W przedszkolu "Skrzaty" w Chojnicach bito dzieci? Matki oskarżają pracownice placówki

Maria Sowisło
123rf
Prokuratura Rejonowa w Chojnicach umorzyła postępowanie w sprawie znęcania się nad sześcioletnim Markiem Polusem (na zdjęciu z mamą). Śledczy nie znaleźli dowodów. Z kolei mama innego chłopca, jak twierdzi, dowody miała ale nie zdecydowała się na skierowanie sprawy do organów ścigania. Co się dzieje w chojnickim przedszkolu?

Skandal w Niepublicznym Przedszkolu Integracyjnym „Skrzaty” w Chojnicach wybuchł wiosną 2019 roku. Wówczas grupa rodziców z grupy „Malinki” oskarżyła przedszkolanki o kneblowanie chusteczkami dzieci, zamykanie im ust klamerkami, przetrzymywanie w ciemnym kantorku…

Nauczycielki z Przedszkola „Skrzaty” w Chojnicach przerywają milczenie. Oskarżano je o znęcanie się nad 4-latkami

Tę sprawę starają się wyjaśnić prokuratorzy. Utrudnieniem jest brak zapisu monitoringu. Tak samo, jak w przypadku znęcania się nad Markiem Polusem (imię i nazwisko publikujemy za zgodą). Chłopiec cierpi na autyzm. Do przedszkola chodził trzy lata.

- W połowie stycznia odebrałam Mareczka z przedszkola i zauważyłam, że ma naderwane ucho. Najpierw starałam się sama wyjaśnić sprawę. Pierwsza moja myśl, że może poszarpał się z innym dzieckiem. Dopiero kiedy zaczął w nocy budzić się, płakać i zgrzytać ząbkami, zaczęłam zastanawiać się, że coś jest nie tak. Mareczek zaczął się znowu zamykać, krzyczeć, nie chciał chodzić do przedszkola

– wspomina Bożena Kowalska, mama Mareczka i dodaje:

- Kiedy starałam się wyjaśnić sprawę, ani razu nie usłyszałam "przepraszam". Nikt nawet nie traktował moich słów w przedszkolu poważnie. Ciągle byłam zbywana. Postanowiłam więc zgłosić sprawę do prokuratury – mówi pani Bożena.

Czytaj także

Jak wspomina mama Mareczka, wówczas w przedszkolu zorganizowane zostało zebranie. Z rodzicami z grupy. - Czego ja się tam o sobie nie dowiedziałam. Wszyscy byli w stosunku do mnie agresywni. A ja chciałam tylko wyjaśnić, dlaczego Mareczek ma naderwane ucho – mówi Kowalska.

Źle przesłuchiwany?

Mama chłopca nie jest jedną z tych „roszczeniowych”. Pracownicy przedszkola wspominają ją jako sympatyczną i otwartą. Zawsze była ponoć uśmiechnięta i chętnie dopytywała o Mareczka, o to, jak zachowuje się w grupie, co można jeszcze zrobić żeby lepiej funkcjonował wśród dzieci. Była jednym z tych wymarzonych rodziców, jak to nieoficjalnie nauczyciele określają – współpracujących.

W styczniu tego roku wszystko się zmieniło ze względu na doniesienie do prokuratury. Lekarz w obdukcji Mareczka wpisał: „ranka o długości 2-3 mm przy przyczepie płatka ucha lewego”.

Mama chłopca 13 lutego złożyła w Komendzie Powiatowej Policji w Chojnicach doniesienie. Machina ruszyła. Śledztwo w sprawie zostało wszczęte 21 lutego. Dotyczyło ewentualnego znęcania się nad Mareczkiem w czasie od 2 stycznia do 13 lutego.

Policjanci zabezpieczyli wideorejestrator monitoringu już 14 lutego. Jak wynika z akt sprawy, urządzenie było przestarzałe i udało się zgrać materiał z czasu od 10 do 13 lutego. Przesłuchany w obecności mamy miał być też Mareczek. Miał, bo jak mówi pani Bożena, warunki były koszmarne.

- W tym pomieszczeniu, gdzie Mareczek miał być przesłuchiwany, było mnóstwo jakiś starych urządzeń. Już po przekroczeniu progu wiedziałam, jak to się skończy. Mareczek zamknął się w sobie i nie było z nim kontaktu – wspomina mama sześciolatka.

Nie usłyszała nawet: Przepraszam

Prokuratorzy podjęli jeszcze jedną próbę pozyskania dowodów. Wideorejestrator w maju został przekazany biegłemu. Pozyskał on „pliki usunięte”, jednak nie udało się ich odtworzyć nawet po naprawie. W takiej sytuacji śledczym nie pozostało nic innego, jak umorzyć w lipcu tego roku postępowanie z powodu braku znamion czynu zabronionego.

- To postępowanie zostało już zakończone. Mamie chłopca przysługiwało zażalenie. Nie wpłynęło do nas – ucina krótko prokurator rejonowy w Chojnicach Mirosław Orłowski, a mama chłopca komentuje: - Miałam prawnika, który nie chciał się odwoływać, bo stwierdził że to nic nie da, bo nie mamy dowodów. Potem jeszcze wyjechał na urlop i nie było z nim kontaktu. Co miałam zrobić? - żali się pani Bożena. Cały czas podkreśla, że chodzi jej o prawdę i proste słowo: Przepraszam.

- Po zgłoszeniu sprawy miałam wrażenie, że wszyscy podejrzewają mnie, że ja to sobie zmyśliłam. A ja każdego dnia walczę, żeby Mareczek się rozwijał i nie stał w miejscu. Takie sytuacje, jak ta w przedszkolu, niestety cofnęły go w rozwoju

– martwi się mama sześciolatka i wspomina, że jesienią ubiegłego roku w rozmowie z inną mamą usłyszała, że prędzej czy później Mareczek też zostanie pobity przez przedszkolankę.

Zapłakanego chłopca ciągnęła do sali

Obie mamy znają się. Syn pani Bożeny był w tej samej grupie co córka pani Moniki (imię zostało zmienione). W innej grupie z kolei był sześcioletni syn pani Moniki. Też cierpi na autyzm. Różnica między nim, a Mareczkiem jest taka, że Paweł (imię zostało zmienione) mówi. Jest bardzo kontaktowym chłopcem.

- To było w połowie sierpnia ubiegłego roku. Mały wrócił z przedszkola z siniakiem na policzku i nosku. Od razu powiedział mi, że pani go uderzyła. Następnego dnia rano poszłam wyjaśnić sprawę. Na panią dyrektor czekałam 1,5 godziny. Ona nie chciała mi wierzyć, więc stwierdziła, że pokaże mi nagrania. Z rozmowy z synem wiedziałam, że to się stało między obiadem, a wyjściem na plac zabaw czyli między godzinami 14.00, a 15.00 – wspomina pani Monika.

- Na nagraniach było widać, że przedszkolanka poszła z synem do ubikacji. Tam nie ma monitoringu. Ona dwa razy wchodziła do łazienki i wychodziła, a potem była tam przez 5-7 minut. Na nagraniu widać, że po tym czasie ciągnie z łazienki do sali mojego zapłakanego syna za rękę

– mówi mama sześcioletniego Pawła i dodaje, że dyrektor placówki zwolniła przedszkolankę choć brakowało jej zaledwie dwóch tygodni do uzyskania praw emerytalnych.

- Z tego co mi przekazała pani dyrektor, przedszkolanka poszła na wcześniejsza emeryturę. Dyrektor przekonała mnie, żebym nie poszła z tym na policję. W tamtym czasie miała trochę problemów osobistych i nie zgłosiłam tego. Miałam dosyć biegania po komisariatach – mówi pani Monika.

Czytaj także

Mareczek z listy przedszkolaków został skreślony przez dyrekcję. Mama zapisała go do innej placówki. Pawełek będzie teraz chodzić do pierwszej klasy. Zanim to się jednak stanie, mama chce „wyprostować” opinię jaką uzyskał od kadry pedagogicznej przedszkola.

- Tam nic się nie zgadza. Znam swojego syna, wiem co mówiły o nim nauczycielki z przedszkola. Będę prosić poradnię psychologiczną o nową opinię – zaznacza pani Monika.
Obie mamy mają żal do dyrekcji przedszkola. Ich zdaniem, zabrakło bowiem słowa: Przepraszam.

Będzie plan naprawczy?

Niepubliczne Przedszkole Integracyjne „Skrzaty” w Chojnicach sprywatyzowane zostało we wrześniu 2012 roku. Była to ostatnia placówka działająca do tej pory pod egidą Urzędu Miejskiego w Chojnicach. W 2012 roku przedszkole od miasta kupiła Magdalena Paterek i do tej pory jest dyrektorem.

Obecnie w placówce utworzonych jest dziewięć grup w tym jedna integracyjna (dane z początku sierpnia). Dyrekcja placówki, jak twierdzi, musi podjąć działania, żeby poprawić wizerunek swojej firmy nadszarpnięty podejrzeniami o znęcanie się nad dziećmi.

- Razem z kadrą opracowujemy plan naprawczy pracy przedszkola. Pracuje u nas wielu wspaniałych nauczycieli, którzy mają na swoim koncie szereg sukcesów wychowawczych i terapeutycznych. Szkoda, że rykoszetem oberwali także i oni – mówi dyrektor „Skrzatów” i wyjaśnia dlaczego nie przeprosiła mamy Mareczka.

- Nauczyciele zostali pociągnięci do odpowiedzialności takiej, jak powinni. Próbowałam skontaktować się z mamą Mareczka, ale nie odbiera telefonów z przedszkola

– mówi Paterek, a mama chłopca zarzeka się, że od czasu zgłoszenia sprawy na policję, nikt z placówki nie dzwonił do niej.

Dyrekcja przedszkola po zgłoszeniu pobicia Pawełka nie złożyła doniesienia o popełnieniu przestępstwa, ale zwolniła nauczycielkę. Magdalena Paterek w rozmowie z nami zarzeka się, że nie przekonywała pani Moniki by nie zgłaszała sprawy na policję. Zaznacza też, że będą zmiany związane z przechowywaniem nagrań z monitoringu. Do tej pory pliki były przechowywane przez tydzień, a teraz czas ma być wydłużony do jednego miesiąca.

Komisja dyscyplinarna pracuje

W związku ze zgłoszeniami nieprawidłowości w funkcjonowaniu NPI „Skrzaty” w Chojnicach, Kuratorium Oświaty w Gdańsku prowadziło czynności z zakresu nadzoru pedagogicznego.

- W roku 2019 stwierdzono nieprawidłowości w zakresie stosowania przez nauczycielki grupy „Malinki” niewłaściwych metod wychowawczych, które zagrażają bezpieczeństwu dzieci, powszechnego dostępu do pomieszczeń o przeznaczeniu innym niż prowadzenie zajęć z wychowankami (pomieszczenie socjalne), współpracy z rodzicami i przestrzegania zapisów statutowych.

Dyrektorowi placówki w trybie nadzoru pedagogicznego wydano stosowne zalecenia. Dyrektor przedszkola, w terminie określonym przepisami prawa, poinformowała organ nadzoru pedagogicznego o sposobach realizacji zaleceń w przedmiocie wzmocnienia kontroli dyrektora nad realizacją obowiązków nauczycieli, ze szczególnym uwzględnieniem metod wychowawczych, a także działań związanych z zapewnieniem dzieciom bezpieczeństwa, zabezpieczenia pomieszczenia socjalnego przed dostępem osób postronnych. Ponadto wskazano na działania podjęte w związku z kształtowaniem współpracy na linii rodzic - nauczyciel i przestrzeganiem zapisów statutowych – informuje Beata Wolak, przedstawiciel pomorskiego kuratora oświaty ds. kontaktu z mediami Kuratorium Oświaty w Gdańsku.

- W dniu 24 października 2019 r. wizytatorzy Kuratorium Oświaty w Gdańsku przeprowadzili czynności kontrolne w tematyce realizacji zaleceń pokontrolnych. W wyniku kontroli stwierdzono, że dyrektor podjął działania zmierzające do poprawy bezpieczeństwa dzieci i współpracy z rodzicami.

Jednocześnie informuję, że na wniosek Pomorskiego Kuratora Oświaty wobec nauczycielek grup prowadzone jest postępowanie dyscyplinarne przez komisję dyscyplinarną dla nauczycieli przy wojewodzie pomorskim

- dodaje Wolak.

Kolejna kontrola z kuratorium w „Skrzatach” odbyła się w marcu 2020 r. i dotyczyła kolejnych nieprawidłowości w grupie „Malinki”.

- Przeprowadzono czynności kontroli w zakresie zapewnienia dzieciom bezpiecznych i higienicznych warunków wychowania, nauki i opieki. Zgodnie z kompetencjami ustawowymi organu nadzoru pedagogicznego stwierdzono potrzebę wzmocnienia nadzoru dyrektora nad wykonywaniem obowiązków nauczycieli oraz doskonalenia kompetencji w zakresie poprawy relacji nauczyciel – rodzic. W stosunku do wychowanków grup innych niż „Malinki” do Kuratorium Oświaty w Gdańsku nie wpłynęły informacje o nieprawidłowościach, w związku z czym nie podejmowano innych niż wyżej wymienione czynności kontrolnych – mówi przedstawiciel kuratorium.

Najbardziej oblegana „Bajka”

Przedszkole „Skrzaty”, które zostało sprywatyzowane w 2012 roku jako ostatnie w Chojnicach, było największą placówką tego typu. W tym roku (dane z 8 września 2020 r.) największym zainteresowaniem rodziców cieszy się Przedszkole Niepubliczne o profilu artystyczno-sportowym „Bajka”. Uczęszcza do niego 244 dzieci. Do „Skrzatów” 171. W Chojnicach funkcjonuje w sumie 12 niepublicznych przedszkoli, jedno samorządowe przy Szkole Podstawowej nr 3 i jedno publiczne katolickie. Opiekę w placówkach ma obecnie zagwarantowaną 1584 dzieci.

Facebook zniknie z terenów Unii?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie