Wiktor Hajdenrajch nie jest już prezesem zarządu szpitala w Kościerzynie

Joanna SurażyńskaZaktualizowano 
29 czerwca 2018 skończyła się kadencja prezesa zarządu szpitala w Kościerzynie. Podczas walnego zgromadzenia akcjonariuszy zdecydowano, że misja dalszego prowadzenia placówki zostanie powierzona nowemu zarządowi. Do czasu jego powołania delegowano na tę funkcję Marzenę Mrozek, dyrektora Departamentu Zdrowia Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego.

Z końcem kadencji wygasła też umowa prezesa Hajdenrajcha. Dotychczasowy prezes objął stanowisko po oddłużeniu kościerskiego szpitala przez Samorząd Województwa Pomorskiego (koszt oddłużenia wyniósł ponad 90 mln zł). W czasie pełnienia funkcji prezesa przez Wiktora Hajdenrajcha doszło do ponownego zadłużenia – na koniec 2017 roku strata szpitala wyniosła ponad 12 mln zł, a zobowiązania wymagalne wzrosły do ponad 9,5 mln zł, co zagraża działalności placówki. W ubiegłym roku kościerski szpital dwukrotnie otrzymał też karę z NFZ na łączną kwotę ok. 800 tys. zł.

- Prezes Hajdenrajch nie zrealizował planu naprawczego placówki, do którego został zobowiązany podczas pełnienia swojej funkcji - mówi Michał Piotrowski, rzecznik prasowy Urzędu Marszałkowskiego w Gdańsku. - Nie przedstawił też wizji poprawy sytuacji szpitala, która byłaby akceptowalna dla właściciela i nie zagrażałaby płynności działania szpitala. W związku z tym walne zgromadzenie nie zdecydowało się na kontynuację współpracy z dotychczasowym prezesem. W obecnej sytuacji szpital wymaga kolejnych działań naprawczych, które zapewni nowy zarząd spółki.

Do czasu powołania nowego zarządu funkcję tę pełnić będzie Marzena Mrozek, dyrektor Departamentu Zdrowia UMWP, która ma doświadczenie w zarządzaniu podmiotami leczniczymi.

Wiktor Hajdenrajch komentuje sprawę zadłużenia szpitala:
- W połowie 2016 roku NFZ prawem kaduka zabrał nam 700 tys. zł miesięcznie czystej, zapracowanej gotówki, przez obniżenie wycen procedur w kardiologii - mówi Wiktor Hajdenrajch. - NFZ zabrał nam marżę, czyli różnicę pomiędzy Przychodami (tym, co płacił) a Kosztami (tym, co my wydawaliśmy na tę procedurę) obniżając ją prawie 10 krotnie! Jeśli wcześniej dana procedura dawała powiedzmy 100 zł marży, teraz daje 10 zł. Zabranie nam 700 tys. zł miesięcznie na kardiologii, czystego zysku, to rocznie około 8 400 000 zł, te środki utrzymywały 12 przynoszących koszmarne straty oddziałów, w tym oba ZOL, wszystkie rehabilitacje, i tak dalej i tak dalej. Środki zabrano, oddziały z niebotycznymi stratami pozostały. I co mamy zrobić? Które oddziały wyrzucić? A ponieważ to zdarzyło się w całej Polsce, zniknęły wszystkie prywatne kliniki kardiologiczne (zrealizowały zyski!!) pozostali Pacjenci, którzy obecnie są leczeni w szpitalach publicznych. I żeby wyrobić kontrakt (bo ten akurat pozostał na niezmienionym poziomie) trzeba leczyć o ok. 40% więcej pacjentów, a to daje o ok. 40% więcej kosztów zmiennych. Mamy więc zmniejszoną marżę, zwiększone koszty, a trzeba z tego wyżywić kilkanaście oddziałów z permanentną stratą.

- Drugi aspekt to doskonały, kliniczny wręcz przykład działania prawa popytu i podaży - dodaje Wiktor Hajdenrajch. - W ub. roku, gdy zmieniał się system płatności z kapitałowego na budżetowy lekarze zatrudnieni w oparciu o kontrakty zawinszowali sobie sumarycznie o ok. 500 000 zł miesięcznie więcej, po długich, bo ponad 5 miesięcznych negocjacjach, zeszli do 300 tysięcy miesięcznie więcej. Nie miałem wyjścia: Do konkursu stanęli wyłącznie lekarze związani z naszym szpitalem, ci, co byli spoza - dali ceny totalnie zaporowe. Nie ma lekarzy na rynku, a więc, zgodnie z prawem popytu i podaży: Jeśli popyt przekracza podaż - Cena równowagi idzie do góry, więc poszła. Policzmy zatem: 700 tys. zabrano z tytułu kardiologii, 300 tys. dołożyli lekarze, czyli razem ok. 1 mln zł miesięcznie mamy mniej, 12 000 000 zł rocznie mniej!, co musiało wygenerować ok. 9 mln zł zobowiązań wymagalnych. A dodatkowo w tym czasie ceny leków poszły o ok. 7% do góry, inne grupy zawodowe też zawinszowały sobie podwyżek, nie było kontraktowania, czyli nie było żadnej dodatkowej kasy możliwej do zarobienia. Proszę powiedzieć, który szpital wytrzyma pogorszenie warunków finansowych o około 13%?

Czytaj także: Śmierć dziecka w szpitalu w Kościerzynie. Czy lekarka stanie przed sądem? Wkrótce koniec śledztwa ws. śmierci 5-letniej Kingi

Peryskop

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 2

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

R
RR

Sama prawda i tylko prawda. Zgadzam się z Panem prezesem jak i z moim poprzednikiem piszącym tutaj.

Q
QWERTY

Moim zdaniem gdyby Prezes realizował program naprawczy firmy Know How to dziś zadłużenie placówki byłoby dwukrotnie większe a personel medyczny zdziesiątkowany. Jak można realizować plan sprzed 5 lat gdy w najlepszym wypadku co pół roku zmieniają się zasady finasowania i wyceny w NFZ. Wg tego planu jak to ujęto lokomotywami rozwoju szpitala miały być oddziały, które po zmianach wycen procedur są tylko oddziałami bilansującymi się. Kto w tym planie zakładał, że dziś onkologia będzie priorytetem nielimitowanym w NFZ? Taki jest sens tzw planów naprawczych przy tak wielu zmiennych w tracie roku. Pomysł tak dobry jak tworzenie ze szpitali spółek prawa handlowego w limitowanym systemie płatności, na który tylko polityka ma wpływ.Tak więc ten zarzut ze strony UMWP jest totalnie chybiony, gdyż świadczy o niezastosowaniu przysłowiowego ,,gwoździa do trumny " przez zarząd szpitala. Jeszcze jedno sprostowanie. Szpital nie został oddłużony do zera. Zostały faktycznie wpompowane takie środki, ale podzielono je na miedzy innymi na częściowe pokrycie zadłużenia jak i na modernizację. Spółka nie startowała z zerowym stanem bilansowym.

Dodaj ogłoszenie