Trefl chce pokonać Turów i zagrać w finale

Paweł Durkiewicz
Koszykarze z Sopotu (żółte stroje) staną dziś przed szansą gry w finale mistrzostw Polski. Warunek jest jeden - trzeba wygrać w Zgorzelcu siódmy mecz półfinału play-off
Koszykarze z Sopotu (żółte stroje) staną dziś przed szansą gry w finale mistrzostw Polski. Warunek jest jeden - trzeba wygrać w Zgorzelcu siódmy mecz półfinału play-off Przemek Świderski
Udostępnij:
Takie mecze są kwintesencją fazy play--off. Siódmy, ostatni i decydujący mecz rywalizacji półfinałowej sopockiego Trefla z PGE Turów odbędzie się w środę w Zgorzelcu.

Zwycięzca zagra w wielkim finale Tauron Basket Ligi z Asseco Prokomem Gdynia, przegranemu pozostanie walka o brązowy medal z Energą Czarnymi Słupsk. Emocje sięgną zenitu, choćby z tego powodu że trudno wskazać faworyta środowego meczu.

Oba zespoły znają się jak łyse konie - dziś zmierzą się już po raz dziesiąty w obecnych rozgrywkach (przed serią półfinałową również dwukrotnie w rundzie zasadniczej i raz w Pucharze Polski). Bilans dotychczasowych starć to 6:3 dla Trefla, lecz biorąc pod uwagę pojedynki na zgorzeleckim parkiecie, obie drużyny mają po dwie wygrane.

- W środę poznamy drugiego finalistę. Tylko to jest pewne. Reszta jest niewiadomą - słusznie stwierdził po niedzielnym meczu numer 6 trener PGE Turów Jacek Winnicki.

Nie ma natomiast wątpliwości co do tego, że kluczowe znaczenie dla przebiegu dzisiejszego meczu będzie miała sfera mentalna. Stare koszykarskie porzekadło mówi, że play-off to czas weteranów, którym w decydujących momentach nie zadrży ręka. Takim boiskowym wyjadaczem jest Filip Dylewicz.

- Motorem napędowym w takich spotkaniach jest niewątpliwie nastawienie psychiczne. Ciało można oszukać, psychiki nie. Wysoka stawka powoduje, że nawet po sześciu meczach nie odczuwa się przez te 40 minut zmęczenia. Atut własnego parkietu też nie ma tak wielkiego znaczenia. Liczy się dyspozycja dnia, szczegóły, bo mecz na pewno będzie wyrównany i bardzo ciężki dla obydwu stron - powiedział Polskiej Agencji Prasowej kapitan Trefla, który zapewne najchętniej zakończyłby serię tak, jak ją zaczął. W pierwszym meczu "Dylu" uzbierał 24 punkty, a sopocki zespół pewnie wygrał 76:62.

Trzymający kciuki za trójmiejski finał TBL kibice mocno liczą też na kolejny wielki występ Lawrence'a Kinnarda. Skrzydłowy sopockiego Trefla gra w tej serii znakomicie, a już w meczu numer 6 przeszedł samego siebie, zdobywając aż 28 punktów.

Koszykarz rodem z Memphis jeszcze na półmetku sezonu był daleki od wysokiej formy i w kuluarach mówiło się, że może się pożegnać z drużyną. Teraz jednak przypomniał sobie o swoim wielkim talencie i imponuje, przede wszystkim rzutami z dystansu i efektownymi wsadami. Doskonale odciąża w ataku nękanego przez zgorzelecką obronę Dylewicza.

Niestety, w najważniejszym meczu całego sezonu sopocianom przyjdzie zagrać bez Giedriusa Gustasa, który doznał kontuzji w drugiej połowie meczu numer 5. Uraz łąkotki i naciągnięcie więzadła przyśrodkowego najprawdopodobniej wykluczy z gry litewskiego rozgrywającego już do końca sezonu. W tej sytuacji gotowy do gry przez ponad 30 minut będzie musiał być Lorinza Harrington. Amerykanin nie widzi jednak większego problemu:

- Jestem dobrze przygotowany do takich występów i nie ma na razie mowy o zmęczeniu meczowym. To jest czas play-off i nie ma miejsca na narzekanie, odpocząć będę mógł w wakacje.
Początek spotkania w Zgorzelcu o godz. 18. Transmisję będzie można obejrzeć w TVP Sport

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie