Tragedia w Gdańsku zatrzymana w obiektywie jej aparatu... Karolina Misztal: "Tego wiecu nie zapomnę nigdy. Wszyscy razem i w ciszy."

Karolina Misztal
Tragiczne wydarzenia w Gdańsku w styczniu 2019 roku. Paweł Adamowicz śmiertelnie ugodzony nożem na scenie WOŚP, zmarł 14 stycznia w gdańskim szpitalu. Karolina Misztal / Dziennik Baltycki
"Minął rok, a ja widzę Prezydenta Adamowicza jakby stał przed moim obiektywem wczoraj." O zamordowanym prezydencie, wydarzeniach po 13 stycznia i emocjach z tym związanych opowiada nasza fotoreporterka Karolina Misztal. Za swoje zdjęcia z tego czasu otrzymała Grand Prix XXIII Pomorskiego Konkursu Fotografii Prasowej Gdańsk Press Photo 2019 im. Zbigniewa Kosycarza.

Fotografowałam przecież prezydenta kilkaset, może nawet więcej razy. Ostatni raz 13 stycznia zeszłego roku na schodach Sądu Okręgowego.

Niedziela 13.01.2019 r.

Później on poszedł na Światełko do nieba, a ja pojechałam do domu.

A potem przyszła ta straszna wiadomość. Tak nierealna i trudna do zrozumienia, że do dziś wydaje się nieprawdopodobna. Staliśmy nocą przed Uniwersyteckim Centrum Klinicznym i patrzyliśmy na twarze jego przyjaciół, skryte za szpitalną szybą, próbując cokolwiek z nich odczytać. To była trudna noc, spędzona po części przed szpitalem, a potem w domu w półśnie z telefonem w ręku, wyczekując na wiadomość.

A potem przyszła ta straszna wiadomość. Tak nierealna i trudna do zrozumienia, że do dziś wydaje się nieprawdopodobna.

Poniedziałek 14.01.2019 r.

W Centrum Krwiodawstwa fotografuję tłumy, które chcą oddać krew dla Pawła Adamowicza. Chwilę później jestem już w Urzędzie Miasta na konferencji prasowej. Wstrząśnięte twarze najbliższych współpracowników Prezydenta mówią więcej niż komunikat. Za moment przywiozą do Prokuratury Okręgowej mężczyznę, który zaatakował nożem Pawła Adamowicza.

Biegnę więc z kolegami pod gmach prokuratury. Wszystko w pośpiechu i z telefonem w reku, bo wciąż czekamy na jakiekolwiek informacje. W końcu przychodzi ta najgorsza, najpierw nieoficjalna, potem już oficjalna. Zmienia się wszystko.

Trudno fotografuje się płacz człowieka, trudno też było kierować obiektyw w stronę zapłakanych współpracowników Prezydenta. I trudno było samej nie płakać.

Także cały plan wydawniczy gazety na kolejny dzień. Nie ma czasu na emocje i rozmyślania. Szybki marsz pod Urząd Miasta, bo przecież za chwilę pojawią się pierwsze znicze i kwiaty. Co chwilę dzwoni telefon, wymieniamy informacje. Znicze i kwiaty pojawiają się w innych miejscach miasta. Wszystko jest ważne, wszystko trzeba sfotografować.

Msza Święta, już nie za zdrowie Pawła Adamowicza, a w jego intencji. Potem wiec. Wiec, którego nie zapomnę nigdy. Nieprawdopodobny tłum Gdańszczan, zjednoczonych śmiercią Gospodarza ich miasta. Wszyscy razem i w ciszy, jedni z flagami, inni bez, za to ze łzami w oczach. Trudno fotografuje się płacz człowieka, trudno też było kierować obiektyw w stronę zapłakanych współpracowników Prezydenta. I trudno było samej nie płakać.

Tragedia w Gdańsku zatrzymana w obiektywie jej aparatu... Ka...

Trudny był cały tydzień. Wtorek, środa, czwartek, aż do soboty

Każdy dzień pełen wydarzeń zaplanowanych oficjalnie i tych zupełnie spontanicznych. Były obrazy wzruszające, jak przyjście małżonki i córki Pawła Adamowicza na Plac Solidarności do ludzi, którzy ze zniczy układali ogromne serce. Jak rysunki dzieci pozostawione gdzieś pomiędzy zniczami.

W pracy fotoreportera ważna jest chwila, a tych chwil zamienionych na zdjęcia od dnia śmierci Prezydenta do dnia pogrzebu były setki.

Niesamowite były wielogodzinne kolejki mieszkańców, by zostawić swój wpis w Księdze Kondolencyjnej. Kilkukilometrowa kolejka do Europejskiego Centrum Solidarności, w którym wystawiono trumnę z ciałem Pawła Adamowicza. I inni mieszkańcy, którzy do tej kolejki stojącej na zimnie donosili ciepłą herbatę. To były te obrazki, które przynosiły odrobinę radości w tym smutnym czasie. W pracy fotoreportera ważna jest chwila, a tych chwil zamienionych na zdjęcia od dnia śmierci Prezydenta do dnia pogrzebu były setki.

Rok bez prezydenta Adamowicza

Paweł Adamowicz był prezydentem niezwykle aktywnym. Był nieodłączną częścią Gdańska i mojej pracy. Rytualnie wręcz uczestniczył w cyklicznych wydarzeniach miasta. Wielokrotnie przez ostatni rok przyłapałam się na poczuciu pustki.

Nie było Prezydenta Adamowicza na żadnej studniówce, a przecież co roku fotografowałam go tańczącego z pierwszej parze z maturzystami gdańskich szkół.

Nie było go na śniadaniu wielkanocnym dla potrzebujących, a zawsze był.

Zabrakło jego obecności na wizytach roboczych na wiadukcie Biskupia Górka i budowie Nowej Bulońskiej, na którą tak czekał, a która została właśnie nazwana jego imieniem.

Nie było Pawła Adamowicza na otwarciu Jarmarku Św. Dominika a to przecież on dzierżył zazwyczaj w ręku klucz do bram miasta. Nie było we wrześniową noc na Westerplatte. Nie było...

Wciąż trudno pogodzić się, że Paweł Adamowicz, Pan Prezydent Paweł Adamowicz już nie stanie przed moim obiektywem. Pozostał na wielu zdjęciach. Wysoki, uśmiechnięty, czasem zamyślony. Ze swoim charakterystycznym gestem poprawiania okularów, który bardzo lubiłam, bo nadawał zwykłym konferencyjnym zdjęciom zupełnie innego charakteru.

Czytaj także

Zobacz także:

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Wiersz Macieja Rucińskiego z DB 21.01.2019 r.

Pogrzeb Prezydenta

Gdańsk, 19 stycznia 2019 roku

Wszystko było jak trzeba w dniu, gdy chowano Prezydenta Adamowicza. Niebo było niebieskie, zima zimna, a uroczystość bardzo uroczysta. „Bazylika Mariacka pełna” - przeczytałem z wyświetlacza. Mewa siedząca na głowie Neptuna obserwowała tłum żałobników. Na telebimie ukazało się wnętrze Bazyliki do oporu wypchanej dostojnikami. Wzywano do zaprzestania nienawiści. To chyba plan minimum - pomyślałem - jak na chrześcijan.

W Bazylice zabrzmiała pieśń o anielskim orszaku, na telebimie tłumaczona na język migowy. Coś nawet zrozumiałem: niebo jest wysoko. Schroniliśmy się przed zimnem w restauracji i gdy piliśmy herbatę, za oknem przekazywano sobie znak pokoju.

Na telebimie pojawiało się zdjęcie uśmiechniętego Prezydenta. Charakterystycznym dlań uśmiechem. Uśmiech pozostał pod Jego nieobecność.

Dodaj ogłoszenie