W Rumi zmagali się w dyktandzie z rzemlikiem i chyhakiem

Anna Rembowska
Tytułem mistrza i główną nagrodą podczas Dyktanda Ortograficznego Wybrzeża musieli podzielić się Aleksander Meresiński z Kielc i Marek Szopa z Gorzowa Wlkp.
Tytułem mistrza i główną nagrodą podczas Dyktanda Ortograficznego Wybrzeża musieli podzielić się Aleksander Meresiński z Kielc i Marek Szopa z Gorzowa Wlkp. Fot. Anna Rembowska
Udostępnij:
Tak zaciętej walki w finale nikt się nie spodziewał. Ponad 50 rund dogrywki, wyrazy nastręczające trudności niejednemu językoznawcy, a i tak nie udało się wyłonić zwycięzcy. Tytułem mistrza i główną nagrodą podczas Dyktanda Ortograficznego Wybrzeża, które odbyło się w Rumi, musieli podzielić się Aleksander Meresiński z Kielc i Marek Szopa z Gorzowa Wlkp.

Obaj zabrali do domów po 4,5 tys.zł oraz pióra ufundowane przez lokalne media, w tym jedno redaktora naczelnego "Dziennika Bałtyckiego".

W zabawie językowej organizowanej przez Dom Kultury SM "Janowo" i Miejską Bibliotekę Publiczną w Rumi udział wzięło blisko 200 osób, które przyjechały z najdalszych zakątków Polski. Każdy chciał spróbować swoich sił, bo zwycięzca dyktanda miał otrzymać 6 tys. zł.
- Przyjechałam się sprawdzić, a żeby było raźniej, namówiłam do udziału mamę, która czyta niewiarygodne ilości książek - mówi Ela Jurkiewicz z Gdyni.

By znaleźć się w finałowej ósemce, można było popełnić podczas eliminacyjnego dyktanda najwyżej jeden błąd. Zadanie finalistów polegało na pisaniu zwrotów naszpikowanych ortograficznymi trudnościami, a kto pierwszy popełnił błąd, odpadał z rywalizacji. Zawodnicy zmagali się m.in. ze słowami "ździeblarz", "rzemlik", "czyhacz", " chabaż" albo ze zdaniem " Na falach kołysały się szlachary, świstuny, uhle i ohary". Po wielu rundach układającemu dyktando prof. Bronisławowi Rocławskiemu udało się doprowadzić do tego, że w zabawie pozostało tylko dwóch uczestników.

Jednak kolejno dyktowane wyrazy pisane były przez nich poprawnie, nie pomogło sięgniecie do rzadko spotykanych nazw miejscowości, nazwisk obcego pochodzenia ani najbardziej wyszukanych nazw win. W tej sytuacji jury przyznało obu piszącym pierwsze miejsce.

Zwycięzcy przyznają, że przygotowywali się do dyktanda.
- Nie da się wygrać konkursu na wysokim poziomie, nie przejrzawszy słownika - mówi Marek Szopa, który w 2001 r. wygrał dyktando katowickie. - Samo czytanie książek, to za mało.

- Były tu trudne słowa, ale ze względu na swoją trudność często pojawiają się one w dyktandach - dodaje Aleksander Meresiński. - A że od wielu lat hobbystycznie biorę udział w dyktandach, to te wyrazy nieco mi spowszedniały.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

A
Aramis
Po co był w regulaminie punkt 10.?
Cytuję: ” Obowiązującym słownikiem normatywnym jest "Wielki słownik ortograficzny PWN" pod redakcją Edwarda Polańskiego, Wydawnictwo Naukowe PWN, wyd. III, Warszawa 2010.”. W dyktandzie znalazły się słowa takie jak: zyzuś, czyhak, wałęsak, zażartka, snówek, osnuwik, aulonia, rzepołuch, bass. Żadnego z tych słów nie ma w tym słowniku. Określenie „normatywny” oznacza „zawierający normy, reguły, przepisy”, jak rozumiem w tym wypadku przepisy i normy ustalające pisownię tych wyrazów. A pan profesor Rocławski, przewodniczący jury, rozbrajająco się tłumaczył, że regulamin w tym punkcie został zmieniony, bo miały być brane pod uwagę starsze wydania, a pan profesor (przewodniczący jury!) o tym nie został poinformowany. Curiosum wszechświatowe! A te słowa pan profesor wziął ze słowników internetowych!
Przejdź na stronę główną Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie