Trzy fotografie ze starego albumu z samochodami w tle

Marek Ponikowski
Grodziec koło Będzina. Rok 1920 lub 1922 Z archiwum rodzinnego Doroty Starościak
Ile o dziejach pewnej rodziny i o historii swego kraju można się dowiedzieć z kilku zdjęć - opisuje Marek Ponikowski.

Pani Dorota Starościak po latach pracy na wydziale budownictwa lądowego Politechniki Gdańskiej, który zresztą wcześniej ukończyła, zajęła się historią rodziny. Porządkuje listy, dokumenty i zdjęcia, prowadzi kwerendę w archiwach, pisze artykuły. Historią zajął się także jej mąż, Jacek, pierwszy po roku 1989 prezydent Gdańska. Rządził miastem od lipca 1990 roku do sierpnia roku następnego, kiedy odszedł na dyrektorskie stanowisko do kancelarii prezydenta Lecha Wałęsy. Opracowuje swe notatki z kilku lat spędzonych w niezmiernie ciekawym czasie i miejscu. Mają ukazać się drukiem.

Zagadnąłem panią Dorotę o rodzinne zdjęcia z samochodami i po paru dniach dostałem przesyłkę z fotografiami. Wybrałem trzy.

Fotografia numer jeden

Wytworna limuzyna na tle ukwieconej ściany. Zza kierownicy do kamery uśmiecha się zalotnie nastolatka w zabawnym kapelusiku. Zdjęcie wygląda na upozowane, ale dowiaduję się od pani Doroty, że jej mama, Izabella Stypułkowska - ta właśnie nastolatka za kierownicą - opanowała sztukę prowadzenia samochodu już jako dziesięcioletnie dziecko, właśnie pod kierunkiem widocznego na zdjęciu kierowcy.

- Była jedyną wnuczką Stanisława Skarbińskiego, dyrektora kopalni węgla "Grodziec II" w Zagłębiu Dąbrowskim - wyjaśnia pani Dorota. - Małżeństwo Stypułkowskich rozpadło się dość szybko i dziadkowie opiekowali się Izą, która miała kłopoty z płucami i większość roku spędzała w Zakopanem, jak zalecali lekarze.

Jak Stanisław Skarbiński, syn lekarza-społecznika, któremu władze carskie skonfiskowały majątek pod Słomnikami za pomoc powstańcom roku 1863 doszedł do tak wysokiej pozycji społecznej? Świetnie ukończył Politechnikę Wiedeńską i już w wieku lat dwudziestu czterech objął stanowisko dyrektora pierwszej na ziemiach polskich i piątej w Europie cementowni- Grodziec.

Właściciel cementowni i okolicznych dóbr, Stanisław Ciechanowski musiał mieć wielkie zaufanie do młodego inżyniera, bo podpisał dokument, w którym stwierdził m.in.: "Co zaś (…) Stanisław Skarbiński sam, lub przez swojego substytuta na zasadzie tej plenipotencyi zdziała, wszystko to zeznawający Stanisław Ciechanowski za ważne i siebie obowiązujące przyjąć deklaruje…".

Cementownię zaopatrywała w węgiel działająca obok kopalnia, którą także zawiadywał Stanisław Skarbiński. Na przełomie stuleci zajął się budową nowej, dużej kopalni węgla. Obok jej obiektów wyrosło osiedle robotnicze wraz z domami dla urzędników, powstał park, szkoła z salą gimnastyczną, szpital i ambulatorium oraz biblioteka. W roku 1924, krótko przed śmiercią Stanisława Skarbińskiego, cenionego działacza gospodarczego i społecznego, wiceprezesa Lewiatana, wydobycie w Grodźcu II sięgnęło pół miliona ton rocznie. Ciechanowski i jego wspólnicy przyznali wdowie dożywotnią rentę równą zarobkom męża. - To były duże pieniądze - zapewnia pani Dorota.

Wróćmy do zdjęcia i widocznego na nim samochodu. Limuzyna jest zapewne jednym z ok. 3 tys. samochodów wyprodukowanych w latach 1920-26 przez działającą w Ulm firmę Steiger. Nadwozie dla niej powstało - znowu tylko prawdopodobnie - w firmie Neuer & Thieme w tym samym mieście. Rocznik auta Steiger 10/50 PS, które było służbowym pojazdem dyrektora Skarbińskiego można typować na lata 1920-21.

Fotografia numer 2
Wykonano ją jesienią 1936 roku lub na wiosnę roku następnego. Wskazówką jest samochód: to Polski Fiat 508 III Junak - którego produkcję rozpoczęto w roku 1936. Późniejsza data nie wchodzi w rachubę, bo w roku 1937 zmarła widoczna w centrum grupy pozującej fotografowi prababcia pani Doroty Izabella, wdowa po Stanisławie Skarbińskim.

Polski Fiat jest własnością lub autem służbowym jej syna, Stanisława Skarbińskiego juniora, absolwenta politechniki w Karlsruhe, który w tym czasie piastował posadę dyrektora handlowego kopalni Grodziec II - to ten pan w kapeluszu. Auto ma rejestrację województwa kieleckiego, bo Będzin i pobliski Grodziec leżały przed I wojną światową w carskiej guberni kieleckiej sięgającej sławnego "Trójkąta trzech cesarzy", gdzie zbiegały się terytoria Rosji, Niemiec i Austrii. Międzywojenne podziały administracyjne w Polsce powtarzały w tym rejonie przebieg dawnych granic. Obok Izabelli Skarbińskiej stoi jej córka Jadwiga Wróblewska.

Drugi mąż Jadwigi, Jan Wróblewski stoi po lewej. W głębi, obok seniorki rodu widać głowę Izabelli Rotkiel, córki Jadwigi, znanej nam już nastolatki z pierwszego zdjęcia. Pan Rotkiel, jej mąż, stoi za Janem Wróblewskim. Okazałe kolumny za samochodem to fragment zakopiańskiego pensjonatu Radowid, który jest współwłasnością obu Izabelli, babci i wnuczki, oraz Stanisława juniora.

Ma świetną lokalizację, przy zbiegu ulic Sienkiewicza i Kościuszki, tuż przy Krupówkach. Jest modny wśród zamożnych warszawiaków, stałym gościem jest m.in. sławny aktor Ludwik Solski. Tęga pani między państwem Wróblewskimi to zapewne osoba zarządzająca Radowidem. - Pensjonat istnieje do dziś. Ale ma już zupełnie innych właścicieli - wspomina pani Dorota.

Fotografia numer trzy

Chevrolety Fleetmaster, takie jak ten ze zdjęcia, rocznik 1946, z montowni w Kopenhadze, warszawiacy nazywali "demokratkami". Ironicznie - bo woziła się nimi nowa, ludowo-demokratyczna władza. Na fotografii wykonanej gdzieś na Kaszubach pod koniec lat 40. nie ma jednak partyjnej nomenklatury.

Chevrolet jest służbowym autem Franciszka Bara, prezesa sądu apelacyjnego w Gdańsku, przedwojennego sędziego, w konspiracji pracownika wydziału sprawiedliwości Delegatury Rządu RP na Kraj. Pani z książką w ręku to jego żona Izabella, de domo Stypułkowska, primo voto Rotkiel, w niedalekiej przyszłości mama pani Doroty Starościak. Zdjęcie zrobił prawdopodobnie Egeniusz Kalata, sopocki przyjaciel sędziego Bara. Kobieta obok Izabelli Bar to jego żona, a chłopiec jest ich synem.

Z tyłu stoi sądowy kierowca. Minie niewiele czasu i władza ludowa przestanie tolerować przedwojennych inteligentów, a w szczególności sanacyjnych prawników. Będzie miała swoich. Franciszek Bar straci stanowisko, a rodzina zostanie bez środków do życia. Były prezes będzie musiał po pięćdziesiątce ubiegać się o możliwość odbycia aplikacji adwokackiej…

marek.ponikowski@wp.pl

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie