Wiersz dla znudzonej pani. Rozmawiają Gabriela Pewińska i Henryk Tronowicz

Gabriela Pewińska, Henryk Tronowicz
Mat. prasowe
O francuskiej przewrotnej komedii (określanej też thrillerem) Françoisa Ozona "U niej w domu" rozmawiają Gabriela Pewińska i Henryk Tronowicz

Henryk Tronowicz: - "U niej w domu" to piramidalna blaga, zgodzi się Pani? Nie wiadomo, gdzie w tej opowieści biegnie granica między zmyśleniem a prawdą. Czy Ozonowi (twórcy pamiętnych "Ośmiu kobiet") udało się Panią wyprowadzić w pole?
Gabriela Pewińska: - Od początku było wiadomo, że Ozon bawi się literaturą, że to hołd złożony książkom, pasji czytania i pisania. Zresztą po literaturę Ozon sięga często. "U niej w domu" to adaptacja powieści Juana Mayorgi "Chłopiec z ostatniej ławki", "Osiem kobiet" - to z kolei sztuka Roberta Thomasa. W polskim teatrze wystawiano ją dość często. Aktorzy mówili o niej "Osiem dup i jeden trup".

H.T.: - Te cztery litery mają wreszcie miejsce, na jakie zasługują. Narracyjne krętactwo bywa siłą w literaturze i w nie mniejszym stopniu w kinie. Filmowcy z natury bazują na sztuczkach iluzji. Ozon w swoim filmie wywołuje takimi sztuczkami zabawny myślowy oczopląs.
G.P.: - Wchodzi w buty szesnastoletniego Claude'a, uzdolnionego licealisty, który okazuje niepospolitą pisarską wyobraźnię. Swemu profesorowi od francuskiego przynosi wypracowanie, w którym opisuje szczegóły dnia codziennego w domu swojego kolegi. Dom to typowy. Nudny, mieszczański. Króluje tu matka kolegi. Claude przygląda się jej, kiedy owa wiesza firanki. Pod spódnicą wirują "kształty kobiety klasy średniej".

H.T.: - Dwuznaczny udział w rozwoju intrygi ma nauczyciel francuskiego Germain, który szukając wśród swoich uczniów nowego Flauberta, steruje ryzykownie wyobraźnią Claude'a.
G.P.: - Nic dziwnego. Talent literacki i wyobraźnia chłopaka bezgranicznie go zafascynowały. Inni uczniowie na temat, co robili w weekend, napisali z rozbrajającą szczerością: "Nic".

H.T.: - W ów zakręcony układ ucznia z nauczycielem wplątuje się też niespełniona uczuciowo żona tegoż profesora. To w moim odczuciu najbardziej naiwna partia opowieści. Owa żona zdaje się być trzeźwą realistką. Ignoruje "Annę Kareninę"...
G.P.: - ...przeczytała jedynie dwie strony. Pierwszą i ostatnią. Rodzina, której dzień codzienny opisuje Claude w kolejnych wypracowaniach zdaje się jednak fascynować także ją. Wnosi w jej nudnawe życie element podniecenia.

H.T.: - Pani profesorowa prowadzi galerię sztuki współczesnej. Na jednej z wystaw prezentuje dmuchane lalki z sex shopu. Mają twarze dyktatorów, Hitlera, Stalina...
G.P.: - Nic więc dziwnego, że dobra literatura ze szkolnego wypracowania tak ją wciąga. Bo literatura ma niezwykłą moc. Pozwala nam uciec od lichoty życia. A to, co pisze szesnastolatek to trochę taki literacki, wysokiej próby "sitcom", podglądactwo. Każde jego wypracowanie kończy się słowem "c.d.n". I gdy słyszymy to "c.d.n" to , jak nauczyciel, oddychamy z ulgą. Cieszymy się, że będzie jakieś "dalej", że to jeszcze nie koniec. Kto wie do czego zdolny byłby profesor Germain, miłośnik literatury, by "czytać" tę historię w nieskończoność.

H.T.: - Kiedy Claude ma profesora dosyć i wyrzuca kolejne wypracowanie do kosza, on biegnie i kartki z tych śmieci wyciąga...
G.P.: - Segregacja intelektualna... Ten dom kształtnej kobiety z klasy średniej... Film reklamuje się na plakatach słowami: "Zrobiłbyś wszystko, by wejść". Pan też miałby ochotę tam się wślizgnąć?

H.T.: - Gdybym miał napisać reportaż... Nawet wybitni reportażyści przyznają, że niejednokrotnie dla uwiarygodnienia relacji konfabulują. Na zmyśleniu jedzie cała literatura piękna. Ozon kręci podobnie. Manipuluje obrazem. I niby to ukazuje fakty, które jakoby się zdarzyły, po czym dowiadujemy się, że to jest jedynie "pisemny opis" zdarzeń. Natomiast nie wiadomo, na ile to są fakty, które zdarzyły się naprawdę, a na ile to są twory swobodnej imaginacji Claude'a.
G.P.: - Poruszanie się między życiem a literaturą jest niebezpieczne. Nauczyciel dał się wciągnąć. Skończyło się fatalnie.

H.T.: - Wcześniej pani profesorowa przewidywała, że to się źle skończy. I tragedia wisi na włosku kilka razy. Raz, kiedy Claude zakrada się w nocy do sypialni rodziców swego kolegi, po raz drugi, kiedy młody bohater flirtuje z jego mamusią.
G.P.: - To flirty z "najbardziej znudzoną kobietą na świecie". A skoro kobieta jest znudzona, wystarczy, że miły, śliczny chłopiec napisze dla niej wiersz. To działa jak "bomba atomowa", mówi nauczyciel. Finał jej oczywisty. Jednak lawirowanie między fikcją a rzeczywistością bywa nie tylko ryzykowne, ale i niezwykle fascynujące, zwłaszcza dla artysty. Claude był artystą. Nauczyciel miał artysty duszę. Dlatego pisanie szesnastolatka tak go opętało. Fascynowało go bardziej niż seks. A
dobra literatura może być absolutnie sexy. Zresztą jedno i drugie wykorzystane było kiedyś w pewnej kampanii reklamowej: "Nie czytasz, nie pójdę z tobą do łóżka".

H.T.: - Mam nadzieję, że nie chodziło o lekturę "Kapitału" Marksa... Z tego, co wiem, Ozon rozczytywał się w tomie rozmów Hitchcocka z Truffautem.
G.P.: - Przy okazji premiery filmu pytano reżysera o jego fascynacje literackie. Ale on wolał mówić o fascynacjach filmowych. Wcześniej nie był dobrym uczniem, ale kiedy postanowił, że będzie reżyserem, stał się prawdziwym prymusem w dziedzinie filmu. Jego nauczycielem i mistrzem była legenda francuskiego kina Eric Rohmer.

H.T.: - W "U niej w domu" czuje się powiew Rohmerowskiej romantycznej swobody.
G.P.: - Ozon mówił o nim: "Jak każdy prawdziwy intelektualista Rohmer miał opinię człowieka oderwanego od rzeczywistości. Tymczasem w relacjach ze studentami okazywał się skutecznym pragmatykiem. Na zajęciach udzielał nam cennych rad w rodzaju: "Jeśli chcecie tanio nakręcić film w paryskiej kawiarni, najlepiej będzie, gdy pójdziecie pod ten i ten adres".

H.T.: - Rohmer, Godard czy Truffaut nie kręcili swoich filmów w atelier, tylko po kawiarniach.
G.P.: - Bohaterowie "U niej w domu" idą do kina na film Woody'ego Allena. To jeden z ulubionych reżyserów Ozona. Zresztą sztuczki Allena widać w tym filmie. Allenowski jest po mistrzowsku grający Germaina Fabrice Luchini.

H.T.: - Ja chciałbym wyróżnić postać Claude'a, którego zagrał Ernst Umhauer, a także Emmanuelle Seigner, jego partnerkę.
G.P.: - Ernst Umhauer ma twarz diabła i anioła. A taka twarz to w kinie kariera murowana. Seigner, prywatnie żona Romana Polańskiego, zagrała typową, znudzoną, pachnącą proszkiem do prania i środkiem do czyszczenia wanny, kobietę klasy średniej. Swoją drogą, ostatnio dość często pojawia się na ekranie. Wystąpiła nawet w pokazywanym w Cannes filmie męża "Wenus w futrze". Dawno chyba żony do filmu nie angażował. Pomijając jego prywatne, osobiste kino sprzed bodaj dwóch lat... To był dopiero thriller, panie Henryku!

H.T.: - W Cannes nowy film Polańskiego furory nie zrobił, ale wszyscy mówili o czerwonej sukni z dekoltem, w której Seigner pojawiła się na gali...
G.P.:To nie była suknia z dekoltem. To był dekolt z suknią, panie Henryku!


color="#a60909">Treści, za które warto zapłacić!

REPORTAŻE, WYWIADY, CIEKAWOSTKI


Zobacz nasze Magazyny: REJSY,

HISTORIA, NA

WEEKEND

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie