reklama

U2 porwało nie tylko Śląsk

Marcin MindykowskiZaktualizowano 
Okrągły, rozsuwany telebim i ogromna scena w  kształcie portu kosmicznego, z ruchomymi mostami i ze wszystkich stron otoczona publicznością, robiły wrażenie. Muzycy wznieśli się na wyżyny swoich możliwości. Bono kilkakrotnie zapewniał, że ta noc na zawsze zostanie w jego pamięci. 70-tysięczna publiczność nie była przypadkowa - wszyscy wiedzieli, po co i dla kogo tu przyjechali.
Okrągły, rozsuwany telebim i ogromna scena w kształcie portu kosmicznego, z ruchomymi mostami i ze wszystkich stron otoczona publicznością, robiły wrażenie. Muzycy wznieśli się na wyżyny swoich możliwości. Bono kilkakrotnie zapewniał, że ta noc na zawsze zostanie w jego pamięci. 70-tysięczna publiczność nie była przypadkowa - wszyscy wiedzieli, po co i dla kogo tu przyjechali. Arkadiusz Gola
Obiektywnie rzecz opisując, czwartkowego wieczoru na Stadionie Śląskim w Chorzowie pojawili się czterej mężczyźni w średnim wieku i zagrali ładne, ale właściwie dość proste piosenki, zaaranżowane na gitarę, bas i perkusję. Obiektywnie, bo na poziomie emocji muzycy U2 stworzyli poruszające widowisko, które nikogo nie pozostawiło obojętnym.

Dla niektórych chorzowska przygoda rozpoczęła się już 24 godziny przed koncertem, w środowy wieczór. To wtedy grupa znajomych z Trójmiasta i okolic wyruszyła pociągiem do Katowic. - Mieliśmy plan, żeby się wyspać w drodze i w czwartek być wypoczęci, ale nic z tego - mówi Łukasz, student z Pszczółek. - Cała noc upłynęła nam na gorących rozmowach na temat koncertu.

Wciąż ma na ręku napisany markerem numer "117". - To numer w kolejce, która ustawiała się od rana do otwarcia bram - wyjaśnia. Łukasz i jego znajomi byli na miejscu o godz. 6. - Koczowaliśmy na jakichś kartonach, które znaleźliśmy na śmietniku - śmieje się.

Bramy otwarto punktualnie o godz. 17. Pierwsze chwile były dramatyczne. Do wejścia błyskawicznie rzuciły się tłumy fanów. - Przypominało to prawdziwą walkę na śmierć i życie - opowiada Magda, studentka z Gdańska. - Po tych godzinach czekania ledwo dobiegłam na płytę stadionu.

Opłacało się jednak: najbardziej wytrwali mogli liczyć na miejsca w pasie tuż przy scenie, do którego wpuszczono tylko pierwsze 1500 osób. I mieć muzyków na wyciągnięcie ręki.

Skala akcji "Tworzymy żywą flagę" zatoczyła dużo szersze kręgi niż cztery lata temu. Widać to było już przed wejściem na stadion - tym razem fani nie poprzestali tylko na jednym elemencie ubioru. Posiadacze biletów na płytę najczęściej cali ubrani byli na czerwono, ci z trybun - na biało. O akcji najwidoczniej nie wiedzieli sprzedawcy okolicznościowych pamiątek, bo na pytanie o jednokolorowe rzeczy robili wielkie oczy. Członkowie fanklubu rozdawali kartki w odpowiednim kolorze z napisem: "U2 nas nagrywa - nie daj plamy".
Tuż po godz. 21 muzyka z głośników wreszcie milknie. Na scenę wychodzą, tak długo oczekiwani: perkusista Larry Mullen, basista Adam Clayton, gitarzysta The Edge i Bono.

Na pierwszy ogień poszły utwory z ostatniego, promowanego podczas tej trasy albumu "No Line on the Horizon", ale wykonany chwilę później "Beautiful Day" rozpoczął przegląd klasycznych przebojów Irlandczyków. Wśród nich ten, na który wszyscy czekali - "New Year's Day", podczas którego stadion zamienił się w wielką biało-czerwoną flagę. W górę poszły nie tylko kawałki materiału, ale też balony, kartki, a nawet dmuchane koła ratunkowe... Edge tradycyjnie wzbogacił utwór prostą, ale ujmującą solówką na klawiszach.

Rodzinnie zrobiło się, kiedy na scenie zaczęto obchodzić, z dwudniowym wyprzedzeniem, urodziny gitarzysty. Najpierw do wspólnego śpiewania "Happy birthday" zachęcił publiczność Bono. Po akustycznym wykonaniu "Stuck in a Moment You Can't Get Out Of" na scenie pojawił się też szampan i wzniesiono toast za zdrowie jubilata. - Mieliśmy nawet dla niego specjalny prezent - pani Ewa, fanka z Gdańska, która była na koncercie z córką (uczennicą gimnazjum), pokazuje misia z charakterystyczną czapką. - Niestety, nie było jak mu go wręczyć - żałuje.

- Europa stałaby się lepsza, gdyby było więcej takich krajow jak Polska - mówił Bono

Nie mogło też zabraknąć najbardziej zaangażowanego utworu U2 - napędzanego marszowym rytmem, pacyfistycznego manifestu "Sunday, Bloody Sunday", opisującego tytułową, irlandzką "krwawą niedzielę" z 1972 roku. Tym razem wymowa utworu była jednak inna - uzupełniły go obrazy przestrzegające przed skutkami islamskiej przemocy.

Charakterystyczne dla społecznego zaangażowania zespołu były też ostatnie chwile koncertu. Najpierw lider wezwał do solidarności z Aung San Suu Kyi - demokratycznie wybraną liderką Birmy, od 20 lat przetrzymywaną w areszcie domowym. Na scenie pojawili się wolontariusze w maskach z podobizną Kyi, a muzycy zadedykowali jej utwór "Walk On". Potem do zebranych przemówił z telebimu anglikański biskup afrykański i laureat pokojowej Nagrody Nobla, Desmond Tutu, przekonując, że w walce o prawa człowieka jest jeszcze wiele do zrobienia.

Ten przekaz doskonale uzupełnił zagrane chwilę wcześniej "Pride (In the Name of Love)" i "MLK", oba poświęcone osobie Martina Luthera Kinga.

Najbardziej magiczną chwilą było jednak wieńczące występ wykonanie "One". Bono zachęcił wszystkich, żeby unieśli w górę swoje komórki i poprosił obsługę o zgaszenie świateł. Tylko przy świetle księżyca i blasku "drogi mlecznej" złożonej ze świecących ekranów wysłuchaliśmy jednej z najpiękniejszych rockowych ballad.

Na bis zespół zagrał trzy utwory, w tym "With or Without You", z obowiązkową, chóralnie odśpiewaną wokalizą.
Wokalista nie szczędził Polsce ciepłych słów. - W tym kraju dzieje się coś, czego częścią pragniemy być - mówił. - Europa potrzebuje więcej takich krajów jak Polska - te ostatnie słowa wywołały żywiołową reakcję 70-tysięcznego tłumu.

Bono podkreślił też wspólne cechy Polaków i Irlandczyków - upór i wiarę w lepsze jutro.

- To niewyobrażalne, że zwykli ludzie potrafią stworzyć taką więź z publicznością - mówiła po koncercie Magda z Gdańska. - Cenię ich przede wszystkim za szczerość i umiejętność przekazywania ważnych spraw w prosty sposób.

Podobnego zdania jest 35-letni Robert, ksiądz z Pszczółek, który był na wszystkich dotychczasowych koncertach U2 w Polsce. - Jestem z nimi od 24 lat, odkąd po raz pierwszy usłyszałem w Trójce płytę "The Unforgettable Fire". Urzekły mnie przede wszystkim teksty, które mówią o tym, co jest w życiu naprawdę istotne. I to że U2 dostrzega w Polakach to, o czym my już trochę zapomnieliśmy: że jesteśmy zdolni do wielkich rzeczy.

Iza, architekt z Gdańska, którą U2 "zaraził" brat, miała mniej szczęścia. Na swój pierwszy koncert ukochanego zespołu spóźniła się... godzinę. Jej pociąg, z powodu wypadku, miał duże opóźnienie. Mimo że widziała tylko pół koncertu, z występu wyniosła niezapomniane wrażenia. - Ale następnym razem będę tam już od rana - obiecuje sobie.

Żywa flaga

Pierwszy koncert
W 1997 roku na warszawskim Służewcu grupa U2 po raz pierwszy wystąpiła w Polsce. Wykonanie utworu "New Year's Day", zainspirowanego historią Lecha Wałęsy i Solidarności, uzupełniła wzruszająca projekcja kadrów z demonstracji ulicznych stanu wojennego.

Dlaczego nie w Polsce?
Podczas koncertu w Kolonii w 2001 roku polski fan podał Bono biało-czerwoną flagę z napisem "Why not in Poland?" ("Dlaczego nie w Polsce?"), którą muzyk rozłożył na scenie. To wtedy pojawił się pomysł utworzenia "żywej" flagi na najbliższym polskim występie U2.

Biało-czerwony stadion
Pomysł był prosty: podczas "New Year's Day" publiczność zgromadzona na trybunach unosi białe elementy materiału, ta na płycie stadionu - czerwone. Spontaniczna akcja polskich fanów zrobiła na muzykach ogromne wrażenie.

Zróbmy to jeszcze raz
W czwartek Stadion Śląski jeszcze raz na kilka minut zamienił się w biało-czerwoną konstelację. Tym razem wydarzenie było profesjonalnie rejestrowane i być może ukaże się jako bonus na najnowszym DVD grupy.

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie