Wraz ze skokowym wzrostem zakażeń pojawiło się wyraźnie załamanie pisowskiej narracji

Dariusz Szreter
Dariusz Szreter
Polska tradycja od stuleci nakazuje stać na straży niepodległości, nie bacząc na życie i zdrowie. A tu nagle okazuje się, że teraz tym, co trzeba chronić, jest właśnie zdrowie i życie obywateli. Głosiciele turbopatriotyzmu mają więc pełne prawo czuć się nieco zdezorientowani.

Czy zastanawiali się Państwo, dlaczego PiS nie radzi sobie z pandemią? Od razu zaznaczam, że odpowiedzi: „Bo PiS nie radzi sobie z niczym” - nie akceptuję. Przeciwnie, do tej pory ze wszystkim radzili sobie doskonale: z obsadzaniem spółek skarbu państwa, niszczeniem niezależności sądownictwa, deformą szkolnictwa, upolitycznianiem mediów publicznych i w ogóle wszystkiego, co się da, wypchnięciem Polski na margines Unii Europejskiej, wprowadzaniem języka nienawiści do politycznego mainstreamu… Długo by jeszcze wymieniać, zresztą czytelnicy znają tę listę na pamięć. Tylko czy to wszystko można uznać za sukces? – zapyta nieśmiało ten i ów. Samo w sobie – nie, ale fakt, że przy tym wszystkim wygrywają w cuglach jedne po drugich wybory, zasługuje jeśli nie na podziw, to przynajmniej coś w rodzaju uznania.
Czy to znaczy, że pandemia położy kres rządom Kaczyńskiego i spółki? Tego bym nie przesądzał, ale nie da się ukryć, że wraz ze skokowym wzrostem zakażeń w kraju pojawiło się wyraźnie złamanie pisowskiej narracji, czyli tego, w czym do tej pory byli oni najlepsi. Daje się to zresztą stosunkowo łatwo wyjaśnić. PiS zdobyło władzę i dzierży ją od lat pięciu pod hasłami przywracania Polsce godności, obrony jej tożsamości, a w ostateczności gwarancji jej niepodległości. Jak wiadomo, polska tradycja od stuleci, a w każdym razie od rozbiorów, nakazuje stać na straży tych wartości, nie bacząc na życie i zdrowie. A tu nagle okazuje się, że teraz tym, co trzeba chronić, jest właśnie zdrowie i życie obywateli. Głosiciele turbopatriotyzmu mają więc pełne prawo czuć się nieco zdezorientowani.
W dodatku cała ich dotychczasowa strategia polegała na wskazywaniu wroga: przeróżnych animalnych oikofobów gorszego – a ostatnio głównie gorszącego – sortu, czyhających, w sojuszu z neomarksistowską Brukselą, na niewinne dusze ludu polskiego, a zwłaszcza dziatek. W przypadku wirusa sprawców osobowych, takich, na których można by trochę poszczuć – nie bardzo daje się zidentyfikować. Donald Trump oskarża wprawdzie Chińczyków, ale my nie bardzo możemy z nimi zadzierać. To jednak nie nasza liga. Poza tym pandemia bije po wszystkich równo albo prawie równo, za nic mając odwieczną prawdę, że żaden naród w dziejach nie cierpi tak mocno, jak Polacy.
Nic dziwnego więc, że w tej sytuacji inicjatywę przejmują antycovidowcy, którzy mobilizują się nie przeciw wirusowi, ale tym, którzy jakoby wmawiają nam jego istnienie. Tym samym stawiają oni Jarosława Kaczyńskiego w jednym rzędzie z Georgem Sorosem i Billem Gatesem (choć powinni docenić fakt, że prezes obowiązek noszenia maseczki często sobie lekceważy).
Rząd – choćby chciał – tak całkiem pandemii zignorować nie może, i stąd ten rozkrok. Ostatnio zagrożoną narrację próbuje trochę ratować Jacek Sasin, kierując oskarżycielski palec w kierunku strachliwych i leniwych pracowników służby zdrowia. Nie wiadomo, czy to chwyci, ale przynajmniej chłop się stara. Tak jak na wiosnę z tymi 70 milionami.

Zaostrzenie restrykcji. Cała Polska w strefie czerwonej

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie