Wybory prezydenckie 2020 a koronawirus. Polacy chcą przełożenia wyborów o rok, politycy PiS łagodzą ton

Jakub Oworuszko
Jakub Oworuszko
Robert Wozniak/ Polska Press
Przez ostatnie tygodnie politycy Prawa i Sprawiedliwości przekonywali, że wybory powinny odbyć się w zaplanowanym terminie, czyli 10 maja 2020 roku. Ostateczna decyzja ma zapaść dopiero po świętach wielkanocnych. Zdecydowana większość Polaków (77,4 proc. ankietowanych) uważa, że ze względu na epidemię koronawirusa wybory prezydenckie trzeba odłożyć o rok. Możliwość przeprowadzenia wyborów w maju wykluczył wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego, profesor nauk medycznych Wojciech Maksymowicz. - Nikt nie będzie na siłę robił wyborów - przyznał senator PiS Jan Maria Jackowski.

Rząd i prezydent przekonują, że jest za wcześnie na decyzję o przesunięciu wyborów prezydenckich. - Najważniejsze jest bezpieczeństwo, zdrowie i życie naszych rodaków i to jest wyznacznik, który będzie mówił o tym, czy wybory 10 maja da się przeprowadzić czy się nie uda przeprowadzić - stwierdził w TVP 1 rzecznik prezydenta Błażej Spychalski. - To jeszcze 1,5 miesiąca i ta decyzja, która będzie dotyczyła tego, czy wybory powinny się odbyć czy też nie, powinna być podejmowana pewnie po świętach wielkanocnych, bo wtedy też będziemy więcej wiedzieć odnośnie tego, jak koronawirus się rozprzestrzenia w Polsce, czy to rozprzestrzenianie jest dynamiczne, czy dzięki tym naszym działaniom jednak uda się tę chorobę powstrzymać dość szybko - tłumaczył Spychalski.

Małgorzata Kidawa-Błońska zawiesza kampanię i wzywa do bojkotu wyborów.

Polacy nie mają wątpliwości - wybory powinny zostać przełożone. Jak wynika z sondażu IBRiS przeprowadzonego na zlecenie "Rzeczpospolitej", 77,4 proc. ankietowanych uważa, że wybory powinny zostać przełożone o rok. Co ciekawe, przełożenie wyborów popierają w zbliżonym stopniu wyborcy prezydenta Andrzeja Dudy (74 proc. za zmianą terminu), jak i Małgorzaty Kidawy-Błońskiej (88 proc.).

Przełożenia wyborów domaga się opozycja i i samorządowcy.

Ze strony obozu władzy płyną sprzeczne sygnały dotyczące wyborów prezydenckich.

Wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego Wojciech Maksymowicz (profesor nauk medycznych) wykluczył możliwość przeprowadzenia wyborów prezydenckich 10 maja. - (...) Nie mam żadnych wątpliwości niestety, że w ogóle kłótnie dotyczą czegoś, co w ogóle nie będzie miało miejsca. Nie ma żadnych możliwości, właśnie ze względów przyrodniczych - przyznał Maksymowicz w TVN24. - Sugestie wicepremiera Gowina są tutaj chyba słuszne, godne uwagi. Myślę o wyborach za rok - dodał.

- Nie mamy o czym mówić. Niestety mamy zupełnie inne troski niż przygotowywanie się do wyborów w jakimkolwiek najbliższym czasie. Moje analizy i wiedza związana z publikacjami, rozmową z ekspertami wskazuje, nawet tak jak mówią prace wielu badaczy, w tym oksfordzkich, jesień jest absolutnie też terminem jeszcze niebezpiecznym ze względu na możliwość wznowy, nawet jeżeli przewalczymy tę epidemię do wakacji – stwierdził Maksymowicz.

- Nikt nie będzie na siłę robił wyborów i podzielam pogląd większości opinii publicznej w Polsce, która uznaje, że byłoby to coś dziwnego, skoro z jednej strony mamy obostrzenia, jeżeli chodzi o możliwość zgromadzeń, funkcjonowanie szkół, uczelni wyższych, zakładów pracy, a z drugiej strony są organizowane w jakimś podwyższonym reżimie sanitarnym wybory. To byłaby to sprawa dziwna – ocenił w Radiu Plus senator PiS Jan Maria Jackowski.

Z kolei szef klubu PiS Ryszard Terlecki stwierdził w Radiu Kraków, że jeśli będzie opór z strony samorządów, rząd wprowadzi tam komisarzy. - Samorządy są też częścią władzy państwowej. One nie mogą sobie działać poza prawem. Oczywiście są przepisy, które umożliwiają postępowanie wobec takich osób, które chcą się ustawić ponad prawem. Można wyznaczyć komisarzy. Niech ci samorządowcy, którzy teraz buńczucznie zapowiadają, że złamią prawo, liczą się ze stratą stanowisk - przestrzega Ryszard Terlecki. Odniósł się on także do decyzji Małgorzaty Kidawy-Błońskiej o zawieszeniu kampanii, kandydatka PO wezwała Polaków do bojkotu majowych wyborów prezydenckich. - Uważam za idiotyzm i działanie antydemokratyczne deklaracje wzywające do bojkotu wyborów - ocenił Terlecki.

Z informacji "Polski Times" wynika, że narastają napięcia w obozie władzy w sprawie daty wyborów prezydenckich. W rządzie uaktywnia się grupa ministrów, z Łukaszem Szumowskim i Jarosławem Gowinem na czele, sprzeciwiająca się temu, żeby organizować je 10 maja. Coraz bardziej poirytowana tym jest Nowogrodzka. Wszystko wskazuje jednak na to, że wybory prezydenckie zostaną przełożone. ZOBACZ: Data wyborów zostanie przesunięta? Konflikt wewnątrz obozu władzy

Rząd dąży do wyborów prezydenckich 10 maja. Samorządowcy protestują, obawiają się koronawirusa. Raport Polska Press Grupy

Znamy nowy termin wyborów prezydenckich

Wideo

Materiał oryginalny: Wybory prezydenckie 2020 a koronawirus. Polacy chcą przełożenia wyborów o rok, politycy PiS łagodzą ton - Polska Times

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Na Bawarii odbyły sie wybory samorządowe, odbyły się korespondencyjnie.W tym landzie wirus zbiera gigantyczne żniwa .Co na to siły POstepu zapatrzone w demokracje za Odrą ?

Dodaj ogłoszenie