To jest prowda, co było

    To jest prowda, co było

    Henryk Tronowicz

    Dziennik Bałtycki

    Dziennik Bałtycki

    Górale wiedzą coś, czego nie wiedzą inni. Górala niełatwo przebić w mądrości. Góralem był nieoceniony i słynący z mądrości ksiądz Józef Tischner. Uwielbiał Podhale. Głosił prawdę. I książki mądre pisał.
    Ale oto przed kamerą siada pod świerkiem dawny kamrat szkolny Tischnera, góral Ludwik Maciasz, i dzieli się przemyśleniami godnymi uwagi. Według Maciasza: "To, co w ksiązkach pisom, to pisom. A ino to jest prowda, co było".

    Patrzmy więc, co było: "Jak my pośli na zabawę, to Józek z dziewczętami nie chcioł godać, więc my wiedzieli, ze będzie księdzem".

    Autorzy znakomitego dokumentu "Tischner.
    Życie w opowieściach" - Witold Bereś i Artur Więcek Baron - portretując postać księdza Tischnera, przytaczają relacje dziesiątków osób, które mówią o tym, co było. W filmie mówią koledzy Tischnera z młodości, przyjaciele z seminarium, wychowankowie, członkowie rodziny. Z ich opowieści rysuje się wizerunek Tischnera jako człowieka, filozofa, kapłana. On sam siebie charakteryzował w tej kolejności. Lecz innego zdania jest prof. Władysław Stróżewski, który upiera się, że Tischner był przede wszystkim księdzem. Dla abp. Kazimierza Nycza był on wspaniałym myślicielem.

    Bywał także kapłanem żartownisiem, i owszem. Słynął z poczucia humoru i wokół tego Bożego daru narosło sporo nieporozumień. Bo jego uczeń, red. Krzysztof Kozłowski z "Tygodnika Powszechnego" uważa, że ks. Józef prosto do nieba trafił nie dzięki głębokiej znajomości dzieł Hegla czy Ingardena (u którego robił doktorat), ale za to że prowadził msze święte z przedszkolakami, którym opowiadał pouczające anegdotki. Kiedyś spytał dzieciaki o to, co się najbardziej udało Panu Bogu. Na to podnosi się śliczna dziewczynka ze złotymi włosami i mówi: - Ja!

    Jeden z księży uczył się w szkole z Tischnerem w klasie koedukacyjnej. Chłopaków było tam 14. A czym się skończyło? Sześciu z nich wybrało stan duchowny.

    Później w seminarium przeskrobał coś Józek, no i się doigrał - koledzy zrobili mu kocówę. Przechodził ksiądz przełożony i zapytał - co się tu dzieje?! Na to Tischner wygramolił się spod koca i bez zmrużenia oka wyjaśnił, że właśnie wyrabia sobie autorytet...

    Filmowcy nie ograniczają się do dykteryjek. Ks. Józef miał autorytet u Jana Pawła II. Po ogłoszeniu encykliki "Veritatis Splendor" ks. Tischner opublikował jej interpretację, po czym dostał z Watykanu kartkę. Papież napisał mu, że okazał się jedynym komentatorem, który pojął sens encykliki.
    Któryś z dziennikarzy przypomina na ekranie, jak w roku 1981 - pięć dni po zamachu na Ojca Świętego w Watykanie - reżimowa telewizja zaprosiła w Krakowie księdza Tischnera, aby zechciał barbarzyński akt skomentować. Dziennikarz ów nie pamięta słów wypowiedzianych przez księdza. Tak się składa, że ja pamiętam. Ksiądz Tischner wyraził wtedy przekonanie, że Papież wróci ze szpitala taki sam, choć wróci do świata, który już nie będzie taki sam.

    W stanie wojennym ksiądz Tischner atmosfery nie podgrzewał. Ktoś nocą napisał kredą na murze: "Tischner uczy tchórzostwa!". Kiedy rano siostra zakonna zaczęła ten napis ścierać, wtedy Tischner ją zaczął powstrzymywać: - Siostro, a jeśli to prawda?

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo