Wszystkie czwórki Wielkiej Czwórki

Dariusz Szreter
"Przed Elvisem nie było niczego" - powiedział kiedyś założyciel The Beatles, John Lennon. "Przed Beatlesami nie było niczego"- mógłby strawestować ten cytat Roman Stinzing.

Tym, którzy jeszcze nie wiedzą, wyjaśniam: Romek jest największym i najbardziej fanatycznym kolekcjonerem płyt i pamiątek beatlesowskich w Trójmieście, a kto wie, może i w całej Polsce północnej.

Od czasu do czasu jakiś dziennikarz (w tym i wyżej podpisany) "odkrywał" jego pasję i nachodził Romka w jego mieszkanku na ostatnim piętrze falowca, by zapoznać się z historią kolekcji, mającej swe korzenie w 1963, a więc liczącej już równo pół wieku. No i właśnie na ten jubileusz Romek postanowił odebrać nam chleb i sam spisał kanoniczną wersję dziejów gromadzenia swoich zbiorów, zatytułowaną "Moi Beatlesi czyli życie na 33 i 1/3 obrotu".

Wróćmy zatem do tezy początkowej: dlaczego przed Beatlesami nic nie było? Pisze Romek o sobie w wieku lat 11: "Moje zainteresowania oscylowały dotąd wokół modelarstwa, czego efektem było kilka sklejonych modeli samolotów. Najbardziej okazałym był szybowiec o nazwie Promyk, który zawiesiłem pod żyrandolem. (…)

Dla kolegów na pierwszym miejscu wciąż królowała piłka nożna, a później modelarstwo, znaczki i widokówki". Sami przyznacie, że to nieciekawe perspektywy. Z takim hobby i takimi kolegami można co najwyżej aspirować do zasilenia zespołu ekspertów Macierewicza. Dopiero zetknięcie się z pocztówką dźwiękową z widokiem plaży i piosenką "Love me do" otworzyło nowy horyzont i wyznaczyło drogę, którą Romek kroczy do tej pory.

Drogę - przynajmniej z początku - niełatwą, bowiem (co młodszym czytelnikom trzeba przypomnieć) w tamtych czasach płyty gramofonowe zachodnich wykonawców były oficjalnie niedostępne, a ich ceny czarnorynkowe sięgały jednej czwartej średniej krajowej pensji.

Opowieść Romka, której akcja toczy się głównie w Sopocie, to jednak nie tylko zapis fascynacji muzyką lat 60. i wczesnych 70.

To przede wszystkim znakomity szkic obyczajowy, ale też psychologiczny dorastania w zaściankowych czasach gomułkowskich. Rzeczywistość widziana z perspektywy nastolatka nie jest tu wcale zgrzebna i ponura. Daje rozmaite możliwości, które młody Romek wykorzystuje, tylko w jednym celu: skompletowania pełnej dyskografii Beatlesów (włącznie z owymi "czwórkami" z tytułu felietonu, ówczesnymi odpowiednikami dzisiejszych minialbumów).

To prawda, sprzyjają mu okoliczności. To, że mieszka w Sopocie, pozwala zamawiać płyty u znajomych marynarzy. Krewni za granicą od czasu do czasu też podsyłali jakąś płytkę albo pięć dolarów. Wreszcie najistotniejszym elementem jest postawa najbliższych, bez entuzjazmu, ale jednak akceptujących dziwactwa syna. Jakkolwiek nigdy nie prosił on o pieniądze na płyty - zawsze "organizował" je sam.

Książkę Romka czytałem - a jakże - słuchając muzyki. Nie z winyli, bo moja kolekcja, zbierana w też niełatwych latach 80., jest skromniejsza, a poza tym komu by się dziś chciało obracać płytę co 20 minut? Także nie z niecenionych przez Romka kompaktów, których przez ostatnie 20 lat zgromadziłem całkiem pokaźny zapas. Ale książki o dziejach tej kolekcji raczej nie będzie, bo i o czym tu pisać? Sobotnia wyprawa do Media Marktu czy buszowanie na Allegro niosą niewielki potencjał literacki.

Chyba że wziąłby się za to jakiś Joyce albo Proust. W dodatku ostatnio zrezygnowałem i z tego hobby, stając się abonentem pewnego serwisu muzycznego online, zapewniającego dostęp do niemal nieograniczonej bazy muzycznej. To jakby mieć w domu na własność największy sklep z płytami. Niby super, a jednak czegoś w sercu żal. O Beatlesach z internetu nikt przecież nie powie "moi".

d.szreter@prasa.gda.pl

Treści, za które warto zapłacić! REPORTAŻE, WYWIADY, CIEKAWOSTKI

Zobacz nasze Magazyny: REJSY, HISTORIA, NA WEEKEND

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
AJB

James Joyce, Marcel Proust i ... Dariusz Szreter? Zaiste skromność naszego nadredaktora staje się wręcz przysłowiowa (coś tak jak pracowitość Tuska)! No i niezbadane są meandry myśli Jego, błądzące "W poszukiwaniu straconego czasu" podczas słuchania muzy czwórki z Liverpoolu gdzieś tam gdzie ich "Lucy In The Sky With Diamonds"!

Dodaj ogłoszenie