Tu nie chodzi o to, czy Polacy wyjdą na ulice, tylko, czy Zjednoczona Prawica rządzi dla dobra Polski, czy jedynie dla dobra fanatyków

Ryszarda Wojciechowska
Ryszarda Wojciechowska
Moim zdaniem, tym razem dojdzie do symbolicznego połączenia siły i gniewu kobiet, przedsiębiorców oraz młodzieży, która jest wściekła na system, w którym poddawani są ideologizacji – mówi Barbara Nowacka, posłanka Koalicji Obywatelskiej Karol Makurat
Myślę, że Jarosław Kaczyński cały czas boi się ulicy i utraty władzy. Uznał jednak, że teraz większym dla niego zagrożeniem jest wściekłość Polaków z powodu nieudolności rządu przy walce z pandemią, niż sprawa aborcji – mówi Barbara Nowacka, posłanka Koalicji Obywatelskiej.

Zdziwiła Panią publikacja uzasadnienia wyroku TK w sprawie aborcji?

Wiedzieliśmy, że wcześniej, czy później to nastąpi. Ale trzeba sobie jasno powiedzieć, że ani to wyrok, ani to Trybunał. Kiedy Zjednoczona Prawica zostanie odsunięta od władzy, w tym samym dniu ten wyrok przestanie być wyrokiem.

Prawo i Sprawiedliwość, wybierając ten termin, sięgnęło po wypróbowaną już wielokrotnie przez siebie broń, czyli wywoływanie konfliktów po to, żeby przykrywać problemy społeczne.

Teraz próbują przerzucić nasz gniew na ten wyrok, po tym jak osobom starszym zafundowali chaos przy szczepieniach, a przedsiębiorcom i ludziom pracy dramaty przy lockdownie. Nie bez przyczyny ta publikacja wyroku pojawiła się dzień po tym, jak się okazało, że nie zakupili 15 milionów szczepionek, chociaż mogli.

Ale od pewnego czasu politycy Zjednoczonej Prawicy przekonywali, że Strajk Kobiet już wygasł. Że tej energii, jakiej byliśmy świadkami jesienią, już nie ma. Może nie spodziewali się, że Polacy znowu wyjdą na ulice?

Musieli się spodziewać. Ale w polityce nie chodzi o to, czy ktoś wyjdzie na ulicę, czy nie. Tylko o to, czy rządzący sprawują władzę dobrze, czy źle i jak bardzo krzywdzą ludzi. A publikacja tego wyroku – o czym PiS doskonale wie – to nie tylko wywołanie protestów i wyprowadzenie ludzi na ulicę, ale przede wszystkim to realna krzywda tysięcy rodzin. Bo mówimy o około tysiąca zabiegów przerywania ciąży z przyczyn embriopatologicznych rocznie. Do tego dochodzi dramat tysięcy kobiet, które będą miały ograniczony dostęp do badań prenatalnych, i strach wielu rodzin, które będą się po prostu bały planować rodzinę.

Tu nie chodzi o to, czy Polacy wyjdą na ulice, tylko, czy Zjednoczona Prawica rządzi dla dobra Polski, czy jedynie dla dobra fanatyków. Wybrali ten drugi wariant, wzbudzając bardzo silne emocje i gniew.

Ale – jak słychać – ten wyrok uderzy też w elektorat Prawa i Sprawiedliwości, w kobiety, które głosowały na tę partię.

Oczywiście, bo to są często kobiety mniej zamożne, z regionów oddalonych komunikacyjnie od dużych miast, z trudnym dostępem do ochrony zdrowia. Nie oszukujmy się, bogata kobieta, jeśli będzie chciała, wyjedzie za granicę, żeby w dobrych warunkach wykonać badania prenatalne lub usunąć ciążę. Kobieta biedna jest skazana na podziemie albo na wieloletnie cierpienie. Bo to jest trauma dla kobiety urodzić istotę, która na jej oczach umiera.

Ale czy to nie jest też haczyk na opozycję? Bo ta w sprawie aborcji też nie ma jednego zdania. I będzie się miotać.

Prawo i Sprawiedliwość w sprawie aborcji też jest podzielone. Gdyby mieli większość parlamentarną, zmieniliby ustawę. Pamiętam głosowania nad projektami obywatelskimi, dotyczącymi liberalizacji aborcji. Część posłów była za procedowaniem tych projektów. Część jawnie mówiła, że z tymi zapisami, które, zdaniem tak zwanego Trybunału Konstytucyjnego, powinny obowiązywać, nie zgadzają się. Bo nawet dla nich te restrykcje poszły za daleko.

To raczej PiS próbowało wybrnąć z własnych problemów rękami Trybunału Konstytucyjnego, wpędzając się w duży kłopot społeczny i antypaństwowe działanie. Bo w tych kategoriach trzeba traktować przymuszanie kobiet do rodzenia płodów z wadami letalnymi.

A opozycja nie jest podzielona?

W przypadku tego wyroku jesteśmy absolutnie zgodni. Na środowym proteście widziałam zwolenniczki i zwolenników lewicy, Koalicji Obywatelskiej, Hołowni i PSL. Bo na takie barbarzyństwo w XXI wieku nie ma zgody żadnego klubu opozycyjnego.

Poza Konfederacją.

Oczywiście my się różnimy w poglądach, w którą stronę liberalizować ustawę antyaborcyjną. Ale nawet dla konserwatywnego PSL jest oczywiste, że liberalizacja tego, co jest teraz, to jedyna droga. W Koalicji Obywatelskiej w tej sprawie też jest jasność –

nie ma powrotu do kompromisu aborcyjnego. PiS ten kompromis zniszczyło. I trzeba wypracować dobre rozwiązanie, które będzie satysfakcjonowały kobiety, zapewniając im bezpieczeństwo.

Co dalej więc?

Myślę, że my Polacy mamy doświadczenie w budowaniu takiego ruchu sprzeciwu obywatelskiego i alternatywnego trochę państwa. Takie alternatywne państwo działało w czasie II wojny światowej, potem w czasie komuny. Niestety, podczas rządów PiS wiele rzeczy też będzie musiało tak funkcjonować. Może się zdarzyć, że lekarze będą rozstrzygali we własnym sumieniu, jak postąpić? A politycy, prawnicy i organizacje pozarządowe będą miały zadanie pomagać im na wszelkie sposoby. Tak, żeby dać lekarzom możliwość bycia dobrymi lekarzami, a nie takimi, którzy będą na pasku pani Przyłębskiej czy prokuratorów.

Marta Lempart mówi, że lekarze, którzy będą odmawiać wykonania aborcji, zostaną pociągnięci do odpowiedzialności karnej.

To nieudzielanie pomocy kobietom dzieje się od dawna. Tak się złożyło, że lekarze mają prawo do podjęcia decyzji we własnym sumieniu. Ale jeśli lekarzowi jest źle z zawodem, który wykonuje, to może lepiej niech go zmieni.

To brzmi jak rada prezydenta, tylko w przypadku prokuratorów.

I trochę jest nawiązaniem do tego. Tylko lekarze od początku wiedzą, na jaką pracę i na jakie dylematy się decydują, a w przypadku prokuratorów rządzący zmienili porządek prawny. Jestem jednak zwolenniczką perswadowania i rozmawiania. Oczywiście, że nadal będą lekarze, którzy pięć lat temu i miesiąc temu odmawiali prawa do wykonywania zabiegu w sytuacji absolutnie brzegowej, np. kiedy dziewczynkę zgwałcił tzw. wujek. To piekło odmowy trwa od pewnego czasu.

Ale lepiej apelować do środowiska lekarskiego i rozmawiać ze studentami medycyny o tym, jak wygląda prawo i na czym polega odpowiedzialność. Ciężka, organiczna praca ma znacznie większą wartość niż generowanie konfliktu. Natomiast w przyszłości kilka spraw trzeba uregulować, m.in. tę dotyczącą klauzuli sumienia.

Czy Jarosław Kaczyński może przestraszyć się teraz ulicy?

Myślę, że Jarosław Kaczyński cały czas boi się ulicy i utraty władzy. Uznał jednak, że teraz większym dla niego zagrożeniem jest wściekłość Polaków z powodu nieudolności rządu przy walce z pandemią, niż sprawa aborcji.

Przecież zarządzanie konfliktem, dzielenie ludzi, to jego specjalność. Ale popełnia błąd, myśląc, że my będziemy się zajmować tylko tą sprawą.

Moim zdaniem, tym razem dojdzie do symbolicznego połączenia siły i gniewu kobiet, przedsiębiorców oraz młodzieży, która jest wściekła na system, w którym poddawani są ideologizacji.

POLECAMY NA STRONIE KOBIET:

Menedżer sportowy - zbawienie czy zło konieczne?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie