Vandermark w wydaniu awangardowym

Tomasz Rozwadowski
Vandermark (pośrodku) nie tyle uspokajał grę, ile umiejętnie dolewał oliwy do ognia
Vandermark (pośrodku) nie tyle uspokajał grę, ile umiejętnie dolewał oliwy do ognia Grzegorz Mehring
Udostępnij:
Muzyczna awangarda, jak każdy gatunek muzyki, podlega cyklom koniunktury. Ostatnie lata są znów okresem dobrej pogody dla dźwiękowych eksperymentów - dzieje się tak zarówno w muzyce tworzonej przez nastolatków czy studentów, jak i w przypadku starszych pokoleń, które czerpią inspiracje z usankcjonowanych już tradycją dźwiękowych ekscesów awangardy XX wieku.

W miniony wtorek w małej sali Polskiej Filharmonii Bałtyckiej w Gdańsku zagrał zespół Cinc Trio, który bez wątpliwości można przypisać do "starej" awangardy. Liderem Cinc jest słynny amerykański saksofonista i klarnecista Ken Vandermark.

Muzyk, urodzony w 1964 r., zaprosił do wspólnego grania dwóch artystów starszych od siebie o pokolenie i należących do prądu współczesnej muzyki improwizowanej, który się w pełni ukształtował w latach 60. ubiegłego stulecia.

Perkusista Paul Lytton (ur. w 1947 r.) i skrzypek Phillipp Wachsmann (rocznik 1944) są obecni na europejskiej scenie eksperymentalnej od przeszło czterech dekad. Lytton jest kojarzony przez publiczność, głównie za sprawą trwającej przez całą jego dotychczasową karierę współpracy z saksofonistą Evanem Parkerem, żywym symbolem brytyjskiego free jazzu. Wachsmann bierze udział w przedsięwzięciach z zakresu wolnej improwizacji, często mocno zelektronizowanej.

Zapraszając ich do wspólnego grania, Vandermark był świadom, że wkracza na teren twardej awangardy. Zapowiadał przed występami tria, że będzie w muzyce zespołu czynnikiem porządkującym i nieco uspokajającym dzikie napady improwizatorskiej weny swoich partnerów. Gdański koncert poniekąd odwoływał się do tej zapowiedzi.

Już po kilku minutach było wiadomo, że choć trzech muzyków zalewa słuchaczy atonalnymi, często poruszającymi się na granicy słuchowej tortury, potokami dźwięków, ostatecznie składają się one na głęboko przemyślaną i wspaniale wykonaną od strony instrumentalnej całość.

Lytton, oprócz klasycznego perkusyjnego zestawu, obsługiwał cały arsenał drobnych instrumentów perkusyjnych, które tworzyły niepokojące, pełne zaskoczeń i podskórnego napięcia tło dla skrzypiec i instrumentów dętych.

Wachsmann prezentował, oprócz tradycyjnej techniki skrzypcowej, także metody bardzo rzadko widziane na koncertowych estradach, m.in. grę na instrumencie trzymanym w pozycji pionowej. Ustawiony pomiędzy nimi Vandermark nie tyle uspokajał ich grę, ile umiejętnie dolewał oliwy do ognia. Temperatura improwizacji była więc niezwykle wysoka.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie