W interesie miasta, ale bez nakazu sądowego

    W interesie miasta, ale bez nakazu sądowego

    Darek Janowski

    Dziennik Bałtycki

    Dziennik Bałtycki

    Kończy się drugi proces byłego wiceprezydenta Gdańska Szczepana Lewny, oskarżonego o popełnienie przestępstwa urzędniczego. W 2004 r. Lewna usunął z miejskiego lokalu przy ul. Długiej poważnie zadłużonego restauratora. Według prokuratury, zrobił to bezprawnie. Już raz we wrześniu 2006 roku sąd skazał Lewnę na pół roku więzienia w zawieszeniu.
    Apelację od tamtego wyroku złożył jego obrońca mec. Jerzy Lipski. Sąd okręgowy nakazał powtórzyć proces. Lewna nie przyznaje się do winy. Utrzymuje, że działał w interesie miasta, w trosce o mienie publiczne.

    W tym procesie sąd przesłuchał już większość świadków. Wyrok może zapaść tuż po wakacjach. Podwładni b. wiceprezydenta twierdzą, że lokal trzeba było przejąć, ponieważ był zapuszczony i zdewastowany.

    - Poza tym - mówią - lokal w takim stanie byłby uciążliwy dla mieszkańców. Przecież co jakiś czas trzeba przeglądać instalację elektryczną, hydrauliczną, a w razie potrzeby dokonywać napraw. Tymczasem przed zajęciem go przez miasto nikt tego nie robił.

    W listopadzie 2004 roku Lewna podjął decyzję o zajęciu lokalu Sławomira S., który prowadził przy ul. Długiej restaurację Karczma Staropolska. S. winny był gminie 142 tys. zł plus odsetki. Zadłużenie wobec gminy to nie jedyny "grzeszek" restauratora. Urzędnicy ustalili też, że od trzech lat nielegalnie sprzedawał w restauracji alkohol, a latem bez zgody magistratu prowadził przy lokalu ogródek gastronomiczny.

    Prokuratura uważa jednak, że wiceprezydent Lewna dopuścił się przekroczenia uprawnień jako funkcjonariusz publiczny. Zdaniem oskarżenia, decyzję podjął wprawdzie w interesie miasta, ale bez prawomocnego nakazu sądowego.

    Lewna tłumaczył, że wielokrotne wezwania do zapłaty zaległego czynszu wysyłane na adres restauracji oraz w miejsce zamieszkania Sławomira S. pozostawały bez odpowiedzi.

    Restaurator nie odbierał również wysłanego w maju 2004 r. pozwu o eksmisję z lokalu. Tym samym sprawa nie mogła trafić do sądu, który mógłby ostatecznie zdecydować o eksmisji. W grudniu 2004 r. odebrany Sławomirowi S. lokal przejął inny gdański restaurator.

    Ten spłacił długi po byłym najemcy, a także przekazał miastu inny wyremontowany przez siebie lokal zainstalowany w centrum Gdańska.

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo