Turysta wydostał się z podwodnej pułapki

    Turysta wydostał się z podwodnej pułapki

    Tomasz Chudzyński

    Dziennik Bałtycki

    Aktualizacja:

    Dziennik Bałtycki

    Szczątki jednostek zatopionych w czasie II wojny światowej stanowią poważne niebezpieczeństwo dla kąpiących się w Stegnie. Przekonał się o tym turysta z Kalisza, który kontakt z wrakiem znajdującym się tuż przy plaży w Stegnie przypłacił 17 chirurgicznymi szwami na całym ciele.
    Do wypadku doszło na tzw. dzikiej plaży, przy zejściu nr 72. Wrak barki znajduje się tuż przy brzegu, zanurzony całkowicie pod wodą i przysypany piaskiem. Zdarza się jednak, że silne fale odkrywają zniszczoną jednostkę.

    - Mój syn skoczył na ratunek dziecku, które prąd morski rzucił na znajdujący się przy samym brzegu plaży wrak - opowiada Janina Patysiak, matka poszkodowanego turysty. - Wydostał je z zagrożonego akwenu, jednak sam wpadł na ostre jak brzytwa zardzewiałe blachy.

    - Opowiadał, że w miejscu oddalonym od brzegu o kilka metrów, w którym zazwyczaj woda sięga do kolan, było głęboko na prawie trzy metry. Mojego syna czeka teraz długa rehabilitacja.

    W tej części wybrzeża obowiązuje całkowity zakaz kąpieli, o czym informować powinien znak ostrzegawczy. Turyści twierdzą, że go tam nie było. Nasz reporter, który udał się na miejsce, znalazł ten znak. Był złamany i przysypany piaskiem...

    Wraki niemieckich barek transportowych i innego sprzętu wojskowego z czasów walk w 1945 roku zalegają prawdopodobnie na całej długości mierzei. Sporą część z nich wydobyto. Praktycznie całkowicie oczyszczone są odcinki plaż w miejscowościach turystycznych, tam gdzie funkcjonują kąpieliska strzeżone.

    Pozostałe miejsca, w których znajdują się podwodne szczątki, przynajmniej teoretycznie, oznaczone są tablicami ostrzegawczymi, informującymi o zakazie kąpieli. Jednak jak przyznają odpowiedzialne za wybrzeże władze Urzędu Morskiego w Gdyni, wraki są problemem.

    - Co roku woda odsłania kilka nowych wraków - mówi Wojciech Drozd z UM w Gdyni. - Najważniejsze jest dobre zabezpieczenie miejsc, gdzie występują wojenne pozostałości. Samo wydobycie wraków jest bardzo mało prawdopodobne, ze względu na olbrzymie koszty takiej operacji.


    Potrzebni ratownicy



    Dziewięciolatek, który niedawno tonął w morzu na niestrzeżonej plaży w Bobolinie (gm. Darłowo), nadal przebywa w Szpitalu Wojewódzkim w Koszalinie. Jego stan - według sławieńskiej policji - jest ciężki, bo chłopak był do 15 minut pod wodą.

    Dlatego sprawa jest sprawdzana przez policję pod kątem nieumyślnego spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Niezależnie od tego mieszkańcy Bobolina postulowali już wielokrotnie, aby na tamtejszej plaży pojawił się ratownik.

    - To nie jest prosta sprawa, bo on sam to za mało - mówi Franciszek Kupracz, wójt gm. Darłowo. - Potrzeba jeszcze sprzętu i stanowiska, na którym będzie on dyżurował, a to wszystko kosztuje. Jednak od następnego sezonu postaramy się znaleźć na to dodatkowe fundusze.

    - Z drugiej strony - należy także pamiętać, że polscy ratownicy uciekają do pracy za granicę.
    Wójt zapowiada również, że ratownicy pojawią się w Cisowie i Kopaniu.
    (SYK)

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo