W służbie Rzeczypospolitej

Dorota Abramowicz
archiwum
Udostępnij:
Po Kazimierzu Kowalskim pozostało jedno zdjęcie. Wykonano je w Gdyni, w 1933 roku, podczas obchodów Święta Morza. Kowalski prowadzi ulicą 10 Lutego przemarsz pracowników Poczty Polskiej w Gdańsku.

W tych samych uroczystościach uczestniczył Władysław Gliński, wówczas pracownik Urzędu Pocztowego w Tucholi. W prywatnej teczce Glińskiego zachowała się fotografia wykonana tuż po gdyńskich obchodach.

Na tydzień przed wybuchem II wojny światowej, 28 sierpnia 1939 roku o godzinie 15.22 Władysław Gliński odebrał telegram podpisany przez naczelnika Czesława Łobodę, nakazujący mu „wyjechać natychmiast” do pracy w Urzędzie Gdańsk 1, czyli w gmachu Poczty Polskiej przy placu Heweliusza.

W tym czasie Kazimierz Kowalski pracował w w Urzędzie Gdańsk 2 na Dworcu Głównym.
Wojnę przeżył tylko jeden z nich. Człowiek, którego nazwisko nadal występuje na... liście 993 pracowników Poczty i Telekomunikacji poległych w latach 1939-1945.

Nastoletni powstańcy

Teczkę ze zdjęciami i dokumentami Władysława Glińskiego kupił Mariusz Kowalski, kolekcjoner z Gdańska, wnuk Kazimierza.
- Dorastałem, słuchając opowieści o dziadku, przedwojennym pocztowcu, działaczu Polonii Gdańskiej - mówi Kowalski. - Przeglądając archiwum Glińskiego, zauważyłem, jak do pewnego momentu podobne są dzieje tych dwóch mężczyzn - cichych bohaterów, patriotów, gotowych żyć i umrzeć dla ojczyzny. I jak ważny jest przypadek, splot okoliczności...

Byli niemalże rówieśnikami, których losy zdeterminowała historia pierwszej połowy XX wieku. Kazimierz Kowalski pochodził z Wielkopolski, urodził się 1 marca 1900 roku. Władysław Gliński przyszedł na świat 1 listopada 1902 roku we wsi Legbąd, koło Tucholi. Obaj walczyli o niepodległą Polskę.

Zachowało się zdjęcie młodziutkiego Władysława w polskim mundurze, prawdopodobnie z okresu wojny polsko-bolszewickiej. Córka Glińskiego wspominała, że ojciec miał zaledwie 16 lat, gdy chwycił za broń w walce za ojczyznę. Gdzie walczył - nie wie. Być może brał udział w zwycięskim powstaniu wielkopolskim. W trwającym od 26 grudnia 1918 roku do 16 lutego 1919 roku powstaniu na pewno walczył Kazimierz Kowalski. Był wśród żołnierzy, którzy powstrzymali wojska niemieckie pod Kcynią, brał też udział w zdobyciu Szubina w styczniu 1919 roku.

Agent nie tylko pocztowy

Lata 20., zdjęcie przed budynkiem poczty w Przywidzu. Elegancko ubrany młodzieniec, Władysław Gliński, pozuje wraz z innymi pracownikami pocztowymi.

Nominację na „agenta pocztowego w zastępstwie” otrzymał jako 19-latek, 10 maja 1921 roku, i został skierowany do Kosowa pod Nakłem. Trzy lata później ukończył kurs dla pracowników poczty w dyrekcji w Bydgoszczy.

W teczce Władysława zachowały się ślady bardzo częstych przenosin. Z Działdowa do Wejherowa, z Wejherowa do Pucka, z Pucka do Lubawy, z Lubawy do Tucholi. Awansujący błyskawicznie były żołnierz otrzymywał kolejne polecenia rozkazy, nakazujące mu „bezzwłocznie”, z dnia na dzień, zmienić miejsce pracy. Niewykluczone, że Gliński mógł współpracować z polskim wywiadem, czyli ze słynną „Dwójką”, który intensywnie działał na terenach sąsiadujących z Niemcami. Bydgoska ekspozytura nr 3 Oddziału II Sztabu Głównego Wojska Polskiego, kierowana przez mjr. Jana Henryka Żychonia, zajmowała się m.in. tajną kontrolą poczty przewożonej między Berlinem a Prusami Wschodnimi.

O ile w przypadku Glińskiego musimy polegać na domysłach, to o współpracy Kazimierza Kowalskiego z polskim wywiadem otwarcie mówią jego potomkowie.

- Informacja ta powtarzała się w wielu relacjach rodzinnych - twierdzi Mariusz Kowalski. - Dziadek podjął pracę w Urzędzie Gdańsk 1 w maju 1925 roku, otrzymując legitymację nr 44/1. W tym samym roku, jak opisywał Jan Daniluk w publikacji „Obrońcy Poczty Polskiej w Gdańsku”, rozgorzał między Polską a władzami Wolnego Miasta Gdańska spór o polskie skrzynki pocztowe. Nasza rodzina zawsze oficjalnie deklarowała, że jesteśmy polskimi patriotami. Dziadkowie z czworgiem dzieci na początku mieszkali na Olszynce, dziadek był tamtejszym skarbnikiem Polonii.

Od stycznia 1936 roku Kazimierz Kowalski został pracownikiem Urzędu Gdańsk2, usytuowanego na Dworcu PKP w Gdańsku. Czyli miejscu, skąd wyruszały m.in. interesujące polski wywiad przesyłki pocztowe.
Głównym polskim urzędem pocztowym w Wolnym Mieście pozostała „jedynka” przy placu Heweliusza, gdzie działała stacja telefoniczna, mająca bezpośrednie połączenie z Polską.

Rozkaz wyjazdu

Rok 1939. Władysław Gliński ma już dyplom ukończenia kursu obrony przeciwgazowej. Bierze udział w zawodach kajakarskich we Lwowie, gdzie zajmuje pierwsze miejsce. Jest zaufanym pracownikiem Poczty Polskiej, z siódmą grupą uposażenia i przyznanym rok wcześniej medalem „Za długoletnią służbę”.

24 sierpnia 1939 roku odbiera telegram wysłany z Dyrekcji Poczty w Bydgoszczy. To 26 słów, które mogą całkowicie zmienić jego losy - Gliński ma natychmiast opuścić dotychczasowe miejsce pracy w Grudziądzu i udać się do Gdańska, a konkretnie do urzędu numer 1.

Jan Daniluk w publikacji „Obrońcy Poczty Polskiej w Gdańsku” podaje, że prawdopodobnie w marcu 1939 roku została podjęta decyzja, że głównym punktem oporu Polaków w Gdańsku będzie gmach Poczty Polskiej przy Heveliusplatz.

- Urząd w ciągu kolejnych miesięcy dozbrojono, a także wzmocniono kadrowo, przysyłając dodatkowych pracowników z Bydgoszczy i Gdyni - pisze Jan Daniluk i dalej podaje: - Większość z nich przeszła wcześniej odpowiednie szkolenia wojskowe. Niektórzy byli zresztą zawodowymi wojskowymi, którzy po przeniesieniu do służby cywilnej i odesłaniu do Gdańska rozpoczęli pracę jako listonosze. Przysłanie w sierpniu 1939 roku 10 pocztowców z Gdyni i Bydgoszczy wynikało z uszczuplenia załogi Poczty Polskiej przy Heveliusplatz - aresztowania dwóch z jej członków. Należeli oni do różnych konspiracyjnych „piątek” (podstawowych komórek dywersji pozafrontowej). W celu uniknięcia rozpracowania pozostałych członków ich grup niemal natychmiast odesłano do Polski.

Jak podaje córka Władysława Glińskiego, ojciec w dniu otrzymania telegramu wyruszył do Gdańska. I prawdopodobnie jego nazwisko znalazłoby się na liście zamordowanych pocztowców, gdyby wcześniej nie zatrzymali go funkcjonariusze Straży Granicznej, zakazując wjazdu do Wolnego Miasta. Niemcy też musieli mieć niezły wywiad.

Podobóz w Prabutach

Noc z czwartku na piątek 1 września 1939 roku. Kazimierz wraca z nocnej zmiany na poczcie na dworcu. Chwilę później do mieszkania wchodzą Niemcy pod wodzą sąsiada w mundurze SA. Padają pierwsze razy... Polski pocztowiec katowany jest w Victoriaschule, przejściowym więzieniu dla Polaków z Gdańska.

- Babcia Marianna z dziećmi została najpierw przewieziona do obozu w Nowym Porcie, a potem z braćmi mojego ojca trafiła do podobozu Stutthofu w Prabutach - mówi Mariusz Kowalski. - Jedynie mój ojciec, Bogusław, wysłany wcześniej do rodziny w Wielkopolsce, uniknął traumy pierwszych dni wojny.

Polska rodzina zostaje wysłana na roboty do Grossilber, na Zachodnim Pomorzu. Jadą babcia Marianna, Leszek, Henryk i najmłodszy, kilkumiesięczny Kazimierz. Niemiecki porządek musi być - więc po kilku miesiącach do matki i braci dołącza Bogusław.

- Nie wiem, co się wtedy działo z dziadkiem - przyznaje Marian Kowalski. - Po jakimś czasie pojawił się w Grossilber. Wypuścili go, bo był już śmiertelnie chory na skutek tortur, jakim poddali go okupanci. Zmarł 16 kwietnia 1941 roku.

Powrót na pocztę

W dokumentach Glińskiego zachowała się informacja o pobiciu go przez Niemców w Windudze w marcu 1944 roku. Wskutek uderzeń kolbą w głowę mężczyzna doznał „stałych zmian”.

W sierpniu 1945 roku Władysław Gliński został skierowany do pracy w Urzędzie Pocztowym nr 1 w Gdańsku. Tym samym, gdzie mógł zginąć sześć lat wcześniej. Choć w 1968 roku osiągnął wiek emerytalny, pracował na poczcie do 1970 roku. Zmarł ostatniego dnia grudnia 1988 roku.

W publikacji „Pracownicy Poczty i Telekomunikacji w latach wojny i okupacji 1939-1945”, wydanej przez centralny Ośrodek Badawczo-Rozwojowy Poczty Polskiej, Władysław Gliński znajduje się na liście prawie tysiąca polskich pocztowców zamordowanych podczas okupacji. Autorzy pracy nie uwzględnili roli przypadku, który sprawił, że Gliński, zamiast oddać życie za ojczyznę, pół wieku dla niej pracował. Nie ma tam natomiast Kazimierza Kowalskiego, który dla niej zginął.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie