Wierzę w kino i, moim zdaniem, ono się utrzyma, co nie znaczy, że każdy gracz ten kryzys przetrwa – mówi Anna Kądziela-Grubman

Gabriela Pewińska
Gabriela Pewińska
– W branży kin też przejdzie wielka burza. Kilka dni temu Disney zamknął swoje studio animacji „Blue Sky”, w którym powstała min. „Epoka lodowcowa” – mówi Anna Kądziela-Grubman, prezes Stowarzyszenia Kulturalnego Hamulec Bezpieczeństwa, dyrektor programowa Sopot Film Festivalu, kuratorka wielu przeglądów i festiwali filmowych, selekcjonerka festiwalowa Anna Kaczmarz / Dziennik Polski / Polska Press
W branży kin też przejdzie wielka burza. Kilka dni temu Disney zamknął swoje studio animacji „Blue Sky”, w którym powstała min. „Epoka lodowcowa” – mówi Anna Kądziela-Grubman, prezes Stowarzyszenia Kulturalnego Hamulec Bezpieczeństwa, dyrektor programowa Sopot Film Festivalu, kuratorka wielu przeglądów i festiwali filmowych, selekcjonerka festiwalowa. – Przygotowujemy organizacyjnie kina plenerowe i kilka innych tematycznych, trzymamy rękę na pulsie, wystartujemy z końcem czerwca jak tylko będzie to możliwe.

Jaki był dla kina rok 2020?

Był jednym z najbardziej tragicznych dla branży filmowej i kinowej. Dwukrotne zamknięcie sal kinowych – wiosną, a potem jesienią, wstrzymane premiery filmowe, zarówno w kinie autorskim, jak i komercyjnym, kilkukrotnie przekładane terminy festiwali filmowych, a nawet odwołanie tych najważniejszych, jak festiwal w Cannes, gdzie ostatecznie nastąpiła jedynie oficjalna selekcja do każdego konkursu i sekcji festiwalowej.

Pandemia przyniosła katastrofalne skutki, nie tylko w branży dystrybucyjnej, ale też produkcyjnej. Wstrzymane plany zdjęciowe, zamykane studia filmowe. Przy tych zawirowaniach publiczność wcale nie ruszyła szturmem w maju 2020 r. do kin, a ograniczenia frekwencji do 25 proc. nie pomogły branży odbić się finansowo.

To był bardzo trudny czas, jego skutki będą odczuwalne jeszcze przez wiele lat. Branża się skurczy, ale to nie znaczy, że zniknie. Producenci i dystrybutorzy poszukiwali nowych rozwiązań, kontaktu z widzem i możliwości zarabiania – wszyscy przeszliśmy do online.

Na platformach ogólnodostępnych pojawiło się sporo świetnych tytułów, również komercyjnych. Zaczęły powstawać nowe platformy, jak Mojeekino.pl, które zrzesza wybrane kina studyjne i lokalne – mogliśmy tam obejrzeć, mam wrażenie, wszystkie filmy z ostatnich 5 lat, bez ograniczeń czasowych, oraz świetne premiery w wybranych terminach. Z jednej strony wybór był przeogromny i Polacy stali się bardzo szybko ekspertami filmowymi, oglądając wszystko na potęgę, a z drugiej strony dużo cennych tytułów oczekuje wciąż na lepsze czasy. Dystrybutorzy czekają, aż wszystko wróci do normy i znowu będziemy mogli tłumnie chodzić do kin.

Bardziej okaleczone zostały kina małe czy multipleksy?

Trudno o rozstrzyganie, który gracz na rynku ucierpiał bardziej w tym kryzysie. Małe kina, zrzeszone zazwyczaj w sieci kin studyjnych i lokalnych, funkcjonują często jako część miejskiej instytucji kultury, są dofinansowane przez miasta, urzędy marszałkowskie itp.

Prywatne inicjatywy z kolei, często też rodzinnie prowadzone, musiały zawiesić działalność. W Warszawie zamknęła się Kinoteka – pięciosalowe kino studyjne w Pałacu Kultury i Nauki, wstrzymali działalność na czas nieokreślony, pytanie – czy uda się powrócić?

Multipleksy natomiast, również te działające w Polsce, to międzynarodowe korporacje o ogromnym kapitale, które wielkie koszty działalności muszą pokryć równie wielkimi przychodami z filmowych hitów, filmów familijnych i działalności towarzyszącej kinu – reklamy, gastronomia, eventy. Im nie wystarczy na przetrwanie 25 czy nawet 50 proc. publiczności w maseczkach. Multipleksy przetrwają, wrócą na rynek dopiero wtedy, gdy nad pandemią rzeczywiście uda się bardziej zapanować, zreformują się, dostosują do nowych realiów. Są uzależnione od wysokobudżetowych produkcji z Hollywood, a te są jeszcze wstrzymywane, bez tego kontentu ich działalność jest nieopłacalna.

W całej branży ucierpią ludzie, tracąc pracę. Mniejsze kina na pewno szybciej wrócą do gry, co już pokazał weekend otwarcia – 12 lutego wystartowało około 240 kin w Polsce, co stanowi 60 proc. rynku.

Mówi się, że rok 2020 to koniec kina w wersji klasycznej. Że szeroka oferta Internetu zwycięży nad salą kinową.

Nie wierzę w śmierć kin, myślę, że one są ponadczasowe. Żadne vod, telewizor, komputer czy nawet wielkoformatowe oglądanie w domu nie mogą równać się z oglądaniem filmu w sali kinowej.

Ta unikatowość doznania dotyczy zarówno kina komercyjnego – gdzie tylko w porządnej sali z odpowiednim nagłośnieniem możemy docenić wszystkie efekty specjalne filmu i kilkuletnią pracę specjalistów – ale również filmów z nurtu slow cinema i kina autorskiego, dla którego nie ma lepszych warunków niż sala kinowa.

To jest specyficzne uczucie obcowania z medium, jakim jest film w kinie. To świątynia filmu. Te świątynie zostaną, a my widzowie znowu zaczniemy do nich tłumnie chodzić. Kryzys zweryfikuje ich liczbę i profil działalności na rynku, ale kina ten kryzys przetrwają.

Jest różnica między oglądaniem najlepszych nawet filmów w domowym więzieniu, a w kinowej świątyni. Podobnie jak z wyjściem do teatru na spektakl czy słuchaniem muzyki na koncercie. Powoli, stopniowo, ale zaczniemy wracać do kin, jednak branża będzie latami podnosić się z tego kryzysu.

Chodzi się do kina, nie na film?

Do kina chodzi się z różnych powodów. Dla rozrywki, dla kontemplacji kina autorskiego, dla poznania świata, który oglądamy w filmie, z pasji i tzw. branżowego kolekcjonowania wszystkiego, co warte jest obejrzenia, dla samego wyjścia i spotkania się ze znajomymi, dla przyjemności. Odbioru filmu w kinie, czy komercyjnego czy artystycznego, nie można porównać z oglądaniem w domu. Kino zawsze zwycięży. Nic nie zastąpi tej sytuacji, kiedy jesteśmy sam na sam z obrazem. Repertuar powoli powraca, głównie do kin studyjnych, gdzie również w miniony weekend znalazło się premierowo kilka świetnych komedii, jak np. „Palm Springs”. Na repertuar komercyjny będziemy musieli poczekać dłużej, wszyscy czekają na covidową odwilż i otwarcie kin nie tylko w Polsce, ale na całym świecie. Premiera nowego „Jamesa Bonda” przesuwana była kilkukrotnie.

Tych prawdziwych kinomanów, którzy ponad wszystko wolą salą kinową od Internetu, jest wielu?

Kryzys pandemiczny w branży kinowej pokazał nam przede wszystkim drugą stronę medalu – możliwość onlinowego uczestniczenia w festiwalach, nie tylko tych na drugim końcu kraju, ale też świata. Możemy przez tydzień, z domowego fotela, uczestniczyć w American Film Festival czy nawet Sundance Film Festival, i spotkać się z twórcami na Q&A, które do tej pory odbywały się za zamkniętymi drzwiami. Niezależnie od tego, jak bardzo kochamy kino i jak wiele filmów obejrzymy w sali kinowej, nie odpuścimy tak szybko tej możliwości teleportowania się bardzo niskim kosztem. To dotyczy również filmów komercyjnych.

Niemniej, rynek się zmienia i pojawiają się też bardzo niepokojące dla kin i twórców pomysły, jak te firmy Warner, która ogłosiła, że wszystkie swoje filmy będzie wprowadzać równolegle do kin i na HBO Max. Takie pomysły odbierają nie tylko widzów kinom przyczyniając się do piractwa, ale spotykają się z powszechną niezgodą samych twórców. Jeśli długo wyczekiwana ekranizacja „Diuny” w reż. Denisa Villeneuve’a pojawi się równolegle w kinie i na platformie vod, to zaburzy ustanowiony porządek dystrybucyjny, przed czym bronią się dystrybutorzy, twórcy, kiniarze.

Dwutorowość oglądania filmów i hybrydowość imprez filmowych pozostaną z nami tak długo, aż wszystko wróci do normy, ale to właśnie stanie się nową normą. To będzie trend, z którego tak szybko żadna ze stron nie będzie chciała zrezygnować – onlinowe wydarzenia zataczają znacznie większe kręgi, przynoszą większą frekwencję, generują zyski, tylko że nie w kinach!

Co będzie z przeglądami filmowymi na plaży, na dachu?

Kina plenerowe jako takie mają się świetnie. Z roku na rok jest ich w całej Polsce coraz więcej i spełniają swego rodzaju funkcję objazdowego kina. Publiczność bardzo chętnie w nich uczestniczy. To jest specyficzny rodzaj seansu w wakacje pod gołym niebem. Ja mam to szczęście, że Kino Letnie w Orłowie i Kino na dachu Teatru Szekspirowskiego to są unikatowe lokalizacje, które dają wyjątkową atmosferę. Graliśmy przez całe wakacje przy 100 proc. frekwencji, a startowaliśmy z wielką obawą, czy publiczność nie będzie bała się przychodzić. Większość pokazów Sopot Film Festivalu również odbyła się w plenerze.

Nie wiem, jaki będzie ten sezon. Liczymy wszyscy, że nie gorszy niż poprzedni, a może nawet lepszy, jeśli chodzi o ograniczenia pandemiczne.

Przygotowujemy organizacyjnie oba kina plenerowe i kilka innych tematycznych, trzymamy rękę na pulsie, wystartujemy z końcem czerwca jak tylko będzie to możliwe. Nie będzie kłopotu z doborem repertuaru, choć warunki w branży ciągle ulegają zmianie.

Kino się odrodzi? A może narodzi się nowa kultura kina?

Wierzę w kino i, moim zdaniem, ono się utrzyma, co nie znaczy, że każdy gracz ten kryzys przetrwa. Jak w każdej branży, nastąpi swego rodzaju selekcja i weryfikacja. W tej branży też przejdzie wielka burza. Kilka dni temu Disney zamknął swoje studio animacji „Blue Sky”, w którym powstała m.in. „Epoka lodowcowa”.

Myślisz, że znasz te filmy świąteczne na pamięć? Zwróć uwagę...

Netflix będzie kręcił w Krakowie. Projekt na razie owiany tajemnicą

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie