Trefl Sopot - PGE Turów Zgorzelec 89:81

Paweł Durkiewicz
Spotkanie z Turowem w ćwierćfinale Pucharu Polski miało być dla koszykarzy Trefla przełamaniem po ostatnich gorszych występach w ekstraklasie. Tak się złożyło, że wczorajszy występ sopockich koszykarzy był dokładnym przeciwieństwem tego sprzed tygodnia w Tauron Basket Lidze przeciw Zastalowi Zielona Góra. Wtedy żółto-czarni dobrze spisywali się przez pierwsze kilkanaście minut, by potem zgubić gdzieś energię. Przeciw rywalowi ze Zgorzelca po nieudanym początku nasz zespół wziął się w garść i prowadzony przez superskutecznego Adama Waczyńskiego odniósł przekonywujące zwycięstwo 89:81.

Przez całą pierwszą połowę koszykarze obu stron musieli radzić sobie w nietypowych warunkach. W wyniku awarii sprzętu elektronicznego w Ergo Arenie nie działał zegar i tablica świetlna. O upływającym czasie i wyniku musiał informować spiker zawodów i jeden z sędziów stolikowych.

Początkowy fragment spotkania stał pod znakiem dominacji gości, którym utrudnienia nie przeszkadzały w wykonywaniu szybkich akcji. Zawodnicy doskonale znanego na Wybrzeżu trenera Jacka Winnickiego bez problemu przedostawali się pod sopocki kosz. W ciągu pierwszych kilku minut w Treflu jedynie Adam Waczyński dwukrotnie trafił do kosza, podczas gdy pozostali koszykarze nie potrafili wykonać skutecznej akcji. Zgorzelczanie tymczasem w 7 minucie objęli prowadzenie 15:5 po zagraniu "2+1" Roberta Tomaszka. Mocny sygnał do odrabiania strat dał sopocianom zawodzący ostatnio Lawrence Kinnard. Amerykanin musiał mocno wziąć sobie do serca powtarzające się ostatnio uwagi o braku prawidłowego zaangażowania w grę: w chwilę po wejściu na parkiet z ławki zdobył 8 punktów, grając dużo aktywniej niż w ostatnich meczach.

Ożywieni gracze Trefla dopięli swego w 17 minucie, gdy Filip Dylewicz trafił za dwa i było po 35. Również przy stanie remisowym - 41:41 - koszykarze obu stron schodzili na przerwę.

Drugą połowę (już przy działającym zegarze i tablicy) żółto-czarni rozpoczęli z należytą koncentracją, a bezwzględnym egzekutorem ich akcji był Waczyński. Sopocki obrońca w ciągu 3 minut trzykrotnie trafił zza linii 6,75, czym wyprowadził swój zespół na 9-punktowe prowadzenie (54:45 w 24 minucie). Goście nie zamierzali jednak przedwcześnie składać broni i skutecznie zrewanżowali się trafieniami zza łuku Marko Brkicia i Michała Gabińskiego.

W ostatniej kwarcie Turów ze wszystkich sił starał się rzutem na taśmę odwrócić losy meczu. W kryzysowym momencie Trefla uratowali polscy snajperzy: świetny fragment Pawła Kikowskiego pozwolił gospodarzom odskoczyć na bezpieczny dystans, a chwilę potem sprawę przypieczętował swoją szóstą i siódmą "trójką" bohater spotkania Waczyński.

Dzięki wygranej Trefl już w piątek wystąpi w turnieju Final Four, który odbędzie się w Gdyni. Półfinałowym przeciwnikiem sopocian będzie Anwil Włocławek. W drugiej parze gospodarz imprezy Asseco Prokom zagra z Polpharmą Starogard Gdański. Jeśli wczorajszy występ żółto-czarnych nie był jednorazowym przebłyskiem, lecz oznaką powracającej formy, sopoccy kibice mogą być dobrej myśli.

Trefl Sopot - PGE Turów Zgorzelec 89:81 (19:24, 22:17, 22:18, 26:22)
Trefl: Waczyński 27 (7x3), Kikowski 14 (2), Kinnard 11 (1), Dylewicz 10, Gustas 8, Ceranić 7 (1), Stefański 5, Ljubotina 4 (1), Harrington 3 (1)
Turów: Jackson 15 (2), Wysocki 12 (1), Brkić 11 (3), Gabiński 8 (1), Zigeranović 8, Thomas 7, Tomaszek 7, Koljević 6, Kuebler 5 (1), Bochno 2

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.