Urzędnicy morscy kontra dwaj biznesmeni

    Urzędnicy morscy kontra dwaj biznesmeni

    Marcin Kamiński

    Dziennik Bałtycki

    Aktualizacja:

    Dziennik Bałtycki

    Nawet trzy lata więzienia grożą urzędnikom Urzędu Morskiego, którzy zezwolili dwóm biznesmenom na wybudowanie w chronionym paśmie wydmy ogródków gastronomicznych. Urzędnicy, według prokuratury, przekroczyli swoje uprawnienia, a właściciele lokali złamali warunki umowy dzierżawy.
    Tym drugim z kolei grozi do dwóch lat pozbawienia wolności. Proces w tej sprawie ruszył przed słupskim sądem.

    Prokuratura oskarżyła w sprawie dwóch urzędników: Andrzeja Sz., byłego dyrektora Urzędu Morskiego, Ryszarda T., kierownika obwodu UM oraz inwestorów Józefa W. i Sławomira S., znanych usteckich biznesmenów.

    Przypomnijmy: dwa lata temu na wydmie, w pobliżu dwóch obiektów gastronomicznych, postawiono dwie restauracje. W opinii prokuratury tego typu obiekty nie miały prawa stanąć na chronionym terenie i były samowolą budowlaną.

    Dodatkowo, mimo że w umowie dzierżawy było zalecenie, by "posadowić je w sposób najmniej ingerujący w przyrodę" to zniwelowali teren wydmy ciężkim sprzętem.

    Byłemu dyrektorowi Urzędu Morskiego Andrzejowi S. oraz jego pracownikowi, Prokuratura Rejonowa w Słupsku zarzuca przekroczenie uprawnień poprzez wydanie zgody na zbudowanie drewnianych restauracji oraz zniszczenie tak zwanej wydmy szarej, leżącej w pasie technicznym. Były dyrektor nie przyznaje się do winy.

    - Skala zniszczeń na wydmie była dużo mniejsza niż twierdzi prokuratura. Poza tym szkody zostały już naprawione - twierdzi obrońca byłego dyrektora mecenas Andrzej Sut.

    I faktycznie - szkody zostały naprawione, bo następca dyrektora urzędu Andrzeja Sz. Bogusław Piechota doszedł do porozumienia z Józefem W., który zapłacił 5 tys. zł za nasadzenia w miejscu ogródka.

    Dwójce restauratorów Józefowi W. i Sławomirowi S. prokuratura zarzuca zniszczenie wydmy oraz zbudowanie restauracji przed uprawomocnieniem się zezwolenia Urzędu Morskiego. Gdy sprawą zainteresowały się media Andrzej S. rozwiązał z biznesmenami podpisaną kilka tygodni wcześniej umowę na wydzierżawienia wydmy.

    Jednak w śledztwie wyszło na jaw, że dyrektor - na wniosku Józefa W. o umowę dzierżawy napisał - "proszę spojrzeć na sprawę pozytywnie". Jego podwładny wykonał zalecenie szefa, mimo że inny urzędnik w piśmie wewnętrznym ostrzegał, że lokalizacja ogródków znajduje się w "granicach krajobrazu chronionego".

    Prokuratura badała również wątek korupcyjny, jednak prokuratura nie znalazła dowodów, by ktokolwiek przyjął łapówkę za korzystne załatwienie sprawy.

    Sprawa na pewno nie zakończy się szybko, bo przedsiębiorcy, jeśli wyrok okaże się niepomyślny dla nich, będą domagać się odszkodowania z tytułu utraconych korzyści.

    - Dopiero wyrok przesądzi, jakie dalsze działania podejmiemy - mówi Józef Walczak, przedsiębiorca z Ustki. - Sam zarzut jest bardzo naciągany i jestem w stanie wskazać w każdej chwili podobne inwestycje jak ta, o którą nas oskarżono, a które znajdują się na polskim wybrzeżu.

    Nikt jednak nie załamuje nad tym rąk, ani nie drze szat. Co do samowoli budowlanej, mam decyzję z nadzoru budowlanego z Gdańska, który umorzył postępowanie w tej sprawie. Na szczęście powoli wszystkie zarzuty okazują się nietrafione.

    Kolejna rozprawa odbędzie się pod koniec sierpnia

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo