"W finansach zautomatyzowane usługi podbiją świat"

Partnerem materiału jest VIVUSZaktualizowano 

Wideo

Zobacz galerię (0 zdjęć)
- mówi Ewa Wernerowicz, prezes firmy VIVUS

Z.B. - Jestem z pokolenia, dla którego wizyta w banku oznaczała pójście do konkretnego budynku, w którym można było założyć konto, wypłacić gotówkę, zlecić przelew itp. A moja młodsza córka ma trzy konta w trzech bankach i nigdy fizycznie nie była w banku. Dlaczego to się dzieje i co z tego wynika?

E.W. - Źródłem tej zmiany są nowoczesne technologie i internet. Jestem z pokolenia przejściowego, jeszcze na studiach założyłam biuro podróży i pieniądze klientów musiałam wpłacić fizycznie do banku. Biegałam więc z gotówką 400 metrów od tego biura, by te pieniądze jak najszybciej się zaksięgowały u operatora wycieczkowego i żeby klient miał gwarancję, że na pewno pojedzie. Kończąc studia nie wiedziałam, jak działają kredyty, bo za PRL i na początku lat 90. to nie był zbyt popularny temat.

Z.B. - Zatem, jak wielu Polaków, doświadczyliśmy przez ostatnie lata ogromnej zmiany.

E.W. - Rewolucji technologicznej, która odmieniła cywilizację. Doszliśmy do tego, że dziś nawet trzynastoletnie dziecko może mieć konto z kartą - i wiele je ma. Zmieniło się prawo, zmieniła się technologia. Dla młodego pokolenia chodzenie fizycznie do banku i załatwianie tego wszystkiego, co myśmy tam kiedyś załatwiali, nie jest źródłem przyjemności.

Z.B. - A ma być?

E.W. - Ma nie być przykre, uciążliwe i nudne.

Z.B. - To jakie ma być?

E.W. - Proste i wygodne.

Z.B. - Czyli tradycyjny bank odpada?

E.W. - Starsi ludzie są do niego przyzwyczajeni, a młodzi - jak pan sam wspomniał - mają konta, choć nigdy nie byli w banku. Młodzi ludzie chcą mieć wszystko tu i teraz. Online.

Z.B. - Czyli wszystko chcieliby załatwić przez smartfon.

E.W. - Owszem, bo oni nawet żyją przez smartfon. To dlaczego nie mieliby w ten sposób załatwiać swoich potrzeb związanych z finansami? Oni mają zupełnie inne przyzwyczajenia.

Z.B. - I usługi finansowe muszą się do nich przystosować?

E.W. - Oczywiście. To jest szerszy trend: jak wspomniałam, ludzkość, cywilizacja, zmierza do eliminacji czynności nie przynoszących przyjemności, a już na pewno przykrych. Jeżeli ja mam iść do banku i czekać godzinę w kolejce, to wolę tę godzinę spędzić na rozmowie z dziećmi lub jeździe na rowerze.

Z.B. - I tu się pojawia tajemnicze słowo fintech. To fintechy pomagają rozwiązać problem uciążliwości, wymyślając takie usługi, które redukują lub eliminują uciążliwości. Fintech to...

E.W. - Technologia w finansach, czyli obecnie głównie aplikacje mobilne, dzięki którym - bez udziału człowieka - można załatwić właściwie wszystko: zrobić błyskawiczny przelew, wziąć kredyt, załatwić wiele spraw urzędowych.

Z.B. - Założyć lokatę.

E.W. - Oczywiście, a wcześniej różne oferty lokat porównać.

Z.B. - To rodzi napięcie między innowacyjnymi fintechami a tradycyjnymi bankami, które budowały swoją pozycję często setki lat. Wróży pani ich wojnę czy raczej współpracę?

E.W. - Niewątpliwie współpracę, m.in. dlatego, że banki mają nieco inną funkcję - są instytucją zaufania publicznego i ich główną siłą jest bezpieczeństwo naszego pieniądza. Natomiast głównym walorem fintechów są nowatorskie pomysły na zapewnienie klientom wygody, szybkości, jakości obsługi. Tych pomysłów jest mnóstwo, przy czym jeden fintech skupia się przeważnie na jednym pomyśle, jednej usłudze i jej rozwoju. W większości nie są w stanie na tej jednej usłudze zbudować całego biznesu, pozyskać wielkiej liczby klientów.

Z.B. - Nie mają przy tym kapitału na inwestycje, promocje... A banki mają.

E.W. - Banki mają, ale one są zainteresowane szerokim spektrum usług, których jeden fintech nie jest w stanie im dostarczyć. Banki przyglądają się coraz uważniej temu, co dzieje się na rynku, by wyłapać najciekawsze rozwiązania - i mają naprawdę duży wybór, bo prawie każdy startup chciałby się sprzedać z sukcesem bankowi. Jednocześnie banki nie są w stanie rozwijać własnej aplikacji, bo ich systemy istnieją często wiele lat, utrzymywane wielkim kosztem...

Z.B. - No i struktury bankowe, korporacyjne, nie są z natury tak elastyczne jak fintechy.

E.W. - Właśnie. Nie są też tak kreatywne. I dlatego o wiele poręczniej, sensowniej dla banków jest kupić coś na zewnątrz. Ale to musi być kompatybilne z technologią banku. Kluczowa jest zatem umiejętność integrowania usług wymyślonych przez fintechy z systemami banków.

Z.B. - Smatrfon jest centrum zarządzana życiem młodych ludzi podłączonym przez 24 godziny na dobę do globalnej wioski. Wiele, jeśli nie większość, startupów powstaje z myślą nie o lokalnych rynkach, tylko o rynku globalnym. A jak to jest z fintechami?

E.W. - W przypadku fintechów trudność polega na tym, że systemy finansowe, bankowe poszczególnych krajów nie są zintegrowane. W każdym kraju obowiązują nieco inne, specyficzne, przepisy, zasady dotyczące choćby kredytów. I nie da się wprowadzić jednego systemu dla wielu krajów. To stanowi sporą barierę rozwoju.

Z.B. - Unia Europejska wprowadza jednak wiele przepisów unifikujących prawo w skali wspólnoty, także w finansach.

E.W. - Tak, w tej chwili trwają prace nad kolejną dyrektywą o kredycie konsumenckim i jest nadzieja na dalszą unifikację rynku europejskiego. Dziś są jednak olbrzymie różnice. Jesteśmy firmą międzynarodową, świadczącą usługi w wielu krajach i nigdzie nie możemy ich świadczyć w ten sam sposób. Wszystko może się jednak zmienić dosłownie na naszych oczach, czas płynie jakieś pięć razy szybciej niż 20 lat temu, usługi finansowe się zmieniają, postępuje robotyzacja, u mnie w firmie już testujemy sztuczną inteligencję, która będzie potrafiła rozmawiać z klientem...

Z.B. - Tak, że ten się nie zorientuje, iż rozmawia z robotem?

E.W. - Takie jest założenie. I cel. Całą branża finansowa będzie szła w tym kierunku. Proste czynności już zostały zautomatyzowane. Rozmowa z klientem jest bardziej skomplikowana i roboty na razie jeszcze nie do końca sobie radzą. Ale za dwa, trzy lata może się stać dla klienta niewyczuwalne, że doradca po drugiej stronie to nie jest człowiek.

Z.B. - Czy również w fotelu, w którym pani teraz siedzi, zasiądzie kiedyś robot?

E.W. - [śmiech] Tu nadal będę siedzieć ja. Na stronie internetowej „Will robot take my job” można - zgodnie z nazwą - sprawdzić, czy jest się na swoim stanowisku łatwo zastępowalnym przez robota. Tam jest mnóstwo profesji finansowych, księgowych, co do których nie ma wątpliwości, że zostaną zastąpione. Nie ma natomiast wysokich stanowisk menedżerskich. W przypadku prezesów jest 94-procentowa pewność, że nie zostaną zastąpieni.

Z.B. - Mówiąc brutalnie: w branży finansowej będzie trzeba coraz mniej ludzi.

E.W. - Tak. My mamy tylko 200 pracowników w Vivusie, a obsługujemy ponad półtora miliona klientów. Kiedyś, w klasycznej bankowości, nie byłoby to możliwe. Dziś jest to globalny trend, który może się tylko umacniać. Jeśli projektuje się usługi finansowe np. na rynku chińskim, to w ten sposób, by obsłużyły bez problemu setki milionów klientów. Są to zatem usługi mocno zautomatyzowane i one będą w najbliższych latach podbijać świat,

Podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy rozmawiał Zbigniew Bartuś

Materiał oryginalny: "W finansach zautomatyzowane usługi podbiją świat" - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj ogłoszenie