Totalna informatyzacja

    Totalna informatyzacja

    Piotr Dominiak

    Dziennik Bałtycki

    Dziennik Bałtycki

    Informacja, że będzie można już w tym roku wysyłać do urzędów skarbowych formularze rozliczeń rocznych PIT elektronicznie i to bez podpisu podatnika, jest wiadomością bardzo dobrą.
    Zaoszczędzenie konieczności wizyty w tym przybytku (albo na równie przyjaznej klientom poczcie) ucieszy wielu ludzi. Im więcej spraw będziemy mogli załatwić, nie wstając od komputera, tym lepiej.
    Z drugiej strony wizja totalnej informatyzacji wszystkiego jest dla mnie równie przerażająca, jak wizja biurokracji papierowej. W wielu przypadkach odejście od papieru na rzecz plików elektronicznych wcale nie zmniejsza i nie upraszcza pracy.
    Oszczędzamy papier, lasy i to jest OK. Ale łatwość i taniość przesyłu elektronicznego kusi do produkowania większej liczby dokumentów i przesyłania ich większej liczbie adresatów. Tak na wszelki wypadek.

    Codziennie w mojej skrzynce e-mailowej ląduje mnóstwo wiadomości od ludzi, którzy gdyby nie internet, nigdy by do mnie niczego nie wysłali. Gdyby mieli napisać ręcznie albo na maszynie, od razu daliby sobie ze mną spokój. Ba, gdyby nawet napisali list za pomocą komputera, ale musieliby wydrukować go i wysłać pocztą, szybko by im przeszła na to ochota. Bo to kosztuje (papier, tusz, koperta, znaczki), a szansa, że przekazane informacje mogłyby mnie zainteresować są znikome.

    Ale skoro koszt i mitręga (pisze się raz i rozsyła hurtowo) są niewielkie, to każdego dnia jesteśmy zasypywani mnóstwem wiadomości zbędnych. Część z nich kasujemy bez czytania (z dnia na dzień robię to częściej), niektóre jednak trzeba przed kasacją przeczytać, bo stwarzają pozory przydatności. W sumie nie jestem pewien, czy spędzam mniej czasu na czytaniu korespondencji e-mailowej, niż gdybym dostawał ją w formie papierowej.

    Archiwizowanie dokumentów elektronicznych nie wymaga przestrzeni takiej, jak archiwa papierowe. To plus, pod warunkiem że dokonujemy tu jakiejś sensownej selekcji, a nie trzymamy oprócz rzeczy potrzebnych mnóstwo chłamu utrudniającego znalezienie tych pierwszych. Jeśli szukając czegoś poprzez wyszukiwarkę Google, dostaję 100 tysięcy adresów, to jestem niemal tak głupi i bezradny jak bez niej.

    Niskie bądź wręcz zerowe koszty rozprzestrzeniania informacji wcale nie czynią naszego życia lżejszym. Tyle że męczymy się inaczej. Zmiana nieco podobna do tej, jaką odczuwamy przy zakupach. W minionym systemie traciliśmy czas na szukanie czegokolwiek do kupienia i na stanie w kolejkach. Teraz tracimy na szukanie niższych cen, okazji, no i na zarabianie pieniędzy, po to by było nas na zakupy stać. Wyższa forma zmęczenia? Chyba jednak tak.

    Czy biurokracja elektroniczna jest wyższą formą biurokracji w porównaniu z papierową? Tego nie wiem. A jak wyłączą prąd? Nic nie załatwimy. Pół biedy, że podatków nie zapłacimy, ale przecież i pensji nam nie wypłacą. Mało prawdopodobne? Nasza wiara w prąd jest na razie bezgraniczna, choć wiara w gaz już nieco została zachwiana.

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo