Vane. Metal o piratach, ale mroczniej niż inni. Rozmowa z muzykami o występach na Wacken, Pol'And'Rock Festiwalu i planach na przyszłość

Rafał Mrowicki
Rafał Mrowicki
Udostępnij:
Krakowski Vane jest jedną z rewelacji na polskiej scenie metalowej. Grupa tworzy melodyjny, choć ciężki metal, a w tekstach utworów opowiada historie o piratach. Gitarzyści Mateusz Gajdzik i Robert Zembrzycki opowiedzieli o dokonaniach i planach zespołu przed koncertem w gdańskim klubie Wydział Remontowy.

- To wasz pierwszy samodzielny koncert w Trójmieście, nad morzem. Wy sami pochodzicie z południa Polski, ale wasz wizerunek sceniczny oraz styl nawiązuje do tematyki pirackiej.
Robert Zembrzycki: - Odkąd się poznaliśmy chcieliśmy założyć razem zespół. Mateusz powiedział, że "ten zespół musi być o czymś". Zadzwoniłem kiedyś do niego i zapytałem czy lubi piratów. Jestem zrobiony na Mazurach, żegluję całe życie, kocham tematykę marynistyczną, a piraci są największymi "bad assami" (z ang. twardzielami) na morzu.
Mateusz Gajdzik: - Mieliśmy pomysł by śpiewać o życiu o śmierci (śmiech), ale stwierdziliśmy że to do nas nie pasuje.
RZ: Tego pirackiego klimatu nikt nie robi tak jak my. Albo jest Running Wild, który jest zespołem już nieco przebrzmiałym,, albo nasi kumple z Alestorm, którzy robią to na wesoło. My postanowiliśmy zrobić to w nieco mroczniejszy sposób, bardziej na poważnie.

- W jakie klimaty sięgacie żeby było to bardziej mroczne?
RZ: - Skupiamy się na historycznych faktach, które lekko ubarwiamy i przedstawiamy je od strony emocji tych postaci, dzięki czemu każdy może się z tym jakoś identyfikować. Nasza pierwsza płyta to historia ciekawej postaci jaką jest Stade Bonnet, który został piratem, bo w pewnym momencie stwierdził, że kupi statek i będzie łupić,m bo było go na to stać.

- Macie różne doświadczenia muzyczne. Graliście w takich zespołach jak Saratan, Witchking, Corruption, Acid Drinkers. Jak połączyć te doświadczenia?
MG: - Spędziłem bardzo dużo czasu w Witchking, miałem epizod w Crystal Viper. To bardzo heavymetalowe kapele. Zmieniły mi się gusta przez lata. Po paru latach przerwy od grania nie zastanawiałem się nad tym co będę grać. Nie próbuję łączyć tego co ja i Robert graliśmy wcześniej.

- Melodii tu jednak nie brakuje, choć klimat i brzmienia cięższe.
MG: - Zawsze staram się doszukiwać melodii w muzyce. Są kapele, w których jej prawie nie ma i opierają się na rytmie. Melodia to jest to czego szukam najbardziej w muzyce. Z konkretnym ciosem.

- Co było dalej jak już postanowiliście o założeniu zespołu?
MG: - Gdy stwierdziliśmy, że zakładamy kapelę, jakiś tydzień później Zembrzyc powiedział "Mam świetną wiadomość. Dołączam do Acid Drinkers!". Myślałem, że to koniec. Przez rok samotnie walczyłem z materiałem.

- Jak to wyglądało od strony kompozytorskiej, po tych zmianach w guście? Co na ciebie wpływało?
MG: - Ciężko mi na to odpowiedzieć. Wydaje mi się, że mógł to być Machine Head z okresu "The Blackening", Lamb of God. Teraz trochę zawęziłem swój obszar słuchania, ale słuchałem nie tylko metalu.

- Na scenie widać rekwizyty morskie jak ster, czy skrzynie na skarby.
RZ: - To wszystko powstawało stopniowo. Jak zaczęliśmy planować trasę wiedzieliśmy, że na miarę naszych możliwości chcemy zrobić show, by ludzie czuli, że zapłacili za bilet za mało. Gdy jesteśmy na scenie zamienia się ona w piracki okręt. Zapakowaliśmy wytwornicę dymu, ustawiliśmy skrzynie, koło sterowe.

- Sami też odpowiadacie za grafiki, teledyski.
RZ: - Z okładkami różnie bywa, ostatnio np. grafikę do singla "The Cannibal" zrobiłem ja. Poprzednie robili różni ludzie, najwięcej zrobił dla nas nasz kolega Michał "Xaay" Loranc z Krakowa.

- Wydaliście niedawno wasz debiutancki album z jednym z singli w drewnianej oprawie z grafiką wydrążoną laserowo.
RZ: - Dzisiaj mało kto kupuje płyty. Jest garstka pasjonatów, którzy to robią, ale większość słucha przez Spotify. Żeby zainteresować ludzi, trzeba zrobić coś, co będą chcieli mieć. Włożyliśmy w to dużo pracy, naładowaliśmy do gadżetami. Taki box ręcznie przez nas szlifowany, jest czymś, co ludzie mogą chcieć mieć na półkach.

- W zeszłym roku wystąpiliście na Wacken Metal Battle oraz na festiwalu Pol'And'Rock. Jak to wspominacie?
RZ: - Nie rozdzielałbym tego, bo to była jedna wyprawa. Eliminacje do Wacken były chyba najbardziej stresującym koncertem w życiu. Graliśmy też jako pierwsi, choć słyszeliśmy, że pierwsze zespoły często wygrywają...

- Byłem kilka lat temu na eliminacjach i tak właśnie było.
RZ: -... presja była więc jeszcze większa. Staliśmy na scenie podczas ogłoszenia wyników i ledwo słyszałem co było mówione do mikrofonu.
MG: Starałem się luzować, ale moment ogłoszenia wyników był niesamowitym przeżyciem.

- Jak wyglądały kolejne miesiące przed wyjazdem do Niemiec?
RZ: - Dużo ćwiczyliśmy. Mieliśmy też problemy na stołku perkusisty. Wsparł nas nasz kolega Eugene Ryabchenko, który grał m.in. z Decapitated. W dwa dni zrobił godzinnego seta. Grał bez błędu.

- Może was wcześniej słuchał?
RZ: - (śmiech) Wcześniej nie, słuchał intensywnie gdy wracał z trasy z Decapitated.

- Co było dalej?
RZ: - Pojechaliśmy we wtorek po południu na Wacken, dotarliśmy tam nad ranem, rozbiliśmy namioty i o 15:00 graliśmy. Niby wcześnie, jeszcze przed rozpoczęciem festiwalu, ale w namiocie było pełno ludzi. Choć organizatorzy zastrzegli, że nie można rozkręcać młynu, ale takie rzeczy i tak się działy na naszym koncercie. Nie wierzyłem w to co tam się działo. Były oczywiście problemy, w drugim utworze zerwałem strunę, ale zagraliśmy to z pożyczonym perkusistą. Zajęliśmy piąte miejsce na ponad 30 zespołów z całego świata. Pojechaliśmy na Pol'And'Rock. Graliśmy na Scenie Lecha o 21:00. Przestrzeń była słabo wypełniona, ale po dwóch numerach podnoszę głowę po headbangingu, a tam morze ludzi.
MG: - Część z nas wróciła do Krakowa, a część wróciła na Wacken na ogłoszenie wyników. Zwycięzca miał tam zagrać koncert. Ekipa w Krakowie była gotowa by wrócić. Koncerty rewelka. Dwa największe i najważniejsze koncerty w moim życiu.

- Co zrobić by ten rok był lepszy niż poprzedni?
MG: - To jest dobre pytanie, zadajemy je sobie od miesięcy (śmiech).
RZ: - Mamy w planach rozpoczęcie prac nad następcą płyty "Black Vengeance"

- Na drugim albumie znajdzie się inny materiał niż na singlach, które aktualnie się ukazują?
MG: - Kolejne single stworzą EPkę, którą wydamy fizycznie jeszcze w tym roku. Na płycie będzie zupełnie nowy materiał. W tym roku zaczniemy to pisać.
RZ: - Pewnie ukaże się w końcówce przyszłego roku.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Cannes – festiwal filmu i kreacji

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie