Urodziny Williama Szekspira. Wprawdzie Gdańsk to nie Paryż, ale szacunek wobec kolegów i widzów wymaga, aby zjawić się w czystej odzieży

Gabriela Pewińska
Gabriela Pewińska
Gdański „Hamlet” w recenzjach sprzed lat Tadeusz Link, ze zbiorów MNG
Dziś urodziny Williama Szekspira, 457. Przypomniał mi się gdański „Hamlet” w reżyserii Andrzeja Wajdy. Od premiery minęło ponad 60 lat! Odszukałam dawne recenzje. Recenzent pisał: Na premierze zjawił się ulubiony przez nas aktor Bogumił Kobiela w stroju zgodnym już z jego premierową tradycją: w szarawej koszuli, brudnawym swetrze i skórzanej kurtce.

457. urodziny Williama Szekspira. Gdański „Hamlet” w recenzjach sprzed lat

Co pisano? A choćby to, że grający tytułową rolę Edmund Fetting pokazał aktorstwo dużego kalibru, swoje „być albo nie być” rzucał jakby od niechcenia. Zwyczajnie, ot tak sobie, jak mówi się: „pójść nie pójść, wziąć nie wziąć…”. Chwalono Krystynę Łubieńską w roli Ofelii, że ładnie rozegrała swą partię, dysponując pięknym materiałem głosowym.

Ktoś czepiał się scenografii: „aktorzy wycierają głowami sufity na krużgankach I piętra; wyglądają jak wielkoludy w krainie liliputów. Brak powietrza i przestrzeni”.

Inny krzywił się, że „scena z pogrzebem Ofelii zbyt żywo przypomina pochód ze zwłokami Danusi Jurandówny” z filmu Aleksandra Forda „Krzyżacy”, z kolei scena z Grabarzami była tak znakomita, „że nie powstydziłby się jej chyba najlepszy szekspirowski teatr. Nawet stratfordzki”.

„Dlaczego, na litość boską, wykonawcy większości ról nie starają się o czyste, zrozumiałe podawanie tekstu, dlaczego nie zadają sobie trudu, aby głos ich docierał do widza? Wielokrotnie już przy innych okazjach poruszałem temat zaniedbywania dykcji przez niektórych naszych aktorów. W wypadku „Hamleta’” zaniedbywanie to staje się szczególnie rażące” – pieklił się kolejny z recenzentów.

Ale już inny cieszył się, że „Hamlet” w Teatrze Wybrzeże „w pełni nadmorskiego sezonu jest wielkim przeżyciem dla tych wszystkich, którym pogoda robi w tym roku brzydkie kawały”.

Najbardziej zaskoczyła mnie recenzja, którą wieńczyło takie oto postscriptum:

„Na koniec sprawa pozornie drobna. Na premierze zjawił się ulubiony przez nas aktor Bogumił Kobiela w stroju zgodnym już z jego premierową tradycją: w szarawej koszuli, brudnawym swetrze i skórzanej kurtce. Drogi Bobku – wprawdzie Gdańsk to nie Paryż, ale szacunek wobec kolegów i widzów wymaga mimo wszystko, aby zjawić się w czystej odzieży, zwłaszcza gdy przychodzi się w towarzystwie ładnej dziewczyny ubranej w wieczorową suknię. Rozumiem Twój pęd do oryginalności, ale jest przecież tyle innych sposobów jej zademonstrowania. Ten wydaje mi się akurat nie najlepszy”.

W dobie teatru w sieci wielu może dopaść dylemat szekspirowski. Na premierę przed ekranem komputera: sweter czy frak? Oto jest pytanie.

Prof. Jerzy Limon: Do miast jechały wozy z aktorami i szczur...

EURO 2020 - Polacy jadą do domu

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie