Trzy warunki sukcesu Sopotu. Felieton Wojciecha Wężyka

Wojciech Wężyk
Sopot powoli zmierza do finału prac nad strategią miasta. To dokument, bez którego każda organizacja jest skazana na dryfowanie od przypadku do przypadku. Tak właśnie dzieje się w naszym kurorcie, przed którym stoi wiele wyzwań, ale też możliwości. Strategia na najbliższe lata zadecyduje, w jakim mieście przyjdzie nam żyć.

Prace nad nią wymagają czasu i mają swoją ustaloną metodologię. Pandemiczne zawirowania wydłużyły proces powstawania sopockiej strategii. Mimo wielu wątpliwości, które towarzyszą działaczom miejskim i opozycji, brałem udział w spotkaniach organizowanych przez prezydenta. Według mnie nawet jeśli istnieje ryzyko, że warsztaty, debaty i dyskusje są wyłącznie ukłonem wobec prawideł budowania strategii, albo – jak chcą radykałowie – zwyczajnie listkiem figowym, to i tak należy brać w nich udział. Bo bez głosu mieszkańców, także tego krytycznego, nie ma szans, żeby wypracować dobry pomysł na przyszłość.

„Co do mnie, jestem optymistą. Bycie kimkolwiek innym nie zdaje się być do czegokolwiek przydatne” – mówił znany z błyskotliwości Winston Churchill. Podzielam takie podejście i wierzę, że Sopot, który dzisiaj przeżywa poważne kłopoty, od depopulacji począwszy do braku pomysłu na siebie skończywszy, czeka jednak świetlana przyszłość. Ale są trzy warunki, żeby się udało.

Pierwszy to konieczność ponownego rozkochania się prezydenta w tym, co robi. W tej nudnej pewnie czasami codzienności zarządzania remontami, śmieciami, mieszkaniami komunalnymi i wszystkim tym, co w porównaniu z blaskiem wielkiej polityki musi się jawić po latach jako zwyczajne i męczące. Bez tego żaru, który lata temu towarzyszył Jackowi Karnowskiemu i był kluczem do jego sukcesu, nie uda się nic zrobić. Z racji władzy, jaką dzierży w swoich rękach prezydent i wpływu, który ma na Sopot, uważam, że jest to punkt kluczowy.

Druga niezbędna zmiana to patrzenie na Sopot wyłącznie w kategoriach potrzeb i korzyści mieszkańców. Odrzucenie mitu, że miasto jest dla turystów, inwestorów, deweloperów, czy kogo tam jeszcze, byle miał gruby portfel i obiecywał rozwój. Nie. Miasto jest dla mieszkańców i oni są najważniejsi. Bez względu na to, jak sformułowana zostanie strategia, jedna rzecz pozostaje bez zmian – trzeba przywrócić Sopot sopocianom.

Trzeci warunek sukcesu to praca zespołowa. Odrzucenie pokusy osobistego zarządzania. To niezwykle trudne. Wiem, bo obserwuję od lat takie zmagania prowadzących biznesy przedsiębiorców, którzy samodzielnie budowali firmy i nie mogą uwierzyć, że w pewnym momencie, nie są niezastąpieni, co więcej, bywają hamulcem rozwoju.

W dzisiejszym świecie liczą się wyłącznie te organizacje, które potrafią szybko i skutecznie tworzyć zespoły i zwinnie rozwiązywać problemy. Tu nawet nie chodzi o demokrację i dopuszczenie opozycji do współdecydowania o Sopocie. To kwestia efektywnego zarządzania miastem. Nie zawsze posiadanie większości głosów równa się przecież posiadaniu najlepszych pomysłów. Najbliższe warsztaty strategiczne dla mieszkańców odbędą się 28 września, w godz. 17.00-20.00 w Uniwersytecie SWPS, Sopot ul. Polna 16/20. Moim zdaniem trzeba tam być, do czego serdecznie zachęcam.

Dopłaty do cen energii

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie