W czasie pandemii wróciliśmy do ogrodów, to pomogło gospodarstwom ogrodniczym produkującym głównie rośliny ozdobne

Lucyna Talaśka-Klich
Lucyna Talaśka-Klich
W ubiegłym roku Rafał Wilmański z pow. grudziądzkiego miał problemy ze sprzedażą bratków, gdy z powodu pandemii zamknięto targowiska. W tym roku ograniczył produkcję bratków Nadesłane
Z powodu ograniczeń w czasie pandemii właściciele gospodarstw ogrodniczych ponieśli spore straty, ale przede wszystkim wiosną minionego roku. Potem było znacznie lepiej, gdy coraz więcej osób sadziło kwiaty i warzywa. Niektóre z nich stworzyły namiastkę ogrodów nawet na balkonach.

- Wiosna minionego roku była dla nas fatalna, gdy okazało się, że nie będzie gdzie sprzedać bratków - mówi Rafał Wilmański z miejscowości Zarośle, (gm. Rogóźno, pow. grudziądzki).

Te uprawy dominują w woj. kujawsko-pomorskim

Najpierw był zastój w sprzedaży kwiatów do ogrodu, a potem był spory ruch

Gdy z powodu pandemii wprowadzono ograniczenia w handlu, miał do sprzedaży m.in. 25 tysięcy bratków. Sprzedawał je zaledwie po 1,20 zł za sztukę, a to była cena, która nie gwarantowała mu nawet zwrotu kosztów produkcji.

- Sytuacja jest wciąż nieprzewidywalna, więc w tym roku wolałem ograniczyć produkcję bratków o około 20 procent - dodaje Rafał Wilmański, który od wielu lat sprzedaje kwiaty głównie na targowiskach.

Pan Rafał zajmuje się także produkcją ziół i rozsady warzyw i dzięki temu czasu pandemii nie będzie wspominał aż tak źle. - Byłem zaskoczony, gdy zaczęła rosnąć sprzedaż tych towarów - wyjaśnia. - Rozsadę warzyw, zioła, ale i coraz więcej kwiatów zaczęli kupować m.in. działkowicze.

I dlatego - jak ocenia Rafał Wilmański - miniony rok nie był zły dla jego gospodarstwa.

Z chryzantemami ostrożniej, bo wciąż sytuacja jest niepewna. Pomoc z ARiMR się przydała

- Miniony rok nie zakończył się tragicznie, bo udało się odzyskać część pieniędzy za chryzantemy - mówi Karolina Siudzińska prowadząca gospodarstwo ogrodnicze w Dobrzejewicach (pow. toruński) nastawione głównie na produkcję ogórków i pomidorów. Chodzi o pomoc przekazaną przez Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Jednak po ubiegłorocznych problemach ze sprzedażą kwiatów, ogrodnicy są ostrożniejsi i wciąż zastanawiają się, czy warto zainwestować w chryzantemy. Wszak pandemia jest nieprzewidywalna.

Miłe zaskoczenie, gdy klientów w gospodarstwach ogrodniczych przybywało

Sławomir Telus, który prowadzi gospodarstwo ogrodnicze w miejscowości Wrocki (pow. golubsko-dobrzyński) wspomina, że w minionym roku problemy ze sprzedażą bratków i prymuli miał - jak wielu innych producentów kwiatów - w pierwszym miesiącu ograniczeń w handlu.

To też może Cię zainteresować

- Sytuacja zaczęła się poprawiać mniej więcej tydzień przed Wielkanocą, wówczas sprzedaż rosła - twierdzi Sławomir Telus, który przyznaje, że tego co stało się później, nie można było przewidzieć.

Ale było to miłe zaskoczenie, gdy do gospodarstw ogrodniczych docierało coraz więcej klientów. Pozamykane markety budowlane, galerie handlowe - to także sprzyjało zakupom u gospodarzy.

- Ludzie nie mieli dokąd wyjeżdżać w czasie pandemii, więc niektórzy zaczęli chętniej zajmować się ogrodami - dodaje pan Sławomir.
- Mój mąż żartuje, że tyle pieniędzy, ile kiedyś wydawałam na buty, teraz przeznaczam na rośliny do ogrodu i na taras - mówi mieszkanka podbydgoskiej wsi. - Piękne kwiaty, krzewy ozdobne pozwalają złapać oddech w czasie pandemii. Cała nasza rodzina pokochała prace w ogrodzie. Mąż zamówił i sam złożył małą szklarnię, w której uprawialiśmy w minionym roku zioła, pomidory i ogórki. To dało nam dużo satysfakcji, chociaż sporą część pomidorów zniszczyła nam choroba - szara pleśń. Ale się nie poddajemy - w tym roku też posadzimy pomidory.

Czas lockdownu sprzyja przygodzie z ogrodnictwem

Zdaniem Sławomira Telusa w minionym roku niejeden ich klient rozpoczął przygodę z ogrodnictwem: - Niektórzy mówili wprost, że nigdy wcześniej nawet nie próbowali siać, czy sadzić.

Zdarzało się, że niektórzy zakładali namiastki ogrodów na balkonach. I rosły tam nie tylko kwiaty, ale nawet warzywa. Jednak dla nowicjuszy to nie był najlepszy rok, bo na przykład pomidory atakowały choroby grzybowe. - To mogło niektórych zrazić - uważa właściciel gospodarstwa ogrodniczego w miejscowości Wrocki, który ma nadzieję, że nie wszyscy zniechęcili się drobnymi problemami i przynajmniej niektórzy z nich staną się ich stałymi klientami.

Producenci warzyw mieli gorszy rok

Paweł Sikorski prowadzący Gospodarstwo Ogrodnicze Sikorscy w Dubielnie (pow. chełmiński) zwraca uwagę, że dla osób produkujących warzywa miniony rok był bardzo zły.

Sikorscy zajmują się produkcją m.in. pomidorów i ogórków, a z powodu ograniczeń w czasie pandemii trudniej znaleźć odbiorców na krajowym rynku, którzy zapłaciliby za ten towar godziwe stawki.

To też może Cię zainteresować

Gospodarza denerwuje fakt, że nawet w dobie wielu ograniczeń i problemów ze zbytem rodzimych towarów, do Polski wjeżdżają np. rosyjskie ogórki. I to, że pomidory, za które właściciel gospodarstwa dostaje 1,20 zł/kg, na sklepowej półce kosztują 6 zł. Chciałby, żeby kupujący - tak jak w przypadku kwiatów do ogrodu - mogli jak najwięcej towarów nabywać bezpośrednio od gospodarzy.

Wideo

Materiał oryginalny: W czasie pandemii wróciliśmy do ogrodów, to pomogło gospodarstwom ogrodniczym produkującym głównie rośliny ozdobne - Gazeta Pomorska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie