Uprawy z obowiązkową polisą

    Uprawy z obowiązkową polisą

    Paulina Strzałkowska

    Dziennik Bałtycki

    Dziennik Bałtycki

    Rolnicy korzystający z dopłat bezpośrednich od tego roku muszą ubezpieczać swoje uprawy i hodowle zwierząt. Unijne przepisy, które weszły w życie w tym miesiącu, nakazują obowiązkowe wykupienie polis ubezpieczeniowych na co najmniej 50 procent upraw rolnych i hodowli.
    W Polsce z dopłat unijnych korzysta ok. 1,5 miliona rolników, w tym prawie 40 tysięcy na Pomorzu. Na zawarcie umów ubezpieczeniowych mają jeszcze trochę czasu. Uprawy ozime trzeba ubezpieczyć do 30 listopada, wiosenne zasiewy do 30 maja. Jednak część przezornych gospodarzy ubezpieczyła uprawy już w zeszłym roku.

    - Im szybciej, tym lepiej - zaznacza Andrzej Sobociński, rolnik z Solnicy, koło Nowego Dworu Gd.
    - Ubezpieczyłem 50 ha pszenicy i jęczmienia. Dzięki temu śpię spokojnie i w razie problemów pogodowych mam gwarancję, że nie będę stratny. Składki wcale nie są duże, średnio około 55 zł za hektar pszenicy. Przy cenie około 700 zł za tonę pszenicy można spokojnie wydać pieniądze na polisę.

    Za brak obowiązkowego ubezpieczenia przez najbliższy okres gospodarze zapłacą stosunkowo niewielką karę - 2 euro od hektara lub sztuki zwierzęcia gospodarskiego. Jednak tak niska kwota będzie obowiązywała tylko do 2010 roku. Później rolnik, który nie ubezpieczy połowy upraw, nie będzie mógł ubiegać się o pomoc państwa w razie klęski żywiołowej.

    - Obowiązkowe ubezpieczenie to dobre rozwiązanie, z korzyścią dla rolników - mówi z przekonaniem Andrzej Sobociński. - Zasady są jasne, ubezpieczalnia w razie zgłoszenia strat wyznacza osobę, która przyjeżdża na pole i ocenia sytuację. Przy młóceniu ziarna również będzie przedstawiciel ubezpieczalni, który zobaczy, jaka jest wydajność z hektara, oszacuje wielkość plonu. Jeśli spadła, jest to podstawa do odszkodowania.

    Ci, którzy nie wykupią polisy, ryzykują nie tylko zapłacenie kary. W razie np. suszy nie będą mogą liczyć na tanie, preferencyjne kredyty. Mogą to boleśnie odczuć rolnicy, którzy mają pozaciągane kredyty. Dług bankowy, bez względu na sytuację na polu, trzeba spłacić. - Nie ma co przeliczać, że taniej jest zapłacić karę za brak ubezpieczenia czy czekać na pomoc państwa, które też broni się przed wydawaniem pieniędzy na wsparcie w razie rolniczych strat - przekonuje Sobociński.

    - Dlatego uważam, że ubezpieczenie upraw jest najlepszym rozwiązaniem. Skoro ubezpiecza się samochody i inne maszyny, tak samo powinno się ubezpieczyć plony, z których sprzedaży utrzymuje się często cała rodzina.

    Na razie wielkiego tłoku w firmach ubezpieczeniowych nie ma. O opłaceniu polisy gospodarze prawdopodobnie zaczną myśleć dopiero po żniwach, które rozpoczną się za kilkanaście dni.
    - Obecnie rolnicy zasięgają informacji, pytają o koszty i terminy - mówi Jerzy Bartkowski, agent PZU w Nowym Dworze Gd. - Sytuacja zmieni się po wakacjach, przed rozpoczęciem jesiennych zasiewów, a później tych wiosennych.

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo