Strażacy, policjanci i lekarz weterynarii pomogli we wtorkowy wieczór (7 sierpnia) łosiowi, który wpadł do głębokiego dołu w gminie Malbork i nie był w stanie się wydostać. Dzień później zatroskany mieszkaniec powiadomił, że zwierzę nie uciekło w bardziej przyjazne sobie rewiry, tylko leży na polu w pełnym słońcu.

Zwierzę zostało znalezione około godz. 21 w okolicy nasypu kolejowego w Kałdowie Wsi. Strażaków o pomoc poprosiło Malborskie Stowarzyszenie Przyjaciół Zwierząt Reks, które zostało powiadomione przez jedną z mieszkanek gminy Malbork.

- Łoś wpadł do studni inżynieryjnej na terenie należącym do PKP, której głębokość wynosi 2 metry. Na miejscu działały dwa zastępy JRG Malbork oraz OSP Stogi, a także policja i lekarz weterynarii. Działania trwały ponad trzy godziny - mówi mł. bryg. Robert Licznerski, oficer prasowy komendanta powiatowego PSP.

Sporo czasu zajęły same przygotowania do wyciągnięcia zwierzęcia. Członek OSP Stogi na potrzeby akcji udostępnił ładowarkę teleskopową. Najpierw lekarz weterynarii zszedł do dołu po drabinie i podał łosiowi leki uspokajające. Następnie strażacy owinęli mu liną poroże i w ten sposób został wyciągnięty z "pułapki".

Zobacz galerię

- Zwierzę przekazano lekarzowi weterynarii, które jeszcze podawał mu płyny, a my na tym zakończyliśmy nasze działania - dodaje mł. bryg. Robert Licznerski.

Jak się dowiedzieliśmy, lekarz podał czterokopytnemu pacjentowi kroplówkę. Łosia pozostawiono na miejscu, rano już go tam nie było.

- To była bardzo optymistyczna informacja - mówi Wojciech Szczerbiński, powiatowy lekarz weterynarii.

Była, bo w ciągu dnia okazało się, że jest problem.

- Ten łoś leży na środku pola, po lewej stronie przed Kościeleczkami. Wierzę, że wczoraj ratujący go ludzie zrobili, co mogli, i należy im się szacunek. Ale teraz potrzebna jest dalsza pomoc. Łoś leży na środku polu, w pełnym słońcu, jest ponad 30 stopni. Jeśli nikt mu nie pomoże, to padnie. Od człowieka nie weźmie wody w wiadrze. Jakimś rozwiązaniem jest polewanie go wodą lub przewiezienie w okolice jakiegoś zbiornika czy cieku wodnego. Najwyraźniej on jest tak poobijany, że leży na tym polu i nie jest w stanie się ruszyć - mówi mieszkaniec Malborka, który zauważył łosia ok. godz. 13.

O sprawie został poinformowany wójt gminy Malbork.

- Już podjęliśmy działania. Zawiadomiliśmy lekarza, który zajmował się tym łosiem, i wyjaśnił, że tutaj od strony medycznej nie ma już nic do zrobienia. Trzeba zwierzę polewać wodą i zapewnić cień - mówi Marcin Kwiatkowski, wójt gminy Malbork. - Natomiast to jest zwierzyna dzika w stanie wolnym i należy do Skarbu Państwa, więc to nie są kompetencje gminy. Jeżeli byłoby to zwierzę ranne po wypadku, sytuacja byłaby inna. W tym przypadku nasze działania polegają na tym, że powiadomimy odpowiednie instytucje, czyli koło łowieckie z tego obwodu oraz Powiatową Inspekcję Weterynaryjną.

Powiatowy lekarz weterynarii od razu po sygnale pojechał sprawdzić na miejscu, co dzieje się ze zwierzęciem. I sprawy przybrały dość nieoczekiwany obrót.

- W porozumieniu z właścicielem gospodarstwa wzięliśmy wodę w wiadrze i pojechaliśmy go szukać. Jego reakcja była piorunująca. Na nasz widok stanął dęba i zaatakował. Nic nam się nie stało, ale nie wiem, czy nie uszkodził samochodu. Potem odwrócił się i poszedł - mówi Wojciech Szczerbiński. - Widać, że to jest młody osobnik. Na ten moment wydaje się, że sprawa jest rozwiązana. W nocy był nawodniony przez lekarza weterynarii, otrzymał glukozę, a teraz ma paszy pod dostatkiem, bo przemieszcza się po polach rzepaku. Wydaje mi się, że na tę chwilę interwencja jest wykluczona. Jest nadzieja, że przyjdzie noc i jego losy potoczą się dobrze.

Jak się dowiedzieliśmy, sprawa została zgłoszona Kołu Łowieckiemu Sokół-Kolejarz. Jeden z jego przedstawicieli mieszka w Kościeleczkach i obiecał, że będzie miał oko na łosia, dopóki ten nie dojdzie do siebie.

- Z informacji od lekarza weterynarii, który zajmował się łosiem, wynika, że nic mu nie jest. Nie jest połamany, tylko wycieńczony tą wczorajszą walkę z dołem, do którego wpadł. Lekarz mówi, że trzeba go zostawić sobie, żeby doszedł do siebie, ale koło ma go pod opieką. Z kolei jeżeli jutro będzie trzeba, bo łoś np. nadal będzie osłabiony, gmina będzie dalej działać pod kątem np. zapewnienia mu azylu - mówi Beata Zakrzewska, dyrektor Wydziału Środowiska i Rolnictwa Starostwa Powiatowego.

Pomijając już wszystko, duże zdziwienie wzbudził już sam fakt, że łoś zawędrował w tę okolicę.

Zobacz też: W powiecie łańcuckim policjanci i strażacy ratowali łosia, pod którym załamał się lód

POLECAMY NA STREFIE AGRO: