W walentynki wbiła partnerowi nóż w serce. Sąd oceni, czy działała w obronie koniecznej

Jacek Wierciński
Zabiła w walentynki, a jej sądowy proces zakończył się w Zaduszki. Ale to jedyny „zabawny” akcent w tragicznej i smutnej historii 45-letniej Marzeny J.

Oskarżona o zabójstwo 36-latka, której teoretycznie grozi do 25 lat więzienia, odpowiada z wolnej stopy, na rozprawy przyjeżdża z domu, a cały proces wygląda jak historia żywcem wyjęta z podręcznika dla studentów prawa. Historia dramatyczna, trudna, niejednoznaczna. Taka, której żaden student nie chciałby chyba omawiać na egzaminie. Ale to nie fikcja, a wyrok może oznaczać wiele lat w murach prawdziwego więzienia.

Historia nie z Harlequina

Zabiła konkubenta w walentynki! - ta wiadomość sprzed niespełna 8 miesięcy szybko stała się medialnym hitem obok doniesienia z Tychów, że tego samego dnia „Hanna Z. (27 l.) zginęła z rąk swojego psychopatycznego narzeczonego - Michała P. (33 l.)”. Obraz, jaki wyłania się z przeprowadzonego sprawnie i szybko śledztwa i procesu, w którym wyrok zapadnie w najbliższy piątek, nie przypomina jednak scenariusza z ckliwego romansu. Raczej chropowatą narrację „Dekalogu” Kieślowskiego.

Zobacz: Kościerzyna: W walentynki 45-latka śmiertelnie ugodziła nożem mężczyznę?

- Doszło do przecięcia skóry, tkanki tłuszczowej podskórnej, mięśni międzyżebrowych, przedniej powierzchni płuca, ściany worka osierdziowego i nacięcia przedniej powierzchni mięśnia serca - z chirurgiczną precyzją relacjonowała na wczorajszej rozprawie przyczynę śmierci 36-latka lekarz medycyny sądowej. Cios miała zadać pani Marzena ostrokończystym narzędziem.

Zabiła i wezwała karetkę?

- Jest wiele znaków zapytania - przyznał w mowie końcowej prok. Marcin Wcisło z Prokuratury Rejonowej w Kościerzynie.

Śledczy nie ukrywa, że przebieg zdarzeń z 14 lutego zna w dużej części dzięki relacji jedynego żyjącego świadka, czyli oskarżonej - Marzeny J. Kobieta zatrzymana przez policję miała we krwi 2,5 promila alkoholu i, jak twierdzi, samego mordu nie pamięta. W dniu zabójstwa para piła od rana. Około południa dyżurny pogotowia odebrał zgłoszenie pani J. Kobieta prosiła o pilny przyjazd ambulansu chwilę po tym, jak jej 36-letni partner w zakrwawionej koszulce osunął się na kuchenną posadzkę. Mimo błyskawicznego przewiezienia do szpitala i operacji 36-latek zmarł po kilku godzinach.

„Zamach na dobro”?

Nie jest tajemnicą, że w związku z 36-latkiem się nie układało. Z zeznań znajomych pary wynika, że czasem widzieli u Marzeny siniaki, ale ona twierdziła, że się „potknęła, przewróciła albo o coś uderzyła”. Również wykonana tuż po tragedii obdukcja wykazała, że kobieta miała na twarzy świeży ślad uderzenia pięścią, a na szyi obrażenia, które powstać mogły wskutek duszenia (choć, jak zauważyli biegli, duszenia „z niewielką siłą”).

Obrona i oskarżenie wierzą w to, co oskarżona opowiedziała podczas wizji lokalnej: tego ranka doszło do kłótni, partner uderzył ją w twarz i zaczął dusić, wyrwała się i wybiegła do kuchni, gdzie leżał ten nieszczęsny nóż.

- Czyn został dokonany w ramach obrony koniecznej. Reagowała na zagrożenie życia, w pierwszym momencie ucieczką, dopiero kiedy nie mogła już uciec do innego pomieszczenia ani na zewnątrz, sięgnęła po nóż - przekonywał w mowie końcowej mec. Rafał Wesner.

Adwokat powołuje się na artykuł 25 kodeksu karnego: Nie popełnia przestępstwa, kto w obronie koniecznej odpiera bezpośredni, bezprawny zamach na jakiekolwiek dobro chronione prawem. Takim „dobrem” w prawniczym żargonie bez wątpienia jest ludzkie życie.

- Wnoszę o uznanie oskarżonej za winną zarzuconego jej w akcie oskarżenia czynu i wymierzenie kary 10 lat pozbawienia wolności - stwierdził w krótkiej mowie końcowej oskarżyciel, który przyznał, że wiele okoliczności świadczy na korzyść Marzeny J.

Skala szarości

Tezy, do których przekonują prokurator Wcisło i mecenas Wesner, są diametralnie różne, jednak żaden z nich nie chciał- by być teraz w butach sędziego. Jak zgodnie przyznają przed salą rozpraw, wyrok musi być bowiem wyborem pomiędzy białym i czarnym. Tymczasem obraz, przed jakim stoi pięcioosobowy skład sędziowski z Sądu Okręgowego w Gdańsku, wydaje się niepokojąco szary.

[email protected]

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

p
polka
ty a ty w jakim zwiazku zyjesz teraz to norma po co wydawac tysiace na wesela jak za rok dwa rozwod a to cosie zdarzylo to i tak w normach gnebil to sie doigral takiego nie ma co dobrze wspominac z** kobiety bo wiele z nas by to tez zrobilo w chwilach gdzie takich gnoi ma sie dosc
J
Joanna
W małżeństwach też tak się zdarza
p
patriota
!
Dodaj ogłoszenie