Wrocław: Wypisali ją ze szpitala, kazali czekać na testy. Kobieta zmarła

Marcin Rybak
71-letnia kobieta, która zmarła w miniony czwartek z powodu powikłań wywołanych zakażeniem koronawirusem, wcześniej przez kilka dni czekała w domu na wymaz do badań na wirusa. Nie doczekała się, choć wiadomo było że jest z grupy bardzo dużego ryzyka. Kilka dni wcześniej wypisano ją ze szpitala płucnego przy ulicy Grabiszyńskiej. Już wtedy wiadomo było, że szpital ten to epicentrum koronawirusa. To właśnie wtedy kolejne testy ujawniały zakażenie następnych lekarzy, pielęgniarek i pacjentów - łącznie 53 osób. Ale wypisywanej po operacji 71-letniej kobiety szpital nie przebadał. Podobnie jak sanepid. Dopiero gdy w ciężkim stanie, z dusznościami trafiła na OIOM szpitala przy ulicy Koszarowej, przeprowadzono testy. Wynik: koronawirus. Na ratunek było już jednak za późno. Czy zwłoka w badaniach mogła kosztować życie?

Zmarła 71-letnia kobieta do szpitala przy ul. Grabiszyńskiej trafiła 17 marca, trzy dni później przeszła operację. Trafiła na oddział torakochirurgii, jeden z tych, które potem zostały zamknięte z powodu masowych zakażeń personelu.
25 marca wypisano ją do domu. To dzień po tym, gdy zapadała decyzja o dezynfekcji i ewakuacji oddziału pulmonologii. Zakażonych było już wówczas 16 pielęgniarek i salowych oraz sześciu pacjentów. Szpital nie przebadał jednak 71-latki, a odesłał ją do domu.
Rzecznik marszałka Dolnego Śląska Michał Nowakowski tłumaczy, że koronawirus na torakochirurgii pojawił się już wypisaniu pacjentki i dlatego nie przebadano jej przed wypisaniem do domu.

Dwa dni później kobieta dostała ze szpitala ostrzeżenie o zakażeniu na oddziale. Polecono jej kontakt z sanepidem. Bliska krewna zmarłej kobiety opowiada nam, że dodzwonili się dopiero następnego dnia. I tego też dnia wydana została decyzja o kwarantannie. Choć z datą trzy dni wcześniejszą. Kobiecie kazano czekać na pobranie wymazu na koronawirusa.

Pobieraniem wymazów zajmuje się pogotowie ratunkowe. Ma do tego celu specjalne zespoły ratowników medycznych. Osoba w kwarantannie nie może nigdzie ruszać się z domu. Pacjentka wypisana z Grabiszyńskiej czekała więc na na karetkę i pobranie wymazu. Nie doczekała się.
Dzień po przekazaniu jej decyzji o kwarantannie dostała duszności i trafiła do szpitala na Koszarową. Tu nad ranem 1 kwietnia zmarła. Dopiero na Koszarowej kobietę przebadano pod kątem zakażenia na koronawirusa. Wynik był pozytywny.

Czy wcześniejsze zdiagnozowanie koronawirusa mogłoby uratować kobietę? W szpitalu przy Koszarowej nie odpowiedziano nam na to pytanie. Dyrektor wrocławskiego sanepidu Paweł Wróblewski przypomina, że samo zdiagnozowanie wirusa „nie ma znaczenia klinicznego” bo i tak leczenie jest objawowe. Ma znaczenie „epidemiologiczne”. Po prostu ujawnia się dzięki temu kolejna zakażona osoba i trzeba jak najszybciej ustalić i izolować tych, którzy mieli z nią kontakt.

Dlaczego decyzję o kwarantannie kobiety wydano ze wsteczną datą? O tym konkretnym przypadku w sanepidzie nam nie powiedziano. Dyrektor Wróblewski tłumaczy jednak, że czym innym jest data wydania decyzji, a czym innym data, od której liczy się kwarantannę. - Na przykład jak dziś rozmawiamy z petentem i dowiadujemy się, że kontakt z chorym miał 7 dni temu, to data wydania decyzji będzie dzisiejsza, a okres kwarantanny to minione 7 dni plus kolejnych 7 – mówi.

Na pobranie wymazów i uzyskanie wyników czekać trzeba nawet kilka dni. Laboratoria – choć jest ich coraz więcej – pracują pełną parą. We Wrocławiu w kolejce do badań czeka obecnie aż kilkaset osób.

To ważne, zobacz

Nie przegap tych informacji

Rząd znosi kolejne ograniczenia.

Wideo

Materiał oryginalny: Wrocław: Wypisali ją ze szpitala, kazali czekać na testy. Kobieta zmarła - Gazeta Wrocławska

Komentarze 7

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

o
ogórek

"Rzecznik marszałka Dolnego Śląska Michał Nowakowski tłumaczy, że koronawirus na torakochirurgii pojawił się już wypisaniu pacjentki i dlatego nie przebadano jej przed wypisaniem do domu." -

Teraz to wszystko jasne urzędasy dokładnie wiedzą kiedy, gdzie u kogo pojawił się wirus. Tylko jakoś nie potrafią matołki go jakoś odwołać. Pracujcie dalej!!

G
Gość
6 kwietnia, 16:34, Gość:

A po co psuć statystyki? Nasz rząd jest najlepszy na świecie, chorych prawie nie ma. Morda w kubeł i siedzieć w domach, a jej nie to taki mandat dopier.... że się nie pozbieracie. Mlask, mlask.

Chorych nie ma, gospodarka pędzi,są trzenastki i 500 plus,nawet głosować można z fotela. Ale ten pis dobry

G
Gość

Czy tak teraz będzie ?? Czy LICHOCKA wystawiając palec pokazała prawdziwą twarz pisu ??

G
Gosc

I co nikt za śmierć kobiety nie odpowie co za szajs a nie kraj oprawcy robia co chcą że swoimi niewolnikami posłusznymi hahahaha

G
Gość
6 kwietnia, 16:12, Janek:

Niestety niezależnie od koronawirusa szpital na Grabiszyńskiej ma duże doświadczenie w wypisywanie chorych pacjentów w stanie rzekomo poprawionym. Albo nieprzyjmowaniu chorych, wówczas z adnotacją "nie wymaga leczenia szpitalnego". W ubiegłym roku tak "leczyli" moją żonę. W efekcie trafiła z zagrożeniem życia na OIOM w innym szpital i nie wiele brakowało by tego nie przeżyła:(

W punkt...

M
MJ

Już wcześniej pisałem o wypuszczaniu w piątek wieczorem pacjentów z tego szpitala, żeby tylko nie było na nich. Pacjenci w wypisie mieli adnotację żeby przeprowadzić powtórne badanie. Niestety Sanepid ma taki burdel że raz ma ludzi zgłoszonych a raz nie ma ich w kartotece .

J
Janek

Niestety niezależnie od koronawirusa szpital na Grabiszyńskiej ma duże doświadczenie w wypisywanie chorych pacjentów w stanie rzekomo poprawionym. Albo nieprzyjmowaniu chorych, wówczas z adnotacją "nie wymaga leczenia szpitalnego". W ubiegłym roku tak "leczyli" moją żonę. W efekcie trafiła z zagrożeniem życia na OIOM w innym szpital i nie wiele brakowało by tego nie przeżyła:(

Dodaj ogłoszenie