Władysław Zawistowski: Dlaczego warto czytać Sienkiewicza?

rozm. Barbara Szczepuła
Władysław Zawistowski: Sienkiewicz bardzo dobrze oddaje ducha epoki, w której polskość utożsamiano z katolicyzmem
Władysław Zawistowski: Sienkiewicz bardzo dobrze oddaje ducha epoki, w której polskość utożsamiano z katolicyzmem Przemek Świderski
Mało się zmieniliśmy od XVII wieku. Nadal wierzymy ślepo w jedną prawdę i odrzucamy wszystkie inne - mówi Władysław Zawistowski.

Czy Wałęsę można porównać do Kmicica?
Ależ nie! To, że jeden i drugi w młodości pobłądził, a potem swoim życiem i poświęceniem dla ojczyzny odkupił grzechy, nie daje podstaw do takich porównań. Grzechy Wałęsy były znikome w porównaniu z czynami Kmicica, a on sam stał się wielkim historycznym przywódcą narodu i - jeśli miałbym szukać dla niego pierwowzorów literackich - to raczej u Szekspira. Wskazałbym choćby Koriolana, wodza rzymskiego, od którego odwraca się własny naród manipulowany przez jego wrogów.

Kmicic jest chyba najbardziej lubianą postacią Trylogii.
To prawda, ale jeśli z dzisiejszego punktu widzenia spojrzeć na Kmicica, to popełnił czyny niewybaczalne. Nie chodzi nawet o zdradę, bo zdrada była wtedy udziałem praktycznie całej polskiej elity szlacheckiej, która przysięgała wierność albo królowi szwedzkiemu, albo carowi. Grzechy główne Kmicica to rozbój, mordowanie ludzi, palenie wsi.

Oleńka mu jednak wybaczyła.

W patriotycznym odruchu serca. Wszak bronił króla! Bronił Najświętszej Panienki! Gdyby jednak Sienkiewicz pisał Trylogię za czasów PRL, to on sam byłby dziś nazwany zdrajcą i kłamcą. Przecież pokornie podporządkował się cenzurze obowiązującej w Królestwie Polskim. Proszę zauważyć, że w Trylogii w ogóle nie ma jednego z głównych wrogów Rzeczpospolitej, czyli Rosji, a właściwie, jak wówczas mówiono - Moskwy! W opisywanych przez Sienkiewicza nieszczęściach, które spadły na Rzeczpospolitą, brakuje kluczowego ogniwa. Trylogia zaczyna się w 1648 roku od powstania Chmielnickiego, które Sienkiewicz opisuje w moim odczuciu genialnie: to narastające zagrożenie, zbliżający się wybuch, który w końcu następuje. Pierwsze rozdziały „Ogniem i mieczem” są mistrzowskie. Pokazują zgodnie z prawdą, że lud rusiński, dziś powiedzielibyśmy ukraiński, miał powody, by się zbuntować. Przy całej dzikości i okrucieństwie Kozaczyzny…

Pisze jednak o Kozakach: tłuszcza, motłoch, czerń…

Bo tak ich postrzegano w XVII wieku, a Sienkiewicz przyjmuje właśnie taki „wewnętrzny” punkt widzenia. Opisuje szczegółowo, jak na przykład Kozacy księcia Czetwertyńskiego piłą rżnęli, natomiast okrucieństw Polaków już tak nie eksponuje. Nie pisze o pacyfikacjach Ukrainy w późniejszych latach, kiedy to szczególnym okrucieństwem wykazał się Stefan Czarniecki, nasz bohater narodowy. Współczesny Ukrainiec może się poczuć urażony taką jednostronnością, ale nie można Trylogii czytać ahistorycznie, bo to nie jest kwestia stronniczości Sienkiewicza, ale punktu widzenia, jaki nie tyle przyjął, co starał się wyrazić. Dodajmy - bardzo sugestywnie...


To była wojna domowa.

Do pewnego momentu. Gdy Chmielnicki, który prowadził wyrafinowaną politykę zagraniczną, postawił na rosyjską kartę, oddał się pod opiekę cara i wciągnął w konflikt w 1654 roku Wielkie Księstwo Moskiewskie, ta wojna zyskała inny wymiar. Szwedzi w rok później skorzystali z okazji i najechali państwo słabe, którego jedna trzecia - prawie całe Wielkie Księstwo Litewskie - była pod okupacją Moskwy. Sytuacja była w jakiś sposób podobna do tej z 1939 roku, kiedy Sowieci uderzyli na Polskę, której dużą część zajęli wcześniej Niemcy. Zwycięstwo Szwedów w 1655 roku nie było trudne, bo polegało nie tylko na ich przewadze militarnej, ale właśnie politycznej. Sienkiewicz o tym wyraźnie nie pisze.

Uprawia propagandę sukcesu?
Przede wszystkim jest zakochany w królu Janie Kazimierzu i w królowej Ludwice Marii. Próbuje ich kreować na świetnych władców i wielkich patriotów, co nie do końca odpowiada prawdzie. Stara się zatuszować fakt, że Szwedzi wchodzą w momencie, gdy Korona jest w stanie otwartej rebelii, a szlachta dąży do detronizacji króla. Chce zmienić władcę w zamian za ratowanie „substancji narodu”, czyli swojego życia, majątków i przywilejów. Uważano, że to jest wartość większa niż wierność temu czy innemu królowi. Te masy szlachty pod Ujściem, te hołdy, przysięgi na wierność królowi Szwecji…

A śluby Jana Kazimierza w katedrze lwowskiej? Obietnica poprawy losu chłopów? „Postaram się, aby lud królestwa mojego od uciemiężenia i niesprawiedliwych ciężarów był oswobodzony”.

Gdy dziś słyszę, że ktoś chce koronować Jezusa Chrystusa na króla Polski, przypominam sobie te śluby, akt oddania Rzeczpospolitej w opiekę Najświętszej Marii Panny i nie waham się nazwać to wydarzenie propagandowym.

Propagandowym?

Król był gorliwym katolikiem, więc niewątpliwie istotny był dla niego aspekt religijny, ale ważniejszy był sens polityczny tego aktu, bo Polacy uwierzyli, że Matka Boska opiekuje się nimi w sposób szczególny. Król wydał też uniwersały, które pozwalały chłopom odejść od pana, chwycić kosę i bić wroga. Tysiące ludzi tak zrobiło i ruszyło na Szweda. Liczyli na poprawę swojego losu. To oni szczególnie zasłużyli się w oblężeniu Warszawy, które zresztą Sienkiewicz barwnie opisuje. Ale w kilka miesięcy później, po nierozstrzygniętej walnej bitwie, armia polska wycofała się, zostawiając na prawym brzegu Wisły kilkanaście, może nawet kilkadziesiąt tysięcy bezbronnych chłopów (z rodzinami). Co z nimi zrobił Karol Gustaw? Kazał konnym oddziałom zepchnąć te tłumy do Wisły i wysiec. Wszyscy zginęli, nikt nie próbował ich bronić. Tego już jednak u Sienkiewicza nie znajdziemy.

Pierwszorzędny pisarz drugorzędny - jak powiedział Gombrowicz.
Powiedziałbym przewrotnie, że im bardziej drugorzędny (czyli „popularny”), tym bardziej pierwszorzędny (bo artystycznie doskonały). To połączenie niezwykle rzadkie, nic zatem dziwnego, iż miał Sienkiewicz niezliczone rzesze czytelników. Fenomen popularności Trylogii jest niepowtarzalny. Żeromski wspomina, że w jakimś biednym małym miasteczku tłum co tydzień czekał na pociąg, który przywoził jedną jedyną gazetę z kolejnym odcinkiem „Ogniem i mieczem”. Na dworcu ktoś zaczynał głośno czytać, a reszta słuchała w skupieniu.

Zamawiano podobno msze za duszę pana Podbipięty, gdy zginął pod Zbarażem.
Sienkiewicz miał ogromny talent w rysowaniu postaci i charakterów.

No, nie wiem, Skrzetuski na przykład jest postacią papierową.

Ale Zagłoba, Rzędzian, Podbipięta już nie! To są typy, które spotykamy w literaturze od niepamiętnych czasów. Zagłoba to żołnierz samochwał, Rzędzian to sprytny sługa z komedii dell’arte - i tak dalej. Bardzo słabe natomiast są kobiety. Istnieją niemal wyłącznie jako przedmiot westchnień. Istotą akcji wszystkich trzech powieści jest w gruncie rzeczy pogoń za kobietą. Porwaną, uwięzioną… Chociaż Anusia Borzobohata jakoś się broni…

A Basia Wołodyjowska?
No, Basia też, oczywiście. Ciekawe, że wszyscy główni bohaterowie Sienkiewicza mają swoje historyczne pierwowzory. Skrzetuski, Wołodyjowski, Kmicic, Bohun, Bogusław Radziwiłł. Czasami Sienkiewicz bierze autentyczny epizod i obudowuje go własną literacką wizją. Tak jest w przypadku Skrzetuskiego, który rzeczywiście przedarł się z oblężonego Zbaraża do króla. Reszta się nie zgadza, bowiem historyczny Mikołaj Skrzetuski był straszliwym zabijaką, a powieściowy Jan to rycerz bez skazy. Prawdziwy Kmicic zrobił niezłą karierę, został dygnitarzem Wielkiego Księstwa Litewskiego i ożenił się z księżniczką grecką. A dowódca z niego był marny, w potyczkach zawsze dostawał w skórę, o czym nawet pisze Pasek. Wołodyjowski z kolei pochodził ze skromnej rodziny i nie wiadomo, co robił w czasie wojen kozackich czy szwedzkiego potopu. Zanotowano jego obecność dopiero w Kamieńcu Podolskim. Obrona Kamieńca jest autentyczna, widać, że Sienkiewicz korzystał z pamiętników, nazwiska, imiona, epizody, wszystko się zgadza. Oprócz finału, czyli wysadzenia twierdzy, które w istocie było dziełem przypadku bądź sabotażu, a nie manifestacyjnym samobójstwem. Na tym przykładzie widać, że narracja literacka może zupełnie przykryć fakty. Wołodyjowski i Ketling, a za nimi cały tłum szlachty, rzeczywiście przysięgali w kościele, że będą bronić twierdzy do końca. Nie traktowano jednak tego serio, to była retoryka. Teraz też prezydent najpierw przysięga na konstytucję, a potem uważa, że to tylko słowa.

Ale wybuch w Kamieńcu miał miejsce.
W momencie gdy nastąpił, Wołodyjowski wyprowadzał swoje oddziały z twierdzy, bo były potrzebne Sobieskiemu do obrony Podola. I dostał odłamkiem w głowę. Nie było pogrzebu w Stanisławowie, żaden hetman tam się nie pojawił. Ale śmierć Wołodyjo-wskiego stała się sławna w Rzeczpospolitej i miała - już wtedy - wymiar symboliczny.

Wróćmy do Baśki.
Sienkiewicz wymyślił na żonę dla Wołodyjowskiego sympatyczną i młodziutką trzpiotkę, a gdy zaczął grzebać w źródłach, okazało się, że Basia (w rzeczywistości Krysia) miała wcześniej trzech mężów! Wszyscy zginęli w bitwach. Zresztą po śmierci pana Michała też wyszła za mąż - po raz piąty! Sienkiewicz się załamał, fabuła zaczęła mu się sypać, napisał nawet list do hrabiego Tarnowskiego, profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego, że rezygnuje z pisania książki. Profesor poradził, żeby się nie przejmował, bo to przecież fikcja literacka. No i pan Michał pojął Baśkę za żonę.

Czy postacie Sienkiewiczowskie mogą być atrakcyjne dla współczesnej młodzieży?

Raczej nie. To jest nieprzekładalne na nasze doświadczenia i nasze realia. Podobny problem mamy ze zmitologizowanymi biografiami Żołnierzy Wyklętych. Też byli dzielni i odważni, ale czy wzorem może być dziś ktoś, kogo główną cnotą jest gotowość walki i śmierci za ojczyznę? To jest psychologicznie fałszywe, bo dziś nie ma na szczęście potrzeby umierania za ojczyznę.

Ale Żołnierze Wyklęci stali się bohaterami dla młodych Polaków.
Bohaterami - tak. Ale czy wzorcami osobowymi? Czytając Trylogię, możemy szukać odpowiedzi na pytania dotyczące na przykład wierności i lojalności w stosunku do wspólnoty i władcy. Cały „Potop” to przecież historia zdrady. Elity odstąpiły swojego króla Jana Kazimierza, któremu przysięgały, a potem w zmienionej sytuacji politycznej do niego wróciły. Gdyby Sienkiewicz był do bólu szczery, to napisałby, co się stało dalej z państwem, królem, elitami. Ale tymczasem kończy „Potop” w roku 1656, czyli w drugim roku wojny szwedzkiej, która trwa jeszcze cztery lata, aż do pokoju oliwskiego. A Kmicic wraca do Wodoktów, leczy się i żeni z Oleńką, i pewnie już nie idzie na wojnę. Akcja „Pana Wołodyjowskiego” zaczyna się w roku 1671, a to znaczy, że minęło piętnaście lat, nad którymi Sienkiewicz się prześlizguje. Dlaczego? Bo nie może z powodów cenzuralnych pisać o tym, co się zdarzyło w roku 1660, zwanym potem przez polską historiografię „cudownym rokiem”. Polacy wygrali wtedy dwie bitwy, w których ostatecznie pokonali Moskwę. Pierwsza to bitwa pod Cudnowem, w której dowodził Jerzy Lubomirski, bitwa niezwykle ważna i niezwykle okrutna, oraz druga, nad Połonką, gdzie wojskami polsko-litewskimi dowodzili Sapieha i Czarniecki.

Co dalej?

Lubomirski, upojony zwycięstwem pod Cudnowem, tak urósł, że przestał liczyć się z królem i wzniecił rokosz. W największej i najkrwawszej bitwie tej wojny domowej, czyli bitwie pod Mątwami (1666 rok), zginęło znacznie więcej polskich żołnierzy niż w największej bitwie potopu! Szlachta wycięła pięć do siedmiu tysięcy swoich rodaków, tyle że ubranych w inne mundury. Głównym motorem tej strasznej wojny domowej była zapiekła osobista (nie polityczna!) nienawiść Lubomirskiego do pary królewskiej. Najgorsze było to, że potrafił tą nienawiścią zarazić innych, pogrążając kraj na lata w odmętach anarchii.

Coś mi to przypomina. Skłonność do nienawiści, kłótni i awantur jak widać mamy w genach.
Pewien mechanizm psychologiczny nakręcania się, absolutyzowania jednej narracji, braku zdolności do kompromisu - na pewno. Studiowałem dokumenty z tamtych lat i byłem zdumiony, jak mało się zmieniliśmy. Nadal wierzmy ślepo w jedną prawdę i odrzucamy wszystkie inne. W epoce, o której rozmawiamy, uważano za wielką wartość liberum veto. Nawet jeśli z jego powodu sejmy zostaną sparaliżowane i przestaną działać, jeśli wejdą obce wojska i wszystkich nas wybiją, to i tak warto go bronić - pisał jeden z obrońców liberum veto.

Sienkiewicz stawia znak równania między polskością i katolicyzmem.
Sienkiewicz bardzo dobrze oddaje ducha epoki, w której polskość rzeczywiście utożsamiano z katolicyzmem. Wśród obrońców Zbaraża są też protestanci i gdy umiera jeden z nich, Zagłoba strasznie pomstuje, że kalwiński pastor będzie „te wstrętne obrzędy Panu Bogu niemiłe czynił”. Taki był sposób myślenia ówczesnej szlachty. Kończyła się polska tolerancja. Jeszcze do 1648 roku w Senacie Rzeczpospolitej zasiadało wielu prawosławnych, kalwinów, luteran. Po potopie już nie ma ich wcale. Bracia polscy zostają wypędzeni, przyjmuje się prawa zabraniające innowiercom wstępu do Senatu. Ostatnim jest chyba opisany w „Ogniem i mieczem” prawosławny senator Adam Kisiel. Narasta też ksenofobia. Pamięta pani, co mówi Kmicic o Lapończykach, którzy walczyli w armii Karola Gustawa? Żeby mi król takiego jednego podarował, kazałbym go uwędzić i w Orszy w kościele powiesić, gdzie z innych osobliwości strusie jaje się znajduje. To też pokazuje mentalność ówczesnej szlachty. Nawiasem mówiąc - ukochany przez Sienkiewicza hetman Sapieha, wódz żaden, a politycznie - wyjątkowy szkodnik, po zajęciu Lublina (w 1656 roku) kazał ściąć 800 Lapończyków, którzy stanowili tam szwedzką załogę, a poddali mu się „na wiarę”.

Sienkiewicz wykreował piękny mit obrony Częstochowy, choć podobno pod Jasną Górą praktycznie nie było Szwedów.
Prawie nie było, oddziały oblężnicze składały się z Polaków i Niemców, ale też Jasna Góra jako twierdza nie miała właściwie żadnego znaczenia strategicznego, a Szwedom chodziło o opróżnienie skarbca. Nie docenili jednak morale załogi i potencjału obronnego Polaków, oblegali czas jakiś klasztor i w końcu odstąpili, bo nie mieli armat.

A kolubryna?
Nie mieli żadnej kolubryny. Natomiast ksiądz Kordecki wkrótce po oblężeniu Jasnej Góry opisał tę historię, ułatwił więc Sienkiewiczowi zadanie, można powiedzieć, że podsunął mu gotowca. Jeśli zaś chodzi o obraz Matki Boskiej Częstochowskiej, to Kordecki przezornie wywiózł go w porę do klasztoru na Śląsku, gdzie bezpiecznie przeczekał szwedzką nawałnicę. Więc szramy na twarzy Madonny, które jakoby zadał jej szwedzki żołdak, są wynikiem jakiegoś innego, nieznanego zdarzenia. Sienkiewicz o wywiezieniu obrazu nie pisze - czy zatem świadomie zafałszował historię? Zacząłem to badać i doszedłem do tego, że książeczka Kordeckiego miała wiele wydań, a niektóre zostały ocenzurowane. W późniejszych wydaniach informacji o wywiezieniu obrazu już nie było. Sienkiewicz mógł więc o tym nie wiedzieć.

Stanisław Brzozowski pisał, że Sienkiewicz to klasyk polskiej ciemnoty i szlacheckiego nieuctwa.
Sądzę, że Brzozowski posunął się za daleko. Sienkiewicz znakomicie pokazuje mentalność epoki, w której szlachta rwała się do szabli, nie do szkół. Kto chce ten obraz przyjmować bezkrytycznie, poprzestanie na „pokrzepianiu serc”. Ale u Sienkiewicza są też diagnozy powodów, dla których państwo polskie znalazło się w tragicznym położeniu. Spróbujmy sobie jednak wyobrazić, że nie mamy Trylogii! Co nam zostaje? Kraszewski ze swoją „Starą baśnią”? Anglicy mają Waltera Scotta, Francuzi Alexandra Dumasa, a my - Henryka Sienkiewicza! Fakt, iż jest to najpopularniejsze polskie dzieło literackie, stanowi pewne intelektualne wyzwanie dla kolejnych pokoleń. Jest to istotny punkt odniesienia dla myślenia o polskiej historii, bez względu na to, czy wizja literacka Sienkiewicza nas krzepi, czy drażni. I to jest ogromne artystyczne zwycięstwo tego „drugorzędnego” pisarza.

Władysław Zawistowski

Poeta, dramaturg, krytyk literacki i teatralny, autor słuchowisk radiowych. Tłumacz, wspólnie z Jerzym Limonem przekłada dramaty Szekspira i innych autorów elżbietańskich. Razem również założyli Fundację Theatrum Gedanense. Wieloletni kierownik literacki Teatru Wybrzeże. Obecnie dyrektor Departamentu Kultury w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Pomorskiego.
Autor leksykonu „Kto jest kim w Trylogii Henryka Sienkiewicza”.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie