reklama

Westerplatte to symbol męstwa i profesjonalizmu w przygotowaniu obrony

Jarosław ZalesińskiZaktualizowano 
Z historykiem Andrzejem Drzycimskim rozmawia Jarosław Zalesiński.

Wtedy też była piękna pogoda...
Była wspaniała. Żołnierze wojskowej składnicy tranzytowej korzystali z niej do ostatniej chwili.

Ale przepustek już nie dostawali.
Za to na Westerplatte była plaża. Korzystali z niej także pracownicy cywilni składnicy i ich rodziny. Był nawet ogródek działkowy, przy stacji kolejowej, gdzie pani Najsarkowa hodowała warzywa, owoce...

Żołnierze wylegiwali się na piasku na tej plaży, bez mundurów?
Już pan szuka sensacji. Nie wiem, skąd się biorą te opowieści, że załoga Westerplatte była kiepska, a ten Sucharski nic tylko pozwalał jej się wylegiwać. To była doborowa jednostka. W składnicy obowiązywał ośmiogodzinny rytm dnia. Najpierw służba wartownicza, po której żołnierze schodzili albo na odpoczynek, albo do pracy. Niektórzy żołnierze w ogóle nie spali w koszarach ostatnie dwa dni przed wojną. Po wpłynięciu "Schleswiga-Holsteina" do Nowego Portu dla załogi składnicy był to czas szczególnie zdwojonej czujności.

Kapitan Dąbrowski podobno tak ćwiczył żołnierzy, że padali na twarz.
Jest prawdą, że służba w składnicy była związana z ogromnym, podwójnym wysiłkiem: ćwiczeń wojskowych i pracy fizycznej. To co zrobili żołnierze od wiosny 1939 roku do końca sierpnia, było nieprawdopodobnym wyczynem. To przede wszystkim zasługa Sucharskiego, który po objęciu dowództwa i rozmowach w Komisariacie Generalnym ze swoim przyjacielem podpułkownikiem dyplomowanym Sobocińskim zrozumiał, że zmienia się sytuacja polityczna i że perspektywą był nie jakiś pucz w Gdańsku, tylko wojna Polski z Niemcami. Sucharski zdecydował wówczas o przesunięciu obrony Westerplatte maksymalnie w stronę eksterytorialnej granicy składnicy.

I ta koncepcja obrony potwierdziła się we wrześniu.
Wypracowywano ją od wiosny. Polegała na przygotowaniu trzech rejonów koncentrycznej obrony, a na przewidywanych kierunkach ataku wybudowano nowe ziemne placówki.

Tajemnica tak długotrwałej obrony polegała na tym przygotowaniu?
To jeden z elementów. Drugim było wyposażenie w nowoczesną broń, w tym karabiny maszynowe. Major Sucharski zdecydował też o powiększeniu załogi. Nowi żołnierze byli znakomicie przygotowani, wybrani z najlepszych, z grupy ciężkich karabinów maszynowych i artylerzystów.

Dzisiaj powiedzielibyśmy - komandosi?
Komandosami byli raczej żołnierze niemieckiej kompanii szturmowej ze "Schleswiga-Holsteina". Typowi marines, piechota morska. Polacy byli znakomicie przygotowani do obsługi broni maszynowej i artyleryjskiej. Dąbrowski z Sucharskim wypracowali też dobry model dowodzenia. Dąbrowskiemu Sucharski powierzył taktyczne kierowanie obroną placówek, wartowni, koszar i środkami wsparcia ogniowego: jedną armatą polową, dwoma działami przeciwpancernymi i czterema moździerzami.

A jak Pan ocenia dowodzenie po stronie niemieckiej?
Działania Niemców były, oględnie mówiąc, niezbyt przemyślane. Wiadomo, że gdy się atakuje wroga zamkniętego jakby w fortecy, trzeba użyć znacznie większych sił niż siły obrońców. Tak naprawdę profesjonalne przygotowania do ataku na Westerplatte zaczęły się od 2 września, kiedy po bombardowaniu Westerplatte wylądowała w Gdańsku ściągnięta z Niemiec kompania saperów, którą przywieziono 20 samolotami. Przez pięć dni przygotowywali się do ataku. Dopiero wówczas zdobyto dokładne plany Westerplatte, zaczęto koordynować działania. Wywiad niemiecki doskonale wiedział, że na Westerplatte było od 150 do 200 żołnierzy. A wcześniej dowodzący szturmen komandor Kleikamp tej wiedzy nie miał.

Wróćmy może do Dąbrowskiego i Sucharskiego. Jeśli tak dobrze układała się ich współpraca, co wobec tego rozegrało się między nimi 2 września?
Najpierw był nalot 58 bombowców, które zrzuciły 26,5 tony bomb. Wartownia numer 5 na przykład została rozbita. Oficerowie obserwujący sytuację z koszar mieli wrażenie ogromu zniszczeń. Z kolei żołnierze w wartowniach i placówkach sądzili, że dowództwo nie istnieje. Przychodzi moment kluczowy: co dalej robić? Sucharski podejmuje decyzję, która nie została oprotestowana (żeby to było jasne,) by zniszczyć dokumenty. Spodziewano się, że za chwilę nastąpi szturm. Dokumenty częściowo udało się spalić, częściowo nie. Do koszar zaczynają jednak docierać gońcy z placówek. Okazuje się, że ludzie żyją. Dąbrowski, któremu ci żołnierze, na mocy decyzji Sucharskiego, bezpośrednio podlegali, wydaje rozkaz przygotowania się do odparcia ataku. Powoli wszystko zaczyna się normować. W dokumentach, jakimi dysponujemy, nie ma żadnego śladu, który by wskazywał na to, że w tym czasie nagle władza komendanta się załamała.

Ale…
Tak, podobno kiedy Sucharski podjął decyzję o spaleniu dokumentów, ale mówię podobno, bo mówi o tym tylko jedna relacja bezpośredniego świadka, Sucharski miał jakąś zapaść zdrowotną. Może jakiś atak, może epilepsji. Ale nikt poza tym jednym bezpośrednim świadkiem, czyli Grodeckim, o tym nie mówi.

Ale jaki wtedy rozkaz wydał Sucharski: szykujemy się do odparcia ataku czy kapitulujemy?
Rozkaz palenia dokumentów jest przygotowaniem ewentualnej kapitulacji. Pierwsze rozpoznanie po nalocie mówiło przecież, że nikt w placówkach nie ocalał. Skoro przedpole padło, padły wartownie, to było logiczne.

Podobno w dokumentach niemieckiej kompanii szturmowej jest informacja o wywieszonej wtedy białej fladze.
Muzeum II Wojny Światowej otrzymało z niemieckiego archiwum z Koblencji nowe materiały. Zobaczymy, co z nich wyniknie. Jak dotąd nie odnaleziono żadnego dokumentu, który w jakikolwiek sposób świadczyłby o tym, że 2 września wywieszono białą flagę nad Westerplatte. W tym czasie kompania szturmowa znajdowała się na wysokości Mewiego Szańca. Jeśli ktoś zna topografię Westerplatte, to wie, że widok na koszary z tamtego miejsca jest żaden.

A ze "Schleswiga"?
Na "Schleswigu-Holsteinie" było pięciu korespondentów wojennych. Oglądałem oryginały wykonywanych przez nich zdjęć. Gdyby rzeczywiście 2 września wywieszono białą flagę, przecież ci korespondenci natychmiast puściliby tę informację w świat. Jaki byłby cel trzymania tego pod korcem? Jako historyk zmienię zdanie dopiero wówczas, gdy zobaczę dokument, który by jasno o tym mówił. Dopóki takiego dokumentu nie ma, w ogóle nie będę wątku białej flagi rozważał. Proszę też zwrócić uwagę, że pojawia się on w dyskusjach o Westerplatte dopiero w latach 90. Wcześniej nikt o czymś takim nigdy nie mówił.

A ile jest prawdy w tym, że kiedy Sucharski ogłosił decyzję o kapitulacji 7 września, spotkał się z buntem?
Żołnierze w wartowniach i okopach chcieli walczyć, to naturalne. Niektórzy nie dowierzali, domagali się potwierdzenia rozkazu. Niektórzy płakali, któryś myślał o samobójstwie, To też normalne ludzkie zachowania. Ale nie można mówić o jakimś buncie.

Legenda Westerplatte to legenda polskich Termopil, heroizmu żołnierzy. Z tego co Pan wcześniej mówił, wynika, że był to heroizm, ale poparty sztuką wojenną.
Heroizm obrońców jest czymś bezdyskusyjnym, potwierdzanym zresztą przez samych Niemców. Ale czymś równie ważnym było przygotowanie całej obrony, dokonane przez trójkę oficerów, Sucharskiego, Dąbrowskiego i Pająka, przy współpracy pracownika cywilnego porucznika rezerwy Grodeckiego. Przygotowali system ziemnych umocnień i stanowisk ogniowych, dla którego Niemcy byli potem pełni podziwu. Sprowadzili broń maszynową i środki ogniowe, zresztą polskiej produkcji. Możemy się chlubić nie tylko heroizmem obrońców Westerplatte, ale i ich profesjonalizmem. Zaś co do Sucharskiego i Dąbrowskiego, uważam, że w legendzie Westerplatte jest miejsce dla nich obu. To dzięki nim Westerplatte nie stało się ostatecznie krwawymi Termopilami.

CV[/scv]

Andrzej Drzycimski jest historykiem, badaczem dziejów Westerplatte. Ostatnio we współpracy z Muzeum II Wojny Światowej wydał książkę "Westerplatte 1939. Przed szturmem".

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie