Ten rok nie zadowala sadowników. Starają się o nowe rynki

lucyna.talaska@..., Lucyna Talaśka-KlichZaktualizowano 
pixabay.com
Skutki rosyjskiego embarga na owoce dopiero teraz dotkliwie odczuwają polscy sadownicy. Nowe rynki zbytu nadal nie wypełniają tej luki.

 

- Pojawiają się nowe rynki zbytu jabłek, ale owoce z tegorocznej produkcji  musimy na razie zagospodarować na bliższych rynkach - mówi Janusz Kubiak, prezes Grupy Producentów IDEALSAD z miejscowości Kamieńszczyzna (k. Sochaczewa,  woj. mazowieckie).

 

Jest szansa, że coraz więcej jabłek z polskich sadów będzie wyjeżdżać do Afryki, czy Azji, ale to wiąże się z kolejnymi inwestycjami (np. zakupem urządzeń do woskowania owoców, by ograniczyć transpirację, czyli zmniejszenie ubytku masy owoców oraz poprawić ich trwałość przechowalniczą). - To wymaga czasu, pieniędzy, wizji, dopasowania do istniejącej infrastruktury - wylicza prezes Kubiak. 

 

Ceny spadają nawet w czerwcu

- Sytuacja polskich sadowników nie jest dobra, bo nawet w czerwcu ceny jabłek spadają - mówi Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP. - To efekt rosyjskiego embarga. 

 

Co prawda. rosyjskie embargo to nic nowego, ale w poprzednich latach polskie jabłka wjeżdżały do Rosji za pośrednictwem innych krajów. - Na przykład przez Białoruś - twierdzi Mirosław Maliszewski. - Przed wprowadzeniem embarga do  Rosji eksportowaliśmy rocznie od 700 tysięcy do miliona ton jabłek. To była niemal jedna czwarta tych owoców na świecie, które „zmieniają granice”. 

 

Prezes Związku Sadowników RP dodaje, że spora część tego, co nie mogło wyjechać oficjalnie z Polski do Rosji, trafiało do innych krajów Europy Wschodniej:- Ale to się skończyło, gdy Rosja wprowadziła większe wymagania  w handlu z Białorusią, która wcześniej własne owoce sprzedawała do Rosji, a na swoje potrzeby oraz eksportu kupowała jabłka np. w Polsce. Teraz ma problem, by sprzedać nawet swój towar, bo eksporterzy muszą dokładnie udowodniać pochodzenie owoców.

 

- Już w okresie ostatnich zbiorów jabłek było wiadomo, że tych owoców może być na europejskim rynku za dużo - mówi Paweł Pączka, prezes Grupy Producentów Owoców Galster w Wierzchucicach (koło Bydgoszczy, woj. kujawsko-pomorskie). - I już wtedy niektórzy sadownicy mogli sprzedać jabłka po 1,50 zł za kilogram, ale liczyli, że wiosną dostaną dwa złote. Przeliczyli się, bo dziś mogą liczyć na złotówkę za kilogram, a po odjęciu kosztów związanych na przykład z przechowywaniem, naturalnymi ubytkami wychodzi zaledwie 80 groszy. 

 

Jaskółki lecą do Afryki

Polscy sadownicy nie poddają się i wciąż szukają nowych rynków zbytu. - To ciekawy, nośny temat, ale jest zaledwie „jaskółką”- uważa Paweł Pączka. - Sprzedajemy jabłka do Afryki, ale na razie brakuje nam odpowiedniego asortymentu, by zapewnić ciągłość dostaw. Zatem te nowe kierunki,  to wciąż tylko epizody w polskim eksporcie. Gdyby trafiało tam co najmniej sto tysięcy ton jabłek rocznie, to miałoby to przełożenie na ceny. Przypuszczam, że nie ma nawet 50 tysięcy ton, więc przetwórcy wykorzystują trudną sytuację i manipulują rynkiem. Ponadto wiedzą, że w przypadku jabłek przemysłowych, jeśli sadownik ma do wyboru - wyrzucić tony jabłek lub dostać osiemnaście groszy za kilogram, to wybierze to drugie. 

 

- Trzeba zabiegać o rynek chiński, wietnamski, indyjski - dodaje Maliszewski. - No i nadal musimy starać się o unijną pomoc za wycofywanie owoców z rynku. 

polecane: FLESZ: Podział Mandatów po wyborach parlamentarnych

Wideo

Materiał oryginalny: Ten rok nie zadowala sadowników. Starają się o nowe rynki - Gazeta Pomorska

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie