Tak dużo drzew, tak mało lasów. W polskiej puszczy jak na planie "Avatara" [rozmowa]

Roman Laudański
- Lasu nie da się posadzić, tak jak nie da się zbudować rafy koralowej. W naturalnym, normalnym lesie drzewa sadzą się same - rozmowa z redaktorem Adamem Wajrakiem, przyrodnikiem, autorem książek.

- Właśnie wrócił pan z puszczy. To rekreacja? Praca?
- Mam w życiu to szczęście, że moja praca jest jednocześnie rekreacją. Na dodatek płacą mi za to, że jestem na bezterminowych wakacjach!

- A do lasu idzie pan, przepraszam, w konkretnym celu?
- Puszcza Białowieska jest tak bogatym lasem, jednym z niewielu prawdziwych, jakie zostały nam w Polsce, że co chwilę można spotkać coś niebywałego. A to interesujące grzyby, śluzowce, żubry, niezwykłego motyla czy chrząszcza. Przed chwilą widziałem cudownego ślimaka pomrowa zjadającego czernidłaka gromadnego, grzyba wyglądającego jak w filmie „Avatar”. W puszczy co chwilę spotyka się ciekawe rzeczy. Dla człowieka piszącego o przyrodzie Puszcza Białowieska to najfajniejszy las pod słońcem.

- A jak to jest z lasami w Polsce, obecnie więcej się ich wycina czy sadzi?
- To ja może od razu powiem coś, z czym się wiele osób nie zgodzi. Uważam, że lasu nie da się posadzić. W książce „Leśna mafia”, która co prawda jest o Szwecji, ale odnosi się do prawie całej Europy, znalazłem zdanie: „Nigdy w historii nie mieliśmy tak dużo drzew i tak mało lasów”. Lasu nie da się posadzić, tak jak nie da się zbudować rafy koralowej. Las jest skomplikowanym ekosystemem, którego jednym z ważnych elementów są drzewa. W naturalnym, normalnym lesie drzewa sadzą się same. W naturze nie znajdziemy czegoś takiego, jak „szkółka leśna”, w której wybiera się i przebiera nasiona, z których wyrastają sadzonki, następnie przesadzane w inne miejsca. Drzewo wyrasta w miejscu, w którym upadnie nasiono. Później następuje cała naturalna selekcja związana z panującymi warunkami, co powoduje, że ono wyrasta lub nie. A to, co w większości mamy i widzimy w Polsce, to jednogatunkowe, jednowiekowe uprawy, najczęściej sosny. Przykro mi, ale jeśli ktoś mi mówi, że Polska jest w trzydziestu procentach pokryta lasami, to uśmiecham się tylko smutno. Dla mnie są to uprawy drzew mniej lub bardziej przypominające lasy, ale lasem one nie są. Można tak powiedzieć na podstawie wielu charakterystycznych cech: drzewa nigdy nie dożywają wieku, którego powinny dożyć. Ile widział pan w lesie sosen w wieku lat 200 czy300?

Lasu nie da się posadzić, tak jak nie da się zbudować rafy koralowej. W naturalnym, normalnym lesie drzewa sadzą się same

- Staram się dużo chodzić po lesie, ale drzew wygalających na stare widzę niewiele. To pojedyncze egzemplarze, które gdzieś przetrwały.
- W lasach obowiązuje coś takiego jak tzw. wiek rębności. Dzięki niemu drzewa – nie mówię, że nie dożywają starości, ale nie dożywają nawet wieku średniego! Oczywiście drzewa pełnią jakieś funkcje biologiczne, ale wiek rębności dla sosny to 80 lat. A sosny w Puszczy Białowieskiej dożywają 350 lat! Proszę sobie wyobrazić społeczeństwo samych dwudziestolatków lub osób jeszcze młodszych. To nie byłoby zdrowe, normalne społeczeństwo. Kolejną rzeczą różniącą tzw. uprawy od lasów jest to, że spotykamy najczęściej lasy wielogatunkowe. Kiedy stoję w puszczy w jednym miejscu, to w promieniu piętnastu metrów mogę widzieć co najmniej pięć gatunków drzew.

- A ja widzę: sosnę, sosnę, sosnę, sosnę i czasem brzozę.
- Dokładnie. A większość lasów na niżu w Polsce powinna wyglądać jak Puszcza Białowieska. Kolejną sprawą, dzięki której te lasy są potwornie ubogie, to praktycznie zerowa liczba martwych drzew. Według szacunków, w naturalnym, zdrowym lesie jedna trzecia, jedna czwarta masy drzew powinna być martwa. W różnorodnym stadium rozkładu, bo na martwych drzewach rozwijają się te wszystkie cudowne grzyby, owady, rzadkie ptaki. One potrzebują martwych drzew. Kiedy widzę przeciętny polski las, to on nie jest dla mnie lasem. To tylko uprawa jednogatunkowych i jednowiekowych drzew posadzonych jakby w kohortach. Tu kohorta dziesięcioletniej sosny, tam kohorta dwudziestoletniej sosny. W prawdziwym lesie tego nie ma.

Przeciętny polski las nie jest dla mnie lasem. To tylko uprawa jednogatunkowych i jednowiekowych drzew.

- Ostatnio przybywa sygnałów od ludzi jeżdżących rowerami lub biegających po lasach, że coraz częściej napotykają wyrąbane pola i to w miejscach, w których nie rosły specjalnie stare drzewa.
- To dlatego, że w Polsce bardzo wzrósł poziom wycinki. Oczywiście leśnicy zaraz powiedzą, że te drzewa weszły w tzw. wiek rębności – tylko że to, o czym już sobie powiedzieliśmy, z punktu widzenia biologii drzewa i ekologii lasu, jest totalną bzdurą. W Polsce bardzo wzrasta poziom wycinki. Jeszcze dziesięć lat temu było to ok. trzydziestu milionów metrów sześciennych, a teraz przekroczyło już czterdzieści milionów, a powierzchnia lasów specjalnie nie wzrosła! Jeszcze niedawno wycinano 50 procent tzw. przyrostu (drzewa przyrastające na masie), a teraz już 65 procent!

- Co na to leśnicy?
- Powiedzą, że drzew przybywa i że rzadko wycinają sto procent przyrostu. Tylko że są nadleśnictwa, gdzie wycina się sto procent przyrostu, a zwykle za wycięty piękny starodrzew dostaje się nijaki młodnik. Dlatego czytelników tak denerwują napotykane wycinki.

- To efekt działań jeszcze z czasów nieżyjącego już ministra Szyszki?
- Nie, nie. To po prostu instytucja Lasów Państwowych będących na tzw. samofinansowaniu się. Leśnicy zarobią tyle, ile wytną. Żyją głównie z drzew. Do budżetu państwa trafia z tego – choć lasy są naszym wspólnym dobrem – bardzo mało w porównaniu z innymi firmami. Oczywiście płacą VAT, podatek gruntowy, ale nie płacą podatku dochodowego. Moim zdaniem powinni też płacić jakąś dywidendę. Już jakiś czas temu średnie zarobki w Lasach Państwowych pewnie przekroczyły osiem tysięcy złotych.

- Daj Panie Boże zdrowia!
- To średnia. Nadleśniczowie mogą zarabiać do dwudziestu tysięcy lub około tej kwoty. To więcej niż szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego! Dodam, że żyją z naszego wspólnego dobra. Rżną je, a ludziom mówią: słuchajcie, ten las potrzebuje cięcia, żeby był piękny i zdrowy. A to nieprawda. Las najmniej potrzebuje cięcia. W ogóle go nie potrzebuje. Sam się sadzi, rośnie, wywala, umiera i natychmiast odradza. W wielu miejscach można zobaczyć, że nawet gdy wiatr powalił świerk lub pożarł go kornik, to po kilkunastu latach mamy w tym miejscu cudowne odrodzenie. Wielogatunkowe i wielowiekowe.

- Tylko że przemysł potrzebuje drewna.
- Oczywiście, że tak, ale powiedzmy sobie, że w Ustawie o lasach mamy zapisanych kilka funkcji: społeczną, przyrodniczą i produkcyjną. One są równoważne, a w praktyce widzimy, że wyraźnie przeważa funkcja produkcyjna. Przypominam, że lasy są własnością Skarbu Państwa – wszystkich obywateli, a nie jednej korporacji. Rozumiem, gdyby wycinkę na tym poziomie prowadzono w prywatnych lasach jak w Szwecji czy w Austrii, choć tniemy już więcej przyrostu niż Austriacy, a mamy lasy w większości państwowe, a nie prywatne. Państwo powinno nie tylko żywić przemysł drzewny i kieszenie leśników, ale spełniać również inne role. Dlatego upominam się o funkcję przyrodniczą, wodochronną, biologiczną i inne. A z tego, o czym informują czytelnicy wynika, że funkcja produkcyjna jest najważniejsza. Ludzi to wkurza. Myślą, że chociaż w parkach krajobrazowych znajdą spokój i ochronę, a trafiają tam na wielka wycinkę!

- Na stronie Lasów Państwowych znalazłem informację, że tzw. lesistość w Polsce wzrosła z 21 procent po II wojnie światowej do 30 procent. Pod względem powierzchni lasów zajmujemy szóste miejsce w Unii Europejskiej.
- Tylko że te 30 procent to mniej niż u każdego z naszych sąsiadów poza Ukrainą. Litwa, Białoruś, Niemcy, Czechy, Słowacja mają wyższą lesistość niż Polska. Jesteśmy poniżej europejskiej średniej.

- A u decydentów przeważa postrzeganie lasu jako plantacji surowca.
- Lasy Państwowe w taki sposób traktują nawet tak piękny las, jak Puszcza Białowieska. Leśnicy i politycy chcą przekształcić puszczę w jednogatunkowe plantacje. Mamy bardzo mało naturalnego odnowienia w naszych lasach. W większości wszystko jest sadzone. Mamy mało martwych drzew, lasy są sterylne. Lasy Państwowe robią wszystko, żeby udowodnić, że to są lasy, ale da mnie to nie są lasy. Mamy kraj zawalony uprawami sosny. Kraj, który pod względem liczby pożarów w Europie jest czwarty, co m.in. wynika z takich, a nie innych plantacji.

- Tymczasem rośnie świadomość Polaków, którzy coraz chętniej wybierają się do lasów!
- Ludzie chcą prawdziwych lasów wielogatunkowych, z pewną ilością martwych drzew, to wynika także z wielu badań. Tęsknimy za bardziej naturalnymi lasami. Także nie chcemy wielkich zrębów w lasach. I trudno się ludziom dziwić.

- Skoro Lasy Państwowe są przedsiębiorstwem nastawionym na zysk, to kto im może nakazać coś innego?
- Teoretycznie mógłby to zrobić minister środowiska, ale to przedsiębiorstwo jest potężną machiną polityczną. Bardzo bogatą – mają dziesięć miliardów złotych przychodu. Trudno im cokolwiek narzucić. Na podstawie wieloletnich obserwacji przekonuję się, że z każdym rokiem to Lasy Państwowe bardziej kierują polityką Ministerstwa Środowiska niż minister środowiska polityką Lasów. I żeby było jasne, to nie jest przypadłość tylko tej ekipy rządowej. To się rozwija, a u obecnej ekipy rzeczywiście jest mocno rozwinięte, potrafią robić rzeczy wzbudzające największe zdziwienie, ale brak realnej kontroli (bo w ustawie jest zapisana) nad Lasami Państwowymi jest przerażający i trwa przynajmniej od 20 lat. Jak nie dłużej.

- Przy takiej polityce zrębów będzie coraz więcej…
- Niekoniecznie, będziemy mieli coraz fajniejszą sosnę lub inne drzewo, bo leśnicy już zauważyli, że postawienie na monokulturę sosny było błędem. Teraz będą sadzili również gatunki liściaste.

- W Puszczy Białowieskiej znajduje pan jeszcze ślady inwazji pilarzy i drwali z czasów ministra Szyszki?
- Niedawno kręciłem filmiki w takim miejscu i zrobiło mi się strasznie smutno. To bardzo mocno widać i jeszcze przez wiele, wiele lat będzie to widoczne.

- Podporządkował się pan zakazowi wstępu do lasów w czasie pandemii?
- Dobrze znam Ustawę o lasach i wiem, że takiego zakazu nie można było wprowadzić. Nie zastosowałem się do tego ani razu, bo to było bez sensu. Przebywanie w lesie nie ma żadnego wpływu na rozsiewanie się koronawirusa. Wyglądało na to, że Lasy Państwowe, w zamian za swoje przywileje, robią różne usługi polityczne. Chodziło o to, ażeby – jak starym dowcipie – najpierw wprowadzić kozę, by przed wyborami 10 maja ją wyprowadzić. Takie rzeczy Lasy Państwowe będą robić dla polityków. Kiedy trzeba, staną na baczność, żeby tylko politycy pozwolili im wycinać więcej, więcej i więcej.

Uwaga na chińskie telefony

Wideo

Materiał oryginalny: Tak dużo drzew, tak mało lasów. W polskiej puszczy jak na planie "Avatara" [rozmowa] - Gazeta Pomorska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie