reklama

W mateczniku Platformy zdarzyła się rzecz bez precedensu. Młodzi politycy PiS przebili się na Pomorzu [ROZMOWA]

Rozmawiała: Ryszarda WojciechowskaZaktualizowano 
Kacper Płażyński - sejmowy debiutant, i Marcin Horała, który po raz drugi zasiądzie w sejmowych ławach Piotr Hukało/archiwum PP
Horała jest osobą nadaktywną, Płażyński i Müller też do leniwych nie należą i wszyscy trzej sumiennie i uparcie dążyli na Wiejską. Choć nie są to politycy, którzy mogą olśnić głębią swoich pomysłów politycznych czy samodzielnością wygłaszanych sądów - mówi dr Wiesław Baryła, psycholog społeczny.

W mateczniku Platformy zdarzyła się rzecz bez precedensu. W wyborach do Sejmu tym razem to młodzi politycy PiS przebili na Pomorzu sufit wyborczy: Kacper Płażyński w Gdańsku, Marcin Horała w Gdyni i Piotr Müller w Słupsku. Co się stało?
- Wszyscy trzej byli bardzo aktywni w kampanii wyborczej. A Kacper Płażyński dodatkowo jeszcze korzystał z profitów niedawnej i dobrze poprowadzonej kampanii prezydenckiej w Gdańsku. W jego przypadku można się było spodziewać dobrego wyniku wyborczego. Ale aż tak dobrego? To jednak zaskoczenie.

A Marcin Horała?
- Jest telewizyjną gwiazdą. Jednym z najczęściej pokazywanych polityków w mediach i to zarówno w mediach prawicowych, jak i liberalnych. To Horałę oddelegowano do reprezentowania PiS w debacie w TVN24. I ci wszyscy, którzy w jego okręgu chcieli zagłosować na PiS, głosowali przede wszystkim na tę znaną twarz. Płażyński osiągnął świetny wynik wyborczy, bo jest lokalnie znany, a Horała odwrotnie - dobry wynik zawdzięcza temu, że jest ogólnopolsko „zagnieżdżony”.

A Müller?
- Jako rzecznik rządu na pewno jest sprawny komunikacyjnie, zna nie tylko elementarz kampanii wyborczej. Potrafi skutecznie użyć wiedzy z zakresu komunikacji społecznej i kształtowania wizerunku do osiągania swoich celów. To, co łączy tę trójkę, to duża sprawność komunikacyjna.

Czytaj także

„Dzieci” PR-u, można powiedzieć. Ta pokoleniowa zmiana warty na Pomorzu opłaciła się Prawu i Sprawiedliwości?
- To prawda, że bez woli prezesa i jego dworu nie nastąpiłaby. Ale to nie wszystko. Horała jest osobą nadaktywną, Płażyński i Müller też do leniwych nie należą i wszyscy trzej sumiennie i uparcie dążyli na Wiejską. Choć nie są to politycy, którzy mogą olśnić głębią swoich pomysłów politycznych czy samodzielnością wygłaszanych sądów. To zresztą tłumaczy, dlaczego mieli szansę wystartować z czołowych miejsc list wyborczych. Ale nie jest to zaciąg, z którym można wiązać nadzieje na zmianę w polskiej polityce.

Bo zero w nich krytycyzmu wobec własnego ugrupowania? O to chodzi?
- Tego bym od polityków nie wymagał. Bo kąsanie ręki, która karmi, to... błąd w politycznej sztuce.

W innych partiach jednak lekkie kąsanie się zdarza.
- I takie podgryzanie swoich było elementarnym błędem prowadzenia kampanii, na przykład przez Koalicję Obywatelską. Błąd, polegający na okazywaniu nie tyle samodzielności, co braku zaufania do centrali. Bo samodzielne myślenie nie jest czymś złym. Wręcz przeciwnie, tego bym od polityków oczekiwał. Ale w polityce liczy się lojalność. Nie można uderzać w spójność własnej formacji politycznej, zwłaszcza w kampanii.

Wybory parlamentarne 2019. Kto będzie reprezentował nasze wo...

Nazwisko Płażyński jest jeszcze wabikiem dla wyborców?
- Pewnie tak samo jak nazwisko Wałęsa. Jarosław Wałęsa również osiągnął bardzo dobry wynik wyborczy, startując z drugiego miejsca na liście.

Chociaż ojciec mu nie pomagał.
- Nawet przeszkadzał. Ale rozpoznawalność polityka jest kluczem do sukcesu. A znane nazwisko to pierwszy front rozpoznawalności. Nikt z wyborców nie musiał sobie zadawać trudu, żeby zapamiętać nazwisko Kacpra Płażyńskiego, bo ono już w naszych głowach jest. To walor nie do przecenienia.

Co młodzi politycy i działacze z politycznego zaplecza widzą w PiS? Partię sukcesu, szybkiej kariery czy może coś więcej?
- To raczej ich trzeba byłoby o to zapytać. Ale patrząc z pewnego dystansu, zobaczymy, że w Polsce są w zasadzie dwie partie, w których można zaczynać karierę od samego dołu i dojść do czegoś. Jedną z nich jest PiS, a drugą PSL. Wbrew pozorom Polskie Stronnictwo Ludowe to partia, która regularnie dopuszcza młodych do decydowania i to na najwyższym szczeblu. Podobnie jest w PiS, tylko że w tej partii najwyższy szczebel jest zarezerwowany dla jednej osoby. Ale już patrząc niżej, widać zmianę wart. W Platformie większych zmian nie widać.

Z czym to się wiąże?
- Pewnie z innymi metodami utrzymywania spójności partii. Oczywiście, w PiS prezes Kaczyński jest pancernym prezesem i trzyma członków swojej partii żelazną ręką. Ale jest mu łatwiej to robić także dlatego, że aktualnie jego partia jest bardzo jednorodna w tym, co jej politycy głoszą. Program jest też w tej partii podzielany powszechnie przez działaczy. Aktualnie w PiS nie ma szerokich skrzydeł. One zostały obcięte przed wyborami w 2015 roku. Wtedy ci prawdziwi liberałowie musieli się z partią pożegnać i szukać miejsca gdzie indziej. PiS przyjęło socjalny kurs i otworzyło drzwi przed tymi, którzy mają konserwatywno-socjalne zapędy, i też przed karierowiczami oczywiście. Ale karierowiczostwo nie psuje spójności. Dla nich ideologia i wartości nie mają wielkiego znaczenia.

Ważne, że można piąć się wyżej?
- I że są w miarę jasne zasady pięcia się w tej partyjnej hierarchii. A Platforma jest, można powiedzieć, oskrzydlona. Ma bardzo szeroko rozpięte skrzydła, zwłaszcza teraz. To jest ugrupowanie, w którym nie ma takiej jasności i spójności ideologicznej. I nie ma niemal żadnych reguł robienia kariery.

A przecież mówiło się, że to w PO wystarczy nosić teczkę za posłem, żeby awansować w hierarchii politycznej.
- Polityczni baronowie na długi czas wyprowadzili SLD z Sejmu. Baronowie platformiani w niczym się od tych eseldowskich nie różnią, grają w swoje małe gierki, prowadzą wojenki podjazdowe, w których przede wszystkim tracą młodzi, zaangażowani działacze, którzy są pierwszymi do ewentualnego utrącania, a nie do awansów.

Bo baron ma swój dwór?
- I ciężko się przez ten dwór przebić. Ale zwróciłbym uwagę na jeszcze jedną rzecz, na coś, co nazywamy transferem kulturowym. Jeśli w transferze kulturowym Platformy jest coś trwałego niemal od początku tej formacji, to jest to wyjątkowe trwonienie zasobów ludzkich. Nikt tak nie potrafił tracić ludzi i nie wykorzystywać ich jak Platforma.

Ryba psuła się od głowy, czyli znowu mamy winę Tuska?
- Trudno powiedzieć, czy to wina Tuska, czy kształtowania się struktur w partyjnych dołach. Zastanawiałem się, z czego w PO wzięła się ta nieumiejętność zarządzania zasobami ludzkimi.

I?
- Być może z tego, że z jakiegoś powodu rządzący w tej partii przedkładają zasoby materialne nad ludzkimi. Ważniejsze dla nich były, na przykład, autostrady niż ludzie. Ale to bardzo dyskusyjne podejście. Bo zdaniem specjalistów od polityki i psychologów liczą się przede wszystkim ludzie. Bez mądrych i zaangażowanych polityków nie da się nic zrobić. Oczywiście, teraz wszyscy wskoczyli na władze Platformy jak na pochyłe drzewo. I może sobie władza nawet na to zasłużyła takim archaicznym podejściem. Można ich jednak próbować tłumaczyć tym, że niezwykle trudno rządzi się formacją tak bardzo zróżnicowaną, z tak szeroko otwartymi skrzydłami. Ale to nie zmienia faktu, że tam naprawdę trzeba niezwykle sprawnego specjalisty od ludzi. Nie wystarczy człowiek sprawnie zarządzający projektami. Musi być lider, który rozumie ludzkie emocje, oceny i sympatie. Jest, po prostu, empatyczny.

Jarosław Kaczyński nie ma tej empatii, a zarządza jak chce.
- Bo on nie musi. Lud pisowski jest jednorodnie ukształtowany. I to lud musi być empatyczny w stosunku do prezesa, a nie odwrotnie. Znacznie łatwiej rządzi się tak ukształtowaną formacją. Osiem lat porażek w PiS zrobiło swoje. Ta partia wykuwała się dzięki temu. To jest zupełnie normalny proces kształtowania się odpornych, spójnych partyjnych elit, które wykuwają się nie wtedy, kiedy jest dobrze, tylko kiedy jest źle. Nie można więc teraz porównywać Platformy z PiS. Będzie to możliwe za cztery lata, kiedy Platforma mocno poobijana może wyjść w kolejnej kadencji wzmocniona. PiS po pierwszych przegranych wyborach też było mocno obite. I dochodziło wtedy do selekcji osób, które były gotowe w pełni się podporządkować Kaczyńskiemu. Oczywiście, zakon PC działał zawsze i był ogromnym oparciem dla Kaczyńskiego. Dzięki temu mógł on spokojnie ten swój lud pisowski prowadzić przez pustynie i wytracać niewiernych. Gdyby któryś z polityków Platformy próbował w taki sposób wytracać lud, to podejrzewam, że sam zostałby na tej pustyni.

To zupełnie inny twór polityczny niż PiS.
- Nie jestem jednak jakimś wielkim optymistą, wierzącym w to, że po ośmiu latach wykuje się lud platformiany - instytucja z jasnymi procedurami awansu, otwarta na młodych. Bo w Platformie nie ma już tego twardego jądra, jak na początku. Tamta Platforma wraz z ostatnimi wyborami odeszła w niepamięć.

Trochę powiało beznadzieją dla Platformy.
- Nie chciałem. Ale mówiąc o dobrych wynikach na Pomorzu, to Platforma też ma takich młodych polityków. Agnieszka Pomaska to polityczka pracowita i widoczna. Nic dziwnego, że z trzeciego miejsca wypracowała bardzo dobry wynik. Platforma więc ma również potencjał, żeby dokonać skoku do przodu. Ale ta transformacja musi się zacząć od góry. Bo zmiana oddolna będzie dla partii dużo bardziej niszcząca. I może przerodzić się w partyjną rewolucję. Ten ferment w partyjnych strukturach już się czuje. Ale jest też silna presja, żeby w tym gorącym okresie, kiedy PiS próbuje coś majstrować przy Senacie, nie robić rewolucji. Ta presja z góry trzyma ten parujący kociołek pod przykrywką. Para się jednak zbiera. I dobre ruchy partyjnej władzy są potrzebne. Porażkę można przekuć w sukces, ale najpierw trzeba się do tej porażki przyznać.

ZOBACZ: Wybory parlamentarne 2019. Komentarz do sondażowych wyników exit poll - Marcin Horała, PiS

POLECAMY w SERWISIE DZIENNIKBALTYCKI.PL:

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 5

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Żałosnego Pana doktora olśnić może jedynie błyskotliwy umysł posła Neumana, który powiedział, że wyborcy z którymi się styka, mają w głowy pełne produktów defekacji rodem z ONET-u, GW i TVN-u

l
lech

znow hukala glosem pisu

G
Gość

"Normalka, bydło głosuje na gospodarza..."

A ma głosować na karbowego, co smaga je batem, pędząc do rzeźni? A wystarczyło dać "sianka" powąchać...

G
Gość

Polityk i karierowicz to synonim.

Nigdy nie chodzi o idee, zawsze chodzi o władzę. Będą robić dowolne rzeczy, byle tę władzę uchwycić i utrzymać. Od ideii sa uniwersytety i "think tanki" gdzie kupuje się takie "produkty". Opłacając różna walutą te instytucje... Grantem, tytułem, stanowiskiem...

Gdańsk jak "zawiszy" broni ECS i Muzeum, pozwalając na upadek biblioteki PAN, instytucji z 400letnią historią... Buduje jedną "mediatekę" likwidując osiedlowe biblioteki i inne centra kulturalne.

Wracając do "kadr", bezpłciowi "technokraci" są najlepszym narzędziem do realizacji. Ze szklanym wzrokiem wykonają każde zlecenie. Ale równocześnie trzeba umieć bronić pozycji a alienacja i "wycinanie" temu nie służy. Płodozmian jest konieczny. Ludowcy to wiedzą. Taki błąd popełniła SLD i musi się ratować "janczarami", PO również wyrżnęło swoje "młodzieżówki". PiS bardzo dokładnie je kontroluje i formatuje. Na jakiś czas wystarczy a potem pęknie od środka, rozsadzony ambicjami...

G
Gość

Normalka, bydło głosuje na gospodarza który "siano" podrzuca do żłoba.

Dodaj ogłoszenie