Wołyń: Czas przebaczenia

Barbara SzczepułaZaktualizowano 
Kluczowe jest słowo „ludobójstwo” - mówi Feliks Budzisz. - Nie można się tu zasłaniać jakimiś eufemizmami w rodzaju „czystka etniczna o znamionach ludobójstwa” jak chciał poprzedni Sejm w 2013 roku. To nie jest spór o słowa, ale o historię i prawdę.

Pan Feliks Budzisz kilka miesięcy temu napisał list do Jarosława Kaczyńskiego. - Jest pan członkiem PiS? - pytam. - Nie jestem, ale uznałem, że sprawa upamiętnienia ofiar rzezi wołyńskiej jest tak ważna, że muszę szukać poparcia gdzie się da, a ponieważ pan Kaczyński jest dziś najważniejszą osobą w państwie, zwróciłem się do niego - pokazuje mi odpowiedź prezesa z czerwca br. Jarosław Kaczyński informuje pana Budzisza, że politycy PiS złożyli w Sejmie projekt uchwały „w sprawie oddania hołdu ofiarom ludobójstwa dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich na obywatelach II RP oraz ustanowienia 11 lipca Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa”.

Dwudziestego drugiego lipca Sejm tę uchwałę przyjął.
- Kluczowe jest tu słowo „ludobójstwo”. Nie chodzi oczywiście tylko o samo sformułowanie, ale o prawdę - mówi pan Budzisz zdejmując z półek książki traktujące o tragedii wołyńskiej. Skończył osiemdziesiąt sześć lat i od kiedy przeszedł na emeryturę (był lektorem języka rosyjskiego na Politechnice Gdańskiej) zajmuje się tym strasznym epizodem II wojny światowej. Czyta, zbiera relacje żyjących świadków wydarzeń, jest autorem poruszających wspomnień „Z ziemi cmentarnej”. Gdy zaczyna mówić o roku 1943 w miejscowości Zasmyki i Radowicze koło Kowla ma łzy w oczach.

***

…Znowu ma trzynaście lat, z chorą mamą i młodszą siostrą ucieka z Radowicz przed banderowcami, śpią w zbożu, chowają się po lasach, płaczą i modlą się, by - jeśli już ich złapią - zastrzelono ich od razu, nie męczono, nie kłuto widłami…

„Dziadkowie nie chcieli uciekać. - Nic złego nikomu nie zrobiliśmy - przekonywała babcia. Z Zasmyk, gdzie zgromadziła się polska samoobrona przyjechał ich syn Henryk Sobczyk, pseudonim „Lisek”, żołnierz 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK by przekonać ich do wyjazdu. Opowiadał straszne rzeczy. W niedzielę zamordowano jadących do kościoła Bartoszewskich i sąsiadkę Ludwikę Daszkiewicz, zadźgali też Malinowskich, którzy osierocili sześcioro małych dzieci, Rozalię Kułakowską i Marię Kiełbasę, jej czternastoletniego syna oraz trzynastoletnią Ewę Młynek. Płacz niósł się po całej okolicy, wielka rozpacz ogarnęła wszystkich. Każdy zdawał sobie sprawę, że następnego dnia może to samo spotkać jego.

Sąsiad dziadka, Aleksander Hawryluk ostrzegł go, że w najbliższych daniach szykuje się ostateczna rozprawa z Polakami. Upowcy już zbierają się w lesie wokół wsi. Hawryluk był Ukraińcem, ale człowiekiem światłym. Przez kilka lat mieszkał w Ameryce, brzydził się nacjonalizmem. Obiecał ukryć dziadków na jakiś czas u siebie”. - to fragment reportażu, który opublikowałam w „Dzienniku Bałtyckim” trzy lata temu, z okazji 70 rocznicy rzezi wołyńskiej.
- Przecież w gruncie rzeczy uratowali was Ukraińcy - mówię dziś do Feliksa Budzisza.

- Tak jest - potwierdza. - Nigdy nie generalizuję, nie mówię, że mordowali Ukraińcy, tylko upowcy czy banderowcy, a to jest zasadnicza różnica. Dewiza naszego stowarzyszenia - Kresowego Ruchu Patriotycznego - brzmi: Nie ma zbrodniczych narodów, są zbrodnicze ideologie i organizacje. Taki był OUN-izm banderowski oraz OUN-UPA. Zatem: z demokratyczną Ukrainą partnerstwo i przyjaźń, dla OUN-UPA - hańba i potępienie. Tego się trzymamy. Wywodzimy tę zasadę z biblijnego przykazania „nie zabijaj”. Jeśli zamordowałeś bezbronnego, starca, kobietę, dziecko - jesteś bandytą. Jeśli rozmiary mordu przybrały taką skalę jak na Wołyniu i na Kresach jest to ludobójstwo. Według międzynarodowej definicji zresztą. Zamordowano około stu tysięcy Polaków. Nie można się tu zasłaniać jakimiś eufemizmami w rodzaju „czystka etniczna o znamionach ludobójstwa” jak chciał poprzedni Sejm w 2013 roku. To nie jest spór o słowa, ale o historię i prawdę. Chcemy żyć z Ukraińcami w przyjaźni, ale: amicus Plato, set magis amica est veritas.

***

Wracam do reportażu:
„Babcia i dziadek Sobczykowie uprzedzeni przez Aleksandra Hawryluka piątego września chowają się w lesie. Dołącza do nich ich córka Marysia z małą Alinką. Ją z kolei ostrzegła ukraińska sąsiadka. Siedzą w gęstej tarninie i słyszą strzały dochodzące z zabudowań Marysi. Jezus Maria, przecież tam została staruszka teściowa. Nie martw się - pociesza ją matka - Jadwiga Stefanowiczowa cieszy się dużym poważaniem wśród Ukraińców, niemożliwe, by zrobili jej coś złego. Gdy Maria dotrze potem do domu, zobaczy trupa teściowej leżącego na grządce kolorowych astrów.

Tego dnia banderowcy zabili wszystkich Polaków, którzy nie chcieli lub nie zdążyli uciec z Radowicz. Wincenty Latos i jego syn Wicek, zostali zakłuci w stodole, gdzie schowali się w snopkach żyta.
Dwie staruszki, matki pary nauczycielskiej z Radowicz zatłuczono pałkami.
Henryk Skrzat i jego bratanica Zosia oraz Marcelina Daszkiewicz zostali zarąbani siekierami. Mąż Marceliny Roman wyruszył samotnie do Zasmyk, ale w lesie wpadł w łapy upowców i też został zabity. Zamordowano Michała Łukaszewicza, jego żonę i córkę oraz jej roczne dziecko. A także staruszka Franciszka Iskrę.
Dziadkowie Sobczykowie z Marysią i Alinką ukryci w tarninie ujrzeli wieczorem wielką łunę pożarów. Płonęły gospodarstwa Polaków.

Po północy usłyszeli ostrożne kroki. Wstrzymali oddech, idą po nich, Boże ratuj. Ktoś kluczył wokół krzaków tarniny, przystawał, ruszał dalej… Usłyszeli ściszony głos Aleksandra Hawryluka. Przyniósł im trochę zupy i bochenek chleba.
Następnego wieczora pojawił się po raz ostatni:

- Musicie uciekać, wypytywali mnie o was, grozili śmiercią, jestem śledzony, nie mogę tu przychodzić”.
Udało się, dotarli do miejscowości Zasmyki chronionej przez żołnierzy Armii Krajowej. Byli wśród nich ich synowie i zięć.

***

- Muszę jeszcze pani powiedzieć - kontynuuje swoją opowieść pan Budzisz - że Aleksander Hawryluk, ten Ukrainiec który uratował moich dziadków, został potem zastrzelony przez Polaków podczas akcji odwetowej. Przypadek. Straszny przypadek. Świeć Panie nad jego duszą. Nikt nie ukrywa, że byli Ukraińcy, którzy Polaków ratowali narażając się swoim ziomkom. Zachowali się po bohatersku.

Wielu Ukraińców wcielonych do Armii Czerwonej walczyło dzielnie z Niemcami na dzisiejszych terenach Polski. Z naszej wsi Radowicze zginęło dwudziestu pięciu Ukraińców, którzy brali udział w walkach, na przykład o Sandomierz, zdobywali też Festung Breslau.

Zamyśla się, chowając twarz w dłoniach.
- Chciałbym raz jeszcze wrócić do przebaczenia - zaczyna po chwili. - Nawet na szczytach władzy nie ma co do tego jednomyślności. Prezydent Andrzej Duda mówił podczas rocznicy smoleńskiej o potrzebie przebaczania: - „Apeluję o to wybaczenie, bo ono jest potrzebne dzisiaj nam i Polsce, której przyszłość musimy budować”. A co powiedział prezes Kaczyński wkrótce potem? „Polacy wielokrotnie mylili się, kiedy przebaczali zbyt łatwo. Przebaczenie jest potrzebne, ale po przyznaniu się do winy i wymierzeniu odpowiedniej kary”. Jeśli liderzy tak mówią to czego można wymagać od nas, zwykłych obywateli? Kresowiacy słuchają i mówią: ma rację, najpierw pokuta. A przecież Ewangelia nas uczy że trzeba przebaczać nie siedem, ale siedemdziesiąt siedem razy.

- „Wybaczamy i prosimy o przebaczenie” - pisali w 1965 roku biskupi polscy do biskupów niemieckich, nie można by tak samo pojednać się z Ukraińcami? - przerywam.
- Czy widziała pani pomnik Goebbelsa w Republice Federalnej Niemiec? A pomniki inspiratora rzezi wołyńskiej Stepana Bandery stoją na Ukrainie. Więc o jakim pojednaniu mówimy? Dla nich Bandera nie jest bandytą, ale bohaterem narodowym.
- Prezydent Poroszenko złożył kwiaty i ukląkł przed pomnikiem Rzezi Wołyńskiej w Warszawie. To pana nie poruszyło? To nie był ważny gest? - pytam.

- Owszem, gest podobny do hołdu jaki złożył Willy Brandt, kanclerz RFN, w 1970 roku przed pomnikiem Ofiar Warszawskiego Getta. Pamiętam też, że w czerwcu specjalne pismo dotyczące rzezi wołyńskiej wystosowali wpływowi Ukraińcy, a m.in. byli prezydenci Leonid Kuczma i Wiktor Juszczenko oraz prawosławny patriarcha Filaret i grekokatolicki arcybiskup Światosław Szewczuk. Doceniam to, ale główne ulice w Kijowie mają zostać nazwane imionami Stepana Bandery i Romana Szuchewycza. Wie pani jak niektórzy Kresowiacy zareagowali na tę uchwałę? Telefonują do mnie i mówią, że będą domagać się ustawy, bo uchwała to za mało. Będą walczyć! Powołują się na posła Kukiza, którego rodzina pochodzi w Kresów. Paweł Kukiz powiedział, że uchwała jest dobrym wstępem do uchwalenia ustawy o zakazie propagowania banderyzmu. Projekt takiej ustawy klub Kukiz’15 podobno już złożył w Sejmie.

- A Pan co o tym sądzi?
- Nadszedł czas przebaczenia. Mówię jako ten, który przypadkiem uszedł z życiem.

polecane: FLESZ: Podział Mandatów po wyborach parlamentarnych

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie