W Gdańsku zakończyła się szósta edycja Siesta Festivalu...

    W Gdańsku zakończyła się szósta edycja Siesta Festivalu [RECENZJA]

    Tomasz Rozwadowski

    Dziennik Bałtycki

    Dziennik Bałtycki

    Wśród wykonawców, którzy wystąpili w Polsce po raz pierwszy, znalazła się Elida Almeida z Wysp Zielonego Przylądka
    1/15

    Przejdź do
    galerii zdjęć

    ©Przemek Świderski

    Zakończony przed północą minionej niedzieli gdański Siesta Festival to prawdziwy fenomen kulturowy. I ekonomiczny zarazem.
    Nie ma chyba w Polsce drugiej tak dużej i popularnej imprezy muzycznej, która byłaby w pewnym sensie żywą wersją audycji radiowej. Siesta Festival wyniknął ze Siesty, cyklicznego programu Marcina Kydryńskiego nadawanego od kilkunastu lat na antenie radiowej Trójki. Znany prezenter i promotor muzyczny przedstawia w tej audycji miłą dla ucha muzykę etno, prawie wyłącznie pochodzącą z tak zwanych ciepłych krajów. Pomysł padł na do tego stopnia podatny grunt, że Kydryński zaczął przygotowywać i wydawać pod szydem Siesty składanki płytowe, które cieszyły się powodzeniem nie mniejszym niż programy.

    W 2011 r. radiowiec chciał uczcić dziesięciolecie Siesty i zorganizował w Gdańsku festiwal, jednorazowy z założenia. Sukces komercyjny i artystyczny był natychmiastowy i Siesta na żywo z efemerydy stała się instytucją, w tym roku odbywającą się po raz szósty z rzędu. Jak by tego było mało, Siesta firmuje także pojedyncze duże koncerty odbywające się co jakiś czas w innych miejscach kraju.

    Zobacz też: Siesta Festival 2015 w Gdańsku. W Filharmonii Bałtyckiej wystąpiła Mariza [ZDJĘCIA]

    Tegoroczna Siesta potwierdziła miłość gdańszczan do World Music. Właściwie, pisząc o gdańszczanach czy mieszkańcach Trójmiasta, nie mówimy całej prawdy o tym festiwalu, bowiem na Siestę przyjeżdża publiczność z całej Polski. Właśnie dlatego bilety na tę imprezę były wyprzedane już od tygodni mimo wyśrubowanych cen. Tak czy inaczej, gdyby festiwal nie był atrakcyjny, ludzie by na niego tak chętnie nie chodzili.

    Siesta jest skierowana do poszukiwaczy nowych muzycznych wrażeń, równocześnie w większości będących osobami o dość tradycyjnych i bezpiecznych gustach muzycznych. Dlatego więc na Sieście dominuje piosenka i to śpiewana przeważnie przez atrakcyjne młode kobiety obdarzone egzotyczną urodą. Tak było i w tym roku, ale Kydryński jest nie tylko biznesmenem od muzyki, także muzycznym edukatorem pozwalającym sobie na delikatne eksperymenty.

    Tym razem takim eksperymentem, i to niezwykle udanym, dodającym festiwalowi klasy, było zaproszenie pary znakomitych instrumentalistów. Pierwszym był Tomatito, hiszpański mistrz gitary flamenco, a drugim, a właściwie drugą, indyjska wirtuozka sitaru Anoushka Shankar. Oboje zdobyli serca gdańskiej publiczności i oboje okazali się znakomici w dawaniu zagranicznej publiczności narodowej muzyki tradycyjnej w sposób niezwykle atrakcyjny, lecz bez gubienia jej prawdziwego charakteru.

    Pan Pomidorek z Hiszpanii potrafił wywołać na estradzie prawdziwy tajfun emocji i energii, równocześnie grając nienagannie technicznie i subtelnie i znakomicie współpracował z zespołem, w którego składzie znalazł się między innymi jego własny syn.

    Córka wielkiego Raviego Shankara, który spopularyzował w świecie zachodnim muzykę Indii i przyrodnia siostra słynnej Norah Jones znana jest nie tylko z wykonań tradycyjnych, ale także uwspółcześnionych, nie unikających elektroniki i chwytliwych wokali. Tego wszystkiego w Gdańsku nie było, była za to muzyka skodyfikowana przed trzema tysiącami lat, a niezwykle współczesna, piękna i porywająca. Sama Anoushka okazała się urzekającą osobowością emanującą siłą spokoju, a równocześnie wywijającą w kosmicznym tempie palcami po strunach sitaru. Strzał w dziesiątkę.

    Festiwal otworzyła bardzo popularna w Polsce Lura, która tym razem przywiozła repertuar z nowego albumu. Podobała się jak zwykle i był to sukces w pełni zasłużony, gdyż ta artystka świetnie się czuje w popowej wersji World Music. W podobnym kierunku idzie młodziutka Elida Almeida, która już wkrótce może dołączyć do grona gwiazd muzyki etno.

    Na koniec o tym, co było na koniec. Co roku festiwal wieńczy koncert muzyki afrykańskiej w klubie Parlament i dla wielu siestowiczów jest to ulubiony akcent tej imprezy, przeważnie niesamowicie wprost transowy i energetyczny. W tym roku było nieco spokojniej, ale równie fajnie. Zaśpiewała Karyna Gomes, prawdopodobnie pierwsza artystka z Gwinei Bissau, jaka odwiedziła Trójmiasto.


    tomasz.rozwadowski@polskapress.pl

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    i tak trzymać

    gość (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 3

    mimo tzw. dobrej zmiany

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo