Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Trójmiasto: Utrudniony kontakt z radnymi

Michał Lange
Zeszłoroczna kampania w wyborach samorządowych była niezwykle intensywna. Z każdego słupa do mieszkańców uśmiechali się kandydaci na radnych. Skrzynki pocztowe przepełnione były ich ulotkami z zapewnieniami, jak dobrym wyborem będzie oddanie na nich głosu. Gdy jednak wybrańcy mieszkańców trafili do rad miejskich, nagle kontakt z częścią z nich stał się bardzo trudny - zdecydowana większość radnych Sopotu, część samorządowców Gdyni oraz kilku z Gdańska nie upublicznia swoich danych kontaktowych.

Gdynianie nie mają łatwej sytuacji, nawet wtedy gdy chcą się skontaktować z szefami radnych - Stanisław Szwabski, przewodniczący Rady Miasta, oraz wiceprzewodniczący Beata Łęgowska, Jerzy Miotke oraz Joanna Zielińska (wszyscy Samorządność), dostępni są dla mieszkańców tylko podczas dyżurów. Joanna Zielińska podaje co prawda jeszcze adres e-mail, ale to nadal trochę mało.

Wyjątkiem spośród wszystkich radnych z Trójmiasta jest Bartosz Bartoszewicz z gdyńskiej Samorządności. Swoim wyborcom udostępnia nie tyko numer swojego telefonu komórkowego, e-mail czy adres strony internetowej. Interesant może się z nim skontaktować także za pomocą komunikatorów Gadu-Gadu i skype'a.

- Swoją prywatność chronię tylko w taki sposób, iż nie podaję swojego adresu zamieszkania. W każdy inny możliwy sposób staram się być dostępny dla mieszkańców. Są dni, kiedy kilka osób dzwoni z jakimiś problemami, co trochę rozbija mi plan dnia, jednak zostając radnym, zdawałem sobie z tego sprawę i się na to godziłem. Moim zdaniem, jeśli ktoś na przykład z premedytacją unika kontaktów z wyborcami, nie powinien sprawować funkcji radnego - twierdzi Bartosz Bartoszewicz.

Spośród radnych z Sopotu ledwie jedna trzecia podaje numer swojego telefonu, a tylko dwóch (!) adres e-mail. W zasadzie jedynie z Piotrem Kurdzielem sopocianie mogą się bez większych problemów skontaktować - oprócz pełnienia dyżuru, można do niego zadzwonić lub napisać e-maila.
- Widać inni nie dbają o swój image - śmieje się Piotr Kurdziel (Kocham Sopot). - A poważnie, to jako początkujący radny staram się zaistnieć wśród mieszkańców. Na pewno nie jest to uciążliwe, a dzięki temu miałem już sześć interpelacji - dodaje.

Z większością radnych kontakt możliwy jest tylko podczas ich dyżurów. Są one jednak dość rzadko, a na dodatek często w godzinach, gdy większość pracuje.

Tylko mieszkańcy Gdańska nie mają powodów do narzekania. Numery telefonów komórkowych, bądź adresy e-mailowe, lub jedno i drugie, udostępnia zdecydowana większość radnych miasta. Wyjątkiem jest jedynie Jarosław Gorecki (PO).

To, że część samorządowców z Gdyni, Gdańska i Sopotu nie podaje do publicznej wiadomości swoich danych kontaktowych, nie jest ich przeoczeniem bądź skutkiem niedopatrzenia. To byłby tylko gest ich dobrej woli i chęci bycia blisko mieszkańców i ich problemów.

W jaki sposób trójmiejscy radni podejmowali decyzję o udostępnieniu, bądź nie, danych kontaktowych? We wszystkich biurach rad miast z Trójmiasta usłyszeliśmy praktycznie to samo. - Na pierwszej sesji po wyborach każdy otrzymał kartkę, na której podał informacje dotyczące kontaktu z nim, jakie mają się znaleźć na stronie internetowej - stwierdziły pracownice biur rad miast.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na dziennikbaltycki.pl Dziennik Bałtycki