Telewizory nadal będą w więziennych celach

Piotr Furtak
W więzieniach nikt nie wyobraża sobie odebrania osadzonym przywilejów, z których korzystają od wielu lat. Funkcjonariusze twierdzą, że mogłoby to oznaczać niepokoje wśród więźniów
W więzieniach nikt nie wyobraża sobie odebrania osadzonym przywilejów, z których korzystają od wielu lat. Funkcjonariusze twierdzą, że mogłoby to oznaczać niepokoje wśród więźniów Archiwum DB
Z celi dla więźniów znikną telewizory, zlikwidowane zostaną też tak zwane cele miłości - taką wizję zakładów karnych przedstawił kilka dni temu jeden z urzędników Ministerstwa Sprawiedliwości. Te słowa, powtórzone przez ogólnopolskie media, wywołały ogromną burzę. Przedstawiciele więzień nie ukrywali, że obawiają się buntu osadzonych, gdyby faktycznie te plany miały być wprowadzone w życie.

- Na szczęście minister Ziobro stwierdził, że nie ma takich planów - mówi Ewa Bartkowska, zastępca dyrektora Zakładu Karnego w Czarnem. - W jego ocenie była to typowa kaczka dziennikarska. Nie wiem, czy tak było w istocie, dobrze jednak się stało, że nikt nie mówi już o zabieraniu telewizorów.

Tak zwane cele miłości w więzieniach wzbudzają emocje nie od dzisiaj. Karol Krzyżanowski, zastępca dyrektora ZK w Czarnem, twierdzi, że niepotrzebnie.

- Nie ma czegoś takiego jak cele miłości - mówi dyrektor Krzyżanowski. - To po prostu bezdozorowe miejsca spotkań osadzonych z rodzinami. Jest to jedna z najwyższych form nagrody. Nie wnikamy w to, co dzieje się podczas takich spotkań. Zresztą osadzeni spotykają się w takich miejscach nie tylko z żonami, ale również z dziećmi.

Okazji do takich spotkań skazani nie mają zbyt wiele. Ogólnie przez cały miesiąc mogą poświęcić dwie godziny na bezpośrednie rozmowy z najbliższymi. Zazwyczaj są to spotkania „pod nadzorem”, zdarza się jednak, że na prośbę osadzonego organizuje się je w pomieszczeniach, gdzie nie ma nadzoru. Zazwyczaj takie spotkanie trwa dwie, sporadycznie trzy godziny (wówczas osadzony musi „zaoszczędzić” sobie czas na takie widzenia z poprzednich miesięcy). Na pewno nie ma możliwości, aby ktoś w takiej specjalnej celi spotykał się z przypadkową osobą. Może być to żona, narzeczona, konkubina, z którą związany był, zanim trafił do więzienia.

- Takie widzenie odbywa się jedynie w wyjątkowych sytuacjach - dodaje Karol Krzyżanowski. - W naszym zakładzie karnym przebywa ponad tysiąc osadzonych. Nie wszyscy mogą, nie wszyscy chcą korzystać z podobnych spotkań, ale i tak jest wiele osób zainteresowanych. Dla niektórych osadzonych to ważne. Takie spotkania mogą mieć spore znaczenie dla resocjalizacji.

Mniej kontrowersji niż odbieranie prawa do korzystania z celi bezdozorowej bądź też telewizorów budzi temat pracy osadzonych.

Obecnie na około 1200 więźniów przebywających w Zakładzie Karnym w Czarnem około 500 pracuje na terenie więzienia bądź też poza jego murami.

Czytaj też: Kobiety poszukiwane przez pomorską policję [NAJNOWSZE LISTY GOŃCZE, ZDJĘCIA, RYSOPISY]

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

K
Krol KiK

W szpitalach na calym prawie swiecie placisz kaske za oplate telewizyjna i "sztrom" do niego, plus obowiazkowa niemala dzialke dla laskawcy ordynatora, bo on ma taka wieksza mature- jeszcze wieksza od tej przedwojennej malej. Sliska gnida ma juz najczesciej trzesace sie ze starosci i chciwosci lapy ale wydoic pacjeta trzeba codziennie jak krowe w pegieerze. Nic juz nie umie i nie potrafi poza kasowaniem do kieszeni fartucha. Powiem otwartym tekstem: uwazalem za przyjaciela "opozycjoniste" Dariusza Kobzdeja. Pracowal na AMG. Robil tam doktorat z neurologii ,skatowali mnie zomowcy.Mialem roztrzaskane dwa kregi L2 i L3. Wyslalem emisariusza, zeby tylko dostac sie na tomograf komputerowy a nie na radikulografie. Przekazalem w kopercie 500 USD- wiecej nie mialem a w "tamtych" czasach to i tak byl majatek. Posrany przyjaciel malo nie posral sie ze
strachu i odmowil mi jakiejkolwiek pomocy. Byl przerazony. Lapowke pogardliwym gestem przyjal pan profesor i tu przepadla na wieki-strzasnieta, nie mieszana do szuflady Nie bylo zadnego badania, pieniadze przepadly za bezdurno a ja wychodze z psem po ktorym "tam" nie sprzatam a jak jest ciemno to zwale klocka na plac lalszywego przyjaciela i gownianego opozycjonisty. Srusza Syriusza Kobzdeja. Nie wiem jaki mial ubecki pseudonim. lecz na pewno nie Bolek, gdyz byla to juz zastrzezona marka.Lapowkarstwo sie juz przedawnilo a i pol tysiaka dolarow jest juz diabla warte. Plac Dariusza Kobzdeja- smiechu warte.

Dodaj ogłoszenie