18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Taki liberał, co się związków nie brzydzi

Barbara Szczepuła, Dorota Kowalska Zaktualizowano 
Janusz Lewandowski
Janusz Lewandowski Tomasz Bołt
Dowcipny, sybaryta, lubiący bywać w towarzystwie. A jednocześnie do bólu konkretny, o analitycznym umyśle. To Janusz Lewandowski, wzór liberała niczym z Sevres, kandydat PO na stanowisko komisarza Unii Europejskiej

Dawno temu Janusz Lewandowski bardzo chciał poznać Annę Barycz. Czytając jej artykuły w podziemnym "Przeglądzie Politycznym", odkrywał bratnią duszę, co w PRL nie było tak częste: kto wiedział wówczas cokolwiek o liberalizmie.

A tu kobieta i liberał w jednej osobie! Jan Krzysztof Bielecki zobowiązał się doprowadzić do spotkania. I Lewandowski trochę się rozczarował, gdy zamiast pięknej blondynki zobaczył chłopaka w trampkach, o egzotycznym imieniu Donald. Ale to była historyczna chwila, bo doszło do spotkania dwu liberalnych grup: uniwersyteckiej Lewandowskiego i dziennikarskiej - Tuska. W redagowanym przez Tuska "Przeglądzie Politycznym" zaczęły od tej chwili ukazywać się eseje Lewandowskiego. Ale to przeszłość.

Dziś z opublikowanego niedawno przez Instytut Kościuszki raportu wynika, że Janusz Lewandowski jest, obok Jacka Saryusza-Wolskiego i Jerzego Buzka, najaktywniejszym polskim europosłem. Choć do Brukseli jechał trochę jak na zesłanie: to była dla polskich europosłów pierwsza kadencja i mało kto wiedział naprawdę, jak ważny jest Parlament Europejski. Ale Lewandowski szybko zorientował się, jak gra się w europejskie szachy, i wkrótce zrobiło się o nim głośno. Nie tylko w Brukseli, ale i w Europie, gdy w sierpniu 2005 r. zorganizował na rondzie Schumanna wielką imprezę, którą transmitowało wiele telewizji. Europejczycy przypomnieli sobie dzięki niej, że to Solidarność w Gdańsku rozpoczęła demontaż komunizmu.

- Co to za liberał, który organizuje obchody rocznicy związku zawodowego? - dziwili się niektórzy. Ale Lewandowski to przecież liberał gdański, a skoro gdański to i solidarnościowy. I właśnie jako solidarnościowy liberał doprowadził do tego, że Parlament Europejski przyjął rezolucję ustanawiającą dzień 31 sierpnia Europejskim Dniem Wolności i Solidarności. Konkurencyjna inicjatywa niemiecka lansująca datę obalenia muru berlińskiego przegrała.
- Liberałowie w sposób szczególny uczestniczyli w rozmontowywaniu komunizmu w Polsce - twierdzi Lewandowski. - Tworzyli gospodarczo-pozytywistyczny nurt opozycji niechętny pustym gestom, nastawiony na konkretne zmiany. A od liberałów z głębi kraju, z Krakowa na przykład, różniliśmy się tym, że uznawaliśmy Solidarność za główną siłę przemian. Pozostali związkami zawodowymi się brzydzili.

Lewandowski przez całe lata 80. był doradcą ekonomicznym NSZZ "Solidarność", co nie przeszkodziło mu w 1988 r. razem ze środowiskiem gdańskich liberałów właśnie zakładać Kongres Liberalno-Demokratyczny. Był ministrem przekształceń własnościowych w rządach Jana Krzysztofa Bieleckiego (1990-1991) i Hanny Suchockiej (1992-1993). Doprowadził do uruchomienia giełdy i opracowania programu powszechnej prywatyzacji.

Po porażce wyborczej KLD w 1993 r. pracował jako ekspert m.in. za granicą. Wrócił do polityki po połączeniu KLD i Unii Demokratycznej w jedną partię, zostając członkiem Unii Wolności. A w 2001 r. przeszedł do Platformy Obywatelskiej. Mandat posła zamienił w 2004 r. na mandat europosła. Zasiada we władzach krajowych PO i jest jednym z najbliższych przyjaciół i zaufanych ludzi premiera Tuska. Z którym, prócz historycznej sympatii do związków zawodowych, łączy go miłość do futbolu.

- Po raz pierwszy spotkaliśmy się na meczu, chyba w roku 1984. Janusz grał oczywiście w drużynie liberałów, ja u konserwatystów - wspomina poseł PO Sławomir Rybicki. - Był najszybszym zawodnikiem na boisku, grał wprawdzie w obronie, ale często zapędzał się pod naszą bramkę.
Bo mimo wielkiej ogłady i pozornej flegmy Lewandowski to ostry zawodnik. Ryszard Czarnecki z PiS przyznaje, że Lewandowski mimo swojej przynależności do PO potrafi skrytykować rząd czy zdystansować się do jego pomysłów. - W kilku wywiadach i debatach dał temu wyraz, ale zawsze po takiej krytyce rytualnie wymienia wszystkie grzechy PiS, żeby nie wyszło, że jedzie tylko po swoich - mówi Czarnecki.
W grudniowy wieczór 1988 r. w siedzibie Gdańskiego Towarzystwa Naukowego nad Motławą odbył się półoficjalny, półkonspiracyjny I Kongres Liberałów. Jeden z uczestników wspomina, że szedł na spotkanie, zastanawiając się, czy zastanie na sali esbeków, czy też kilku załamanych kolegów, jęczących, iż jednak się nie udało. Wszedł i oniemiał. Na sali było ze sto osób! Mówiono o prywatyzacji, regionalizacji, samorządzie terytorialnym, o nowej konstytucji, czyli - jak na tamte czasy - o żelaznym wilku.

Janusz Lewandowski wraz z Janem Szomburgiem (byli jak papużki nierozłączki) przedstawił koncepcję bonów prywatyzacyjnych, którą wspólnie opracowali w kuchni u Szomburga na Zaspie. Dlaczego w kuchni? Bo w pokoju spały dzieci.
- Te bony to jakieś fantasmagorie - komentowano w kuluarach.
Jan Szomburg, dziś prezes Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, przypomina, że nieco wcześniej zaprosił ich do Warszawy Stefan Kawalec. - Gdy już nie będzie Ruskich, co zrobimy? - zapytał. - Prywatyzujemy - odpowiedzieli bez wahania. Własność prywatna jest gwarancją wolności, a wolność to dla liberała wartość nadrzędna. Im więcej własności, tym więcej wolności.

Prywatyzacja jednak nie była celem, a narzędziem, które miało stworzyć efektywną gospodarkę rynkową i fundamenty demokracji. Zabezpieczeniem przed powrotem totalitaryzmu.
Okna sopockiego mieszkania Lidii i Janusza Lewandowskich wychodzą na budynek byłego komitetu partii, w którym teraz mieści się bank. To znak czasu, a także przypomnienie faktu, że akt erekcyjny warszawskiej giełdy, która - jak wiadomo - mieści się w gmachu KC PZPR, podpisywał w roku 1991 r. właśnie Janusz Lewandowski, minister przekształceń własnościowych. Razem z Leszkiem Balcerowiczem.

Swoje pięć minut dostali liberałowie właśnie w 1991 r., gdy prezydent Wałęsa powierzył utworzenie rządu Janowi Krzysztofowi Bieleckiemu. Strasznie się cieszyli, bo to był zupełnie niespodziewany dar losu. - Było oczywiste, że to właśnie Janusz musi zostać ministrem prywatyzacji - opowiadał kiedyś Donald Tusk. - Dlaczego? Bo potrzebny był mocarz, który nie boi się nikogo ani niczego. I rzeczywiście dokonał gigantycznego wysiłku. A potem usłyszeliśmy, że to był rząd aferałów…
- Błędem było, że przeprowadzając tak szokujące zmiany, nie potrafiliśmy ludziom wytłumaczyć tego, co robimy - mówi Lewandowski, którego dopiero niedawno, po kilkunastu latach od rozpoczęcia śledztwa, krakowski sąd ostatecznie uniewinnił. Prokuratura zarzucała mu nieprawidłowości przy prywatyzacji Krakchemii i Techmy.
- Ta sprawa miała być wielką aferą pokazującą, że w ówczesnym Ministerstwie Przekształceń Własnościowych istniała grupa trzymająca władzę, pozwalająca kolesiom uwłaszczać się na majątku państwowym. Miała być też sądem nad pewną formacją polityczną, która podjęła się przekształceń własnościowych w naszym kraju. Okazała się porażką organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości - mówił teraz sędzia.

- Mam nadzieję, że wreszcie będę mógł jeździć do Krakowa dla przyjemności - skomentował wyrok Lewandowski. - To, co mnie spotkało, było dla mnie osobistym upokorzeniem. Wiem, że powinienem teraz coś zrobić, by nie można było w podobny sposób dręczyć innych ludzi, by po doświadczeniach Kluski, Pamuły i moich nikt nie miał już problemów z ciągnącymi się latami niesłusznymi oskarżeniami.

Poseł Tadeusz Aziewicz z PO dodaje, że nikt wówczas nie wiedział, jak należy prywatyzować, liberałowie uczyli się w biegu. - A Janusz miał poczucie misji, nie podchodził do zadań asekurancko. Pojechał do Warszawy z przekonaniem, że zmieni świat, a okazało się, że siadł na beczce prochu. Stał się celem ataków, które de facto stały się atakami na całą formację, bo on był przecież naszym głównym ideologiem.

- Prywatyzacja to dobry teren na polowanie, więc polowanie się odbyło - ciągnie Lewandowski. - Atakowały mnie KPN, PSL i SdRP. Z różnych pozycji naturalnie. Moczulski tłumaczył mi kiedyś, że polska rewolucja nie jest zakończona i nadchodzi właśnie jej faza jakobińska, czyli ścinanie głów. KPN to jakobini, partia, która zwieńczy polską rewolucję. A zatem z jednej strony ataki, a z drugiej wdzięczność prywatyzowanych firm w Cieszynie, Bydgoszczy, Swarzędzu, honorowe obywatelstwo Kwidzyna…
Lewandowski, doktor ekonomii z wykształcenia, były wykładowca na Harvardzie i założyciel Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, skromnie mówi, że na razie czekają nas wybory do europarlamentu, więc za wcześnie na spekulacje na temat funkcji unijnego komisarza. Ale dotychczasowa działalność w Parlamencie Europejskim wiele go już nauczyła. Przez pierwszą część czteroletniej kadencji był przewodniczącym najważniejszej w PE Komisji Budżetowej, potem jej wiceprzewodniczącym. Prowadził niezwykle ważne negocjacje w sprawie tzw. perspektywy finansowej na lata 2007-2013.

Negocjacje były twarde, bo opór starych krajów Unii, szczególnie Wielkiej Brytanii był duży. Ale Polska została głównym beneficjentem tego złotego deszczu. Miał Lewandowski istotny wpływ na zmianę głównego priorytetu budżetowego PE - ze wsparcia rozwoju technologii i konkurencyjności na wyrównywanie nierówności, korzystne dla nowych państw. Walczył też w obronie Bałtyku: chodziło o wyrównanie szans finansowych naszego morza w porównaniu ze Śródziemnym. Poseł Waldy Dzikowski mówi, że zwraca uwagę rzeczowość i kompetencja Lewandowskiego. - Byłem kiedyś świadkiem debaty na temat przyjęcia przez Polskę euro prowadzonej po angielsku. Miło było patrzeć, jak fachowo prowadzi rozmowę z pozostałymi uczestnikami spotkania. Inna sprawa, że Lewandowski mówi też po rosyjsku i niemiecku.

Niektórzy wyobrażają sobie, że członek europarlamentu głównie siedzi w restauracji na Grand Place i je mule. Europoseł Ryszard Czarnecki komentuje: - Sympatyczny, miły, grzeczny. Zna się na rzeczy, doskonale przewodzi Komisji Budżetowej PE. I choć, jak zauważa z przekąsem Czarnecki, nie jest arbitrem elegancji, bo preferuje tzw. opozycyjną nonszalancję, to zawsze otacza go wianuszek pięknych kobiet.

- O jakieś ćwierć wieku młodszych od niego samego. Bo trzeba przyznać koledze Lewandowskiemu, że jego stażystki i asystentki znacznie ponoszą poziom estetyczny całego jego zespołu - śmieje się Czarnecki. Ale poważnieje szybko i dodaje, że Lewandowski to człowiek o szerokiej wiedzy i konkretnych poglądach.
Senator Andrzej Grzyb twierdzi, że przed spotkaniem z udziałem Janusza Lewandowskiego z góry wiadomo, iż nie będzie "bicia piany i gadki o niczym".
- Jeśli o którymś z polskich polityków można powiedzieć, że osiągnął poziom męża stanu, to na pewno o Januszu Lewandowskim - mówi Tadeusz Aziewicz.

polecane: FLESZ: Podział Mandatów po wyborach parlamentarnych

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie