – mówi dr hab. Jarosław Nocoń.

Paweł Maranowski zaznacza, że elektorat ma poczucie „gry o wszystko” w tych wyborach.

– Polska nam się spolaryzowała, na liberalną, światopoglądowo i gospodarczo, oraz konserwatywną, tradycyjną – mówi Maranowski.

Czytaj także

Jarosław Nocoń dodaje, że tę pierwszą reprezentuje elektorat wielkomiejski, dobrze radzący sobie w obecnej rzeczywistości. Druga z kolei należy do ludzi krytycznie oceniających zmiany następujące po 1989 roku, nieradzących sobie w gospodarce kapitalistycznej, nastawionych na uzyskanie socjalnego wsparcia. Tę pierwszą reprezentuje Rafał Trzaskowski, drugą, Andrzej Duda.

– Przekaz z obu stron jest prosty – walczymy o przyszłość Polski – mówi Paweł Maranowski. – Sceny z wieców pokazują optymizm wśród wyborców Rafała Trzaskowskiego, że uda się Polsce zejść ze ścieżki prowadzącej do autorytaryzmu, zerwać z „monowładzą” jednego posła (Jarosława Kaczńskiego – red). Z drugiej strony, mamy twardy elektorat Andrzeja Dudy, który mówi „nie popuścimy, nie damy wrócić tej najgorszej władzy”, za której mieliśmy ową, rzekomą, biedę. Ja się zgodzę, że są to bardzo ważne wybory.

– Szkoda tylko, że głosujemy na dwie Polski. Polaryzacja krajowi nie służy. Sprawia chociażby, że posługujemy się językiem wykluczającym z przestrzeni publicznej grupy innych obywateli.

– Ten konflikt jest głęboki, co przejawiało się w przemówieniach zarówno kandydata Trzaskowskiego, jak i kandydata Dudy – dodaje Nocoń. – Obie strony posuwają się do aktów (przepychanek, szarpanin, częstszego niż zazwyczaj niszczenia plakatów wyborczych kandydatów –red.), które były do tej pory w polityce incydentalne, a powoli stają się stałym elementem naszej kultury politycznej.

– To nie jest dobry kierunek, nazwałbym go wschodnio-azjatyckim modelem uprawiania polityki. Do tej pory, od lat 90., z różnymi co prawda zakrętami, mieliśmy w Polsce model polityki jako debaty odbywającej się wefług określonych reguł, np. poszanowania oponenta, rywala politycznego w celu wypracowania wspólnego stanowiska. Zerwał z tym PiS w roku 2015. Zasada „zwycięzca bierze wszystko, nie liczymy się z nikim”, nawet jeśli mamy tylko jeden głos więcej w wyborach, bardzo szybko zmieniła formę uprawiania polityki w Polsce.

Czytaj także

Wybory 2020. Przypływy i odpływy

– Wiemy już, że wszystko rozegra się w drugiej turze, a pierwsza jest właściwie zamknięta – mówi Paweł Maranowski. – Sondaże wskazują Rafała Trzaskowskiego i Andrzeja Dudę.

Politolodzy podkreślają, że Trzaskowski dobrze przepracował swoją krótszą kampanię, wykorzystał efekt świeżości, energii. Andrzej Duda nie musi się natomiast martwić o swój twardy, dość liczny elektorat (tożsamy z elektoratem PiS-u w znacznej mierze).

– Mimo że Rafał Trzaskowski raczej już doszedł do szklanego sufitu, więcej przed I turą głosów nie uzbiera, to wciąż trend wzrostu jego poparcia się utrzymuje. Widać też, że i Andrzej Duda doszedł do punktu, który trudno mu będzie pokonać, choć w jego przypadku sporą rolę odegrać może jeszcze mobilizacja elektoratu – mówi Jarosław Nocoń. – Druga tura rządzi się swoimi prawami. Nie wiemy, jak zsumują się głosy tych kandydatów, którzy odpadną. Według mnie, większość elektoratu będzie się kierowała mechanizmem antypisowskiej opozycji – to dość mocna i szeroka płaszczyzna – podkreśla Jarosław Nocoń.

Czytaj także

W czasie krótkiej kampanii przed dogrywką każdy z kandydatów będzie musiał grać na inny niż swój macierzysty elektorat. To, jak przyznaje dr Maranowski, będzie dla nich sporym kłopotem.

– Socjologiczne analizy wykazują, że główną siłę elektoratu Andrzeja Dudy stanowią dwie grupy społeczne. Pierwszą są emeryci. To głównie osoby w wieku 60 plus są widoczne w czasie wieców tego kandydata, to z nimi rozmawiają media wspierające Andrzeja Dudę – mówi Paweł Maranowski. – Drugą stanowią tzw. pokrzywdzeni przez system, ci którzy zmiany po 1989 roku oceniali bardzo źle. To do obu tych grup adresowane były 500 plus, 13., 14. emerytura.

– Dla Andrzeja Dudy problemem będzie dotarcie do elektoratu opozycyjnego. Z drugiej strony, wydaje się, że będzie on wykorzystywał taktykę, która sprawdziła się w roku 2015 – dziel i rządź. Znajdź wspólnego wroga, kozła ofiarnego. Psychologia społeczna już dawno wskazała, że wspólny wróg jest doskonałym czynnikiem motywującym.

Rafałowi Trzaskowskiemu będzie z kolei najłatwiej przejąć elektorat Lewicy i Roberta Biedronia, nawet ten najbardziej niechętny obecnemu prezydentowi Warszawy, który uważa go za kandydata prawicowego, wywodzącego się z partii „chadeckiej”, jaką w istocie jest Platforma Obywatelska.

Ciekawszą kwestią jest elektorat Szymona Hołowni, trochę antysystemowy, antyestablishmentowy, szukający tzw. trzeciej drogi. Hołownia jeszcze walczy, bo musi, ale są już niemal oficjalne podchody KO, by udzielił on poparcia Rafałowi Trzaskowskiemu w drugiej turze.

Elektorat Władysława Kosiniaka-Kamysza, zwłaszcza ten wiejski, konserwatywny, może chętnie zagłosować w drugiej turze na Andrzeja Dudę. Kandydat KO próbuje walczyć o głosy elektoratu swojego najważniejszego oponenta, o czym świadczyć może chociażby jego list do wyborców PiS. Nie wiadomo, jak zachowają się wyborcy Krzysztofa Bosaka i Konfederacji. Na pewno będzie to przedmiotem kalkulacji – część tego elektoratu zrezygnuje z udziału w wyborach w drugiej turze. Zarówno Duda, jak i Trzaskowski nie odpowiadają wyborcom tego nacjonalistycznego ugrupowania, ale ich wartościom jest bliższy ten pierwszy. Z drugiej strony racjonalny wyborca Konfederacji powinien grać na rozbicie PiS-u, zatem głosować na Trzaskowskiego. Wygrana Dudy będzie bowiem oznaczać powolne wchłanianie Konfederacji przez struktury partii Jarosława Kaczyńskiego. Taki mechanizm był wyraźnie widoczny w przypadku Kukiz 15.

Być może należy brać pod uwagę, że może jeszcze dojść do jakiejś wolty, wydarzenia, które zaangażuje obywateli, które wprowadzi w elektoratach poszczególnych kandydatów zdenerwowanie, strach, euforię. W kontekście II tury (a może jeszcze pierwszej) dotyczy to np. tych grup społecznych, które na wybory nie chodziły, z różnych powodów.

Czytaj także

Wybory 2020. Wielka niewiadoma

Badania dr Mileny Drzewieckiej, psycholog społecznej z SWPS, kandydaci będą chcieli w drugiej turze zwrócić swoją uwagę na wyborców młodych.

– PiS chwalił się, że w 2015 r. poparła go młoda część elektoratu – podkreśla dr Paweł Maranowski. – Pamiętajmy jednak, że preferencje wyborcze najmłodszych głosujących są zazwyczaj antysystemowe, ich postawa jest „buntownicza”, zatem ich głosy z reguły skierowane są przeciw władzy.

– W dodatku, dziś młodzież jest raczej rozczarowana rządami PiS, tą swego rodzaju polityką kontroli rządu. Ten elektorat stał się w ostatnich latach bardziej ekologiczny, lewicowy, o czym świadczą choćby strajki klimatyczne. Mechanizm, który pomógł PiS-owi w 2015 r. może się odwrócić.

Jarosław Nocoń podkreśla z kolei rolę przedstawicieli małego i średniego biznesu, sektora usług z mniejszych miast. Jego zdaniem, to ta część elektoratu niezaangażowanego najczęściej w spór miedzy PiS a PO, a która może zdecydować o tym, kto prezydentem Polski zostanie.

– Badania wskazują, że przedstawiciele małego i średniego biznesu poparli w poprzednich wyborach Andrzeja Dudę. Teraz, po realizacji programów socjalnych, których stali się bardziej płatnikami niż beneficjentami, przy problemach gospodarczych wywołanych koronawirusem, odczuciu pogorszenia stanu gospodarki, grupa ta może zachować się nieobliczalnie. To bardzo duża grupa spoza głównego targetu politycznego Rafała Trzaskowskiego, która może się do jego kandydatury skłonić.

– Być może w przypadku Andrzeja Dudy sprawdza się powoli scenariusz Bronisława Komorowskiego sprzed pięciu lat, systematycznej straty poparcia.

– Prezydent jest coraz częściej krytykowany, jego propozycje przestają trafiać nawet do tych grup, które mu zazwyczaj sprzyjały. Realny jest scenariusz porażki, co jeszcze niedawno wydawało się niemożliwe – zaznacza dr Paweł Maranowski.

– Sondaże w II turze są z reguły remisowe. Zakładając błąd statystyczny rzędu 3 proc., to wynik wyborów prezydenckich jest wielką niewiadomą. Może dojść do sytuacji, że decydujące znaczenie będzie miało kilkanaście tysięcy głosów, czyli w skali kraju, bardzo mało.

Czytaj także

Jednak Jarosław Nocoń zaznacza, że ta dziwna, tegoroczna kampania może być jeszcze zaskakująca.

– Myślę, że możemy się spodziewać przed druga turą ruchów niestandardowych. Zwłaszcza jeśli przed II turą sondaże pokażą zdecydowany trend wzrostu poparcia dla Rafała Trzaskowskiego. Mogłoby to być ogłoszenie stanu wyjątkowego, np. z uwagi na rosnącą liczbę zakażeń, co spowodowałoby wstrzymanie wyborczego procesu – mówi. – Z drugiej strony pamiętamy, że takiego kroku domagali się politycy opozycji w kwietniu i maju, a takiemu rozwiązaniu byliby przeciwni. To pokazuje, że sfera polityki mocno przewraca światopogląd, w zależności od kontekstu.

Czytaj także

Nowe objawy koronawirusa

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie