reklama

Władysławowo. Tony gruzu na kempingu. Urzędnicy nie mogą go skontrolować

Łukasz KłosZaktualizowano 
Urzędnicy nie mogą skontrolować tego kempingu<br>
Urzędnicy nie mogą skontrolować tego kempingu Piotr Niemkiewicz
Urzędnicy z Władysławowa tracą cierpliwość, ale twierdzą, że są bezradni. Od kilku miesięcy usiłują bowiem skontrolować sytuację na kempingu Polaris. Niestety, ich próby są bezskuteczne. Za każdym razem wizyta kończy się przy płocie ośrodka. Dalej nie są wpuszczani przez właściciela. Przedsiębiorca prowadzący Polaris zwiózł na teren ośrodka tony gruzu, tłucznia i ziemi gliniastej, żeby utwardzić teren będący jeszcze do niedawna podmokłą łąką.

Burmistrz Władysławowa Grażyna Cern zapowiada zdecydowane kroki, ale w magistracie słychać, iż sprawa utknęła w martwym punkcie i na razie nie widać jej rozwiązania.

- Z radcami prawnymi zastanawiamy się, jak ugryźć sytuację, by móc wreszcie przeprowadzić kontrolę tego terenu - informuje Anna Sanocka-Silska, podinspektor odpowiedzialna w Urzędzie Miasta za sprawy środowiska.

Jak dotąd miejskim urzędnikom ani razu nie udało się wkroczyć na teren ośrodka. A powinni, żeby zakończyć postępowanie i zmusić właściciela do usunięcia nielegalnie składowanych odpadów.

- Z formalnego punktu widzenia ziemia i gruz w tych ilościach stanowią odpady, a przedsiębiorca składuje je bezprawnie - słyszymy w urzędzie. - Widać, że dla tego pana bardziej liczy się własny interes.

ZOBACZ TEŻ: Wycena środowiska. Studenci przeliczają, ile warta jest przyroda na Półwyspie Helskim

Co w związku z tym zamierza zrobić urząd?

- Rozważamy zgłoszenie sprawy prokuraturze, gdyż utrudnianie kontroli stanowi złamanie prawa. Radcy prawni mają też określić, czy możliwe jest wykorzystanie materiałów zgromadzonych na tym terenie przez inne instytucje - mówi Sanocka-Silska.
Chodzi przede wszystkim o wykorzystanie zdjęć oraz protokołów oględzin z kontroli przeprowadzonej w lipcu przez Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska w Gdańsku.
Jednak według naszych ustaleń, urzędnicy nie wyczerpali wszystkich możliwości - czy wręcz obowiązków - wynikających z obowiązującego prawa.

- Jeśli gminni inspektorzy odbijają się od płotu, to powinni przede wszystkim zawiadomić Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska. To wynika wprost z ustawy - podkreśla osoba odpowiedzialna za postępowania środowiskowe w jednym z pomorskich samorządów.

Chodzi o artykuł 379 ustawy prawo ochrony środowiska, który w punkcie 5 mówi, że: "Wójt, burmistrz lub prezydent miasta (...) występują do wojewódzkiego inspektora ochrony środowiska o podjęcie odpowiednich działań będących w jego kompetencji, jeżeli w wyniku kontroli organy te stwierdzą naruszenie przez kontrolowany podmiot przepisów o ochronie środowiska lub występuje uzasadnione podejrzenie, że takie naruszenie mogło nastąpić". Wraz z zawiadomieniem przekazywana jest też cała dokumentacja sprawy.

A kompetencje inspektorów ochrony środowiska są bardzo szerokie. W skrajnych przypadkach inspekcja ma nawet prawo wydać decyzję o wstrzymaniu działalności prowadzonej z naruszeniem wymagań związanych z ochroną środowiska, a to dla przedsiębiorcy surowa konsekwencja.

- WIOŚ to rodzaj policji środowiskowej. Ma prawo bez pytania, o każdej porze dnia, także w nocy, wkroczyć na teren posesji i wykonać konieczne badania - tłumaczy nasz rozmówca. - A jeśli ktoś inspektorów WIOŚ nie chciałby wpuścić na teren, to musi się liczyć z użyciem siły. Na miejsce może być wezwana policja, która ma obowiązek umożliwić wejście inspektorom, nawet pod przymusem.

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 5

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

J
Jacek

Jeśli właściciel nawiózł gruzu - to tym samym umocnił półwysep . I należy mu się nagroda a nie najazdy urzędników - oczekujących pewnie na koperty. Trzymam kciuki za właściciela .

J
Jacek

Właśnie ten właściciel jeśli nawiózł gruzu to umocnił półwysep - i należy mu się nagroda a nie sankcje i najazdy urzędników . W Polsce jest wszystko postawione na głowie. Trzymam kciuki za właściciela .

o
obserwator

Tak tylko może być w mafijnych Włoszech lu b w Afryce.W Europie nie do pomyślenia.Należy wyegzewkować prawo przez organa ścigana a na właściciela nałożyć wielką grzywnę i nakazać przywrócić
teren do pierwotnego wyglądu.I tyle.Nic wielkiego.

K
Koro_lew

muszą się jakośc bronić przed żywiołem.Bo Gmina sama nie zadba o nic

m
mieszkaniec

cyt,....Burmistrz Władysławowa Grażyna Cern zapowiada zdecydowane kroki, ale w magistracie słychać, iż sprawa utknęła w martwym punkcie i na razie nie widać jej rozwiązania

Odwołać Panią burmistrzynię,.. Od czego jest nakaz prokuratury,.. Jest to teren wszystkich Polaków nie tylko gminy. Przyroda na Półwyspie Helskim jest bezcenna, dbajmy o naszą perełkę,...Władze nieruchomości nadmorskich to ludzie interesu,.. Od morza po Tatry,.. Za przysługi dostają się do centralnych urzedów,.. Nie ma pracy dla mieszkańców , nie ma mieszkań dla mieszkańców, nawet na sezon zatrudnia się ludzi z innych miejscowości,..A jak juz ich się zatrudni, to są oszukiwani. Skargi do urzędów na pracodawców zostają bez odpowiedzi,..

Dodaj ogłoszenie