Wojciech Kowalczyk: Nie bójmy się drugiej dywizji i sprawmy wreszcie fanom radość. Po co wciąż zbierać razy od mocarzy

Jacek Kmiecik
Jacek Kmiecik
Robert Lewandowski w walce o piłkę z Virgilem van Dijkiem
Robert Lewandowski w walce o piłkę z Virgilem van Dijkiem Szymon Starnawski
Znowu byliśmy jedyną drużyną, która odniosła sukces - twierdzi srebrny medalista olimpijski z Barcelony '92 Wojciech Kowalczyk. - Reprezentacja Polski przegrała z Holandią, zespół Jerzego Engela poległ z Portugalią, a tylko my, czyli olimpijczycy pokonaliśmy klub przyjaciół z ministrem sportu 4:1. „Kowal” specjalnie dla nas ocenia szanse Biało-Czerwonych w niedzielnym meczu Ligi Narodów z Walią i udziału w mistrzostwach świata 2022 w Katarze.

Wierzysz w reprezentację Polski po tym co widziałeś w meczu Polski z Holandią?
Gadałem z prezesem PZPN Czarkiem Kuleszą. Powiedziałem mu: „Miałeś mało czasu, mistrzostwa świata udało się zaklepać. Nie miałeś meczów towarzyskich, żeby sprawdzić, jak to naprawdę wygląda. Mecze Ligi Narodów zweryfikowały nasze możliwości. Czarek, spraw radość kibicom. Spadnijmy z tej dywizji!". Wreszcie nie będziemy się męczyć i dostawać non stop w czapę od Włoch, Holandii, Belgii, Portugalii. Będziemy wreszcie walczyć o awans i cieszyć się ze zwycięstw.

Czyli w niedzielę w Cardiff odpuszczamy?
Nie wiem, jak zagrają Wlaijczycy? U nas przecież byli lepsi i to w rezewrwowym składzie, ale szczęśliwie udało nam się wygrać. Oni będą grali o wszystko. Wystarczy im 1:0, żeby nas spuścić. Gareth Bale wrócił po to, aby im pomóc w utrzymaniu. Kibice nie do końca rozumieją te zasady. Ale naprawdę uważam, że gra w najwyższej dywizji Ligi Narodów nie jest nam wcale potrzebna.

Jak to? Przecież to jest prestiż i sprzedaż najlepszych praw telewizyjnych, czyli najwyższe pieniądze z UEFA.
Być może, ale to wcale nie przekłada się na grę naszej reprezentacji i zadowolenie kibiców. Bo ciągle dostajemy w łeb. A przecież nikt nie lubi być wciąż bity po głowie. Nie musimy być cały czas Estronią i dostawać w czapę. Dajmy wreszcie trochę radości kibicom. Ile można na okrągło to trawić, wciąż tylko PZPN, Lewandowski, Zieliński, Glik nie dali rady, wieszne pretensje... Trzeba wreszcie coś wygrać, a to zapewni nam występ w drugiej dywizji. Nie napinajmy się więc na pozostanie w dywizji A.

A jak będzie na mistrzostwach?
To wróżenie z fusów. Wszystko się może zdarzyć... Ale na co tam jechać, skoro Puchar Świata już przecież mieliśmy, bo stał przez dwa dni na Narodowym. Obejrzeliśmy go, ale dotknąć nie mogliśmy, bo był zamknięty w gablocie. Widocznie tak już nam pisane, że obejrzeć go możemy, ale potrzymać go i nacieszyć się nim już nie. To jak lizanie loda przez szybę... Jerzy Engel już kiedyś jechał po Puchar Świata. Pauleta do dzisiaj się z tego śmieje. Choć nie dotarł do Warszawy na wspomnieniowy mecz benefisowy Polska - Portugalia, chyba tylko dlatego, żeby nie sprawić przykrości Tomkowi Hajcie. Niemniej Hajcie „dziurę” sprzedał inny Portugalczyk, więc wszystko pozostało w zgodzie z koreańskim koszmarem.

Jedziesz do Kataru?
A po co?! Przecież tam kopletna... Sahara. Suszyć będzie niemiłosiernie. Normalny człowiek tego nie wytrzyma.

Spokojnie, mimo że to kraj muzułmański, piwo sprzedawane kibicom ma mieć odpowiednią moc.
Mój tata mi powtarzał, że normalny mężczyzna po czterdziestce pije tylko mocne trunki. To najlepsze na katar, ale Katar tego akurat nie toleruje... Poza tym w Polsce przy obsłudze mundialu naprawdę będę miał co robić. Nie będę wiedział dosłownie w co mam ręce włożyć. Strasznie napięty program się szykuje. Ale przynajmniej mecze będę oglądał z pryjemnością, a nie za karę, jak dotychczas po dziewięć co kolejkę w naszej E-klasie.

Robert Lewandowski w Barcelonie to dla Ciebie wielkie wow?
Umówmy się, że gdyby „Lewy” przyszedł do Barcy w zeszłym sezonie, nic by nie ugrał. Teraz ma mega pakę, wspaniałego trenera i Barcelona gra o wszystko. Barca jest mega mocna i „Lewy” świetnie się w nią wkomponował. Gdy w zeszłym roku odszedł Lionel Messi myśłałem, że Barca jest całkowicie skończona, ale teraz okazało się, że jest rewalecyjna! Walczy o wszystko! Bezapelacyjnie jest czymś więcej niż klub!

Od dawna byłeś przecież fanem Barcelony.
Taka prawda. U nas teraz w Polsce Barcelona ma wielu... Januszy, czyli niedzielnych kibiców, którzy sympatyzują z „Blaugraną”, bo akurat przeszedł tam teraz Lewandowski. Ja byłem za Barcą od 1992 roku. Wcześniej graliśmy przeciw Barcelonie z Legią, ale zakochałem się w „Blaugranie” od 1992 roku, czyli naszego występu na igrzyskach olimpijskich. To jest mój klub i jemu oddaję swoje serce. Za niedługo jedę na El Clasico, a potem na rewanż Barcelona - Bayern w Lidze Mistrzów. Ten pierwszy mecz pokazał, że Barca ma nieprawdopodobny potencjał. Do rzerwy powinna prowadzić z Bayernem 3:0. Jak już Monachium było w panice, to znaczy, że dostrzegło klasę rywala.

W Barcelonie święciłeś nawiększe triumfy. Reportaż wspomnieniowy TVP Sport po 30 latach od Waszego srebrnego medalu pokazał że nieźle tam rządziliście...
A jak!? Była atmosfera, była zabawa i był wynik.

Widać było, że kapitan Jerzy Brzęczek trzymał Was trochę w ryzach.
No pewnie, bez niego do dzisiaj niektórzy by się nie odnaleźli. Dzięki Jurkowi kończyliśmy balety wcześnie... przed siódmą rano. „Brzęk” skrzyknął chłopaków i mogliśmy w komplecie zagrać w finale.

Na Stadionie Narodowym świętowaliście srebrny medal z Barcelony '92 dzień po czwartkowym meczu z Holandią?
Tak, to były dwa dni naprawdę mocnego celebrownia srebrnego medalu na Narodowym i w pamiętnym hotelu Sobieskim przy placu Zawiszy. Była zabawa, przyjechali nawet z Belgii Alek Kłak i Mirek Waligóra. Impreza naprawdę była bardzo udana. Szkoda tylko, że „piekiełko” w Sobieskim było zamknęte i musileiśmy świętować w hotelowym holu. Trudno, ale i tak impreza była zabójcza. Choć powiedziałem Włodkowi Lubańskiemu: „Odznaczeń nam rozdali, tylko pieniędzy nie dali”...

Zagrałeś na Narodowym w meczu Klubu Olimpijczyków z Przyjaciółmi Polskiej Piłki. Waga się zgadzała.
Musiała! Znowu odnieśliśmy jedyne zwycięstwo w ostatnich dniach, bo reprezentacja Polski przegrała z Holandią, a drużyna Jerzego Engela dostała baty z Porugalią. Przegrywała już 1:6, ale goście się zlitowali i, żeby nie było powtórki z Korei, odpuścili naszym i skończyło się 5:7. Tylko my, olimpijczycy pokonaliśmy drużynę Przyjaciół z ministrem sportu w składzie i to 4:1, więc znowu byliśmy górą. Alek Kłak, Mirek Waligóra i Grzesiek Mielcarski pojechali na cmentarz na Wałbrzyską złożyć kwiaty na grobie trenera Janusza Wójcika. Ja nie pojechałem, bo w zasadzie jestem tam co roku, więc i tak na Wszystkich Świętych trenerowi złożę hołd, czyli oddam jemu, co cesarskie.

Rozmawiał Jacek Kmiecik

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Mundial 2022. Sonda przed meczem Polska-Francja

Materiał oryginalny: Wojciech Kowalczyk: Nie bójmy się drugiej dywizji i sprawmy wreszcie fanom radość. Po co wciąż zbierać razy od mocarzy - Sportowy24

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na dziennikbaltycki.pl Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie